____________________________________________________________________________
(Harry)
-Laski się biją!
Niall z ogromnym zaciekawieniem i wielce ożywiony uniósł głowę, by zlokalizować gdzie odbywa się zacięta rozróba. Nie udało mu się, więc niezadowolony z powrotem skupił swoją uwagę na swoim piwie. Przerwa w naszej konwersacji nie trwała jednak długo, gdy żywe, niebieskie oczy rozbłysnęły dociekliwością.
- Ej, stary, gdzie jest Bo? - zapytał lekko skonsternowany.
Zostawiłem ją z Louisem przy basenie, przypuszczając, że będzie miał na nią oko, podczas mojej nieobecności. Miałem nadzieję, że uda im się trochę pogadać na osobności, ale pewnie stan upojenia Louisa będzie podsuwał kolejne tematy do dyskusji i będą się one sprowadzały raczej do informowania ludzi o kolorze jego skarpetek, niż do jakichś znaczących kwestii. Po kilku głębszych był jeszcze większym zagrożeniem, niż zwykle.
Niall gapił się na mnie, niecierpliwie czekając na odpowiedź. Jego brwi były uniesione, zdradzając rosnące zaciekawienie. Poczułem jak ktoś mnie lekko trąca ramieniem, ale postanowiłem to zignorować do momentu, aż w naszą swobodną atmosferę wtargnął jakiś zdyszany koleś. Jego włosy były w całkowitym nieładzie, a koszula, na której majaczyły resztki schnącego, rozlanego alkoholu zapięta była w jakimś dziwnym porządku.
- Ej, chodźcie, jakieś dziewczyny leją się po drugiej stronie ogrodu!
Nieznajomy wycofał się w drogę powrotną, co chwila ślizgając się na laminowanej podłodze, zanim zniknął w ciemności za drzwiami prowadzącymi na zewnątrz.
Kurwa mać.
Na pewno nie. Nie Bo, ona była ostatnią osobą, która mogłaby wdać się w jakąś bójkę. To nie mogła być ona. Zapewnienie, które sam sobie złożyłem, nie powstrzymało mnie jednak przed gwałtownym wstaniem z kanapy i ruszeniem do przeszklonych, tylnych drzwi. Niall był tuż za mną, biegnąc sprintem przez taras i w dół kilkustopniowych schodów. Basen znajdował się na tyłach ogrodu, koleś który przyszedł nam powiedzieć co się dzieje lawirował między małymi grupkami ludzi, a my podążaliśmy za nim, prawie jak ogon za jakąś karetką pogotowia, czy coś.
- Bo!
Moje serce gwałtownie zamarło, kiedy zidentyfikowałem zdecydowaną sylwetkę Bo, stojącą w obronnej postawie przy boku Hayley. Już kiedyś ją taką widziałem. Przypomniałem sobie, jak osłaniała mnie swoim ciałem, gdy ledwo byłem w stanie ustać na nogach, opierając się o ścianę. Trochę mała, ale jednak skuteczna blokada uchroniła mnie od dalszego przyjmowania ciosów. Tamtej nocy, praktycznie zaniosła mnie do swojego domu. Tamtej nocy, właśnie opowiedziałem jej o moim ojcu.
Gdy znalazłem się wystarczająco blisko, sytuacja przedstawiała się jasno. Kłótnia przyciągała coraz większą uwagę spragnionych wrażeń widzów, gdy trzy dziewczyny rzucały w swoją stronę ostre słowa. Nie byłem w stanie rozpoznać trzeciej dziewczyny, nie wiedziałem jak ma na imię. Była trochę wyższa od Bo i Hayley, ale nie dużo. Pomagały jej w tym obcasy, na których lekko się chwiała. Myślałem, że się potknęła, czy coś, ale ona po prostu rzuciła się przed siebie.
- Puść ją! - pisnęła Hayley.
Złapała Bo za włosy i szarpiąc, próbowała odciągnąć ją od Hayley. Kiedy przedzierałem się przez kółko ludzi, którzy je otaczali, one zdążyły już zostawić ślady zadrapań na swoich skórach. Wiele razy widziałem już zagorzałe walki między dziewczynami, ale nigdy nie dochodziło do regularnych rękoczynów. W najlepszym wypadku kończyło się tylko wymierzeniem siarczystego policzka. Prawie zawsze wywołane było to jakimś gościem, który prowadzał się z dwoma pannami na raz i myślał, że ujdzie mu to na sucho.
To wszystko wyglądało trochę surrealistycznie, nie miałem pojęcia, że coś może eskalować z taką agresją, zwłaszcza z Bo po samym środku afery, i mówię to całkiem dosłownie, bo jej włosy nadal były mocno zaciśnięte w pięściach rozjuszonej kobiety. Przepychałem się przez zwartą ścianę ludzi słysząc tylko popiskiwania i kobiece krzyki z samego środka zamieszania, gdzie miejsce miał tymczasowy ring.
Dłoń, która spoczęła na moim ramieniu w celu zatrzymania mnie, została zlekceważona, ale tylko po to, by pojawiła się na nim sekundę później, przytrzymując mnie z większą siłą. Szybko zlokalizowałem odpowiedzialnego za ten niemile widziany gest i odepchnąłem tę arogancką ciotę.
- Niech się biją. - rzucił marudnym tonem, jego oddech cuchnął jakąś mieszanką alkoholi.
No jasne, że chciałby pogapić się na walczące laski, nic nie jest przecież bardziej zabawne dla bandy kolesi, niż kobiety, potencjalnie zrywające z siebie ubrania i wykrzykujące do siebie różne rzeczy.
- Cofnij się. - syknąłem przez zaciśnięte zęby.
Jego krępa sylwetka odsunęła się ode na krok, gdy mnie rozpoznał. W przeciągu kilku ostatnich lat, to stało się niemal codziennością, że ludzie kulili się w sobie i tchórzyli w mojej obecności. Słowo rozchodzące się pocztą pantoflową działało bardzo szybko, zwłaszcza gdy chodziło o znokautowanie jakiegoś napompowanego kutasa i powalenie go na deski ringu w ciągu jednej nocy.
Cały czas starałem dostać się do Bo, odpychałem łokciami ludzi, którzy stanowili przeszkody na mojej drodze. Hayley zacięcie walczyła, by tamta laska puściła włosy Bo, ale najwidoczniej ta nie potrzebowała pomocy. Moja dziewczyna podniosła przedramię, aby zablokować rękę panny, która starała się zadrapać ją w szyję. To okazały się wystarczającym odwróceniem uwagi, z czego Bo zaraz skorzystała zaciskając swoją prawą dłoń w pięść i wymierzyła solidny cios w brzuch dziewczyny. Ta zachwiała się i zginając w pół chwyciła za brzuch, wypuszczając z osłabionych palców ciemne włosy Bo.
Rzygać mi się chciało, jak widziałem ile radości i entuzjazmu to wszystko wywołuje w skandującym i dopingującym tłumie. Miałem dość.
- Rusz się!
Kilka ostatnich szeroko otwartych par oczu rozsunęło się z mojej drogi, wystarczająco na tyle, żebym doświadczył jak Bo ostro i zamaszyście kopie dziewczynę w piszczel. Ta skoczyła do przodu zamierzając się na twarz Bo, ale w ostatniej chwili Hayley wkroczyła między nie, przyjmując na siebie uderzenie, po czym zatoczyła się do tyłu.
Objąłem Hayley w talii przyciągając do siebie, z czego nie była bardzo zadowolona, po czym mocno chwyciłem za materiał swetra Bo. Rozpaczliwie starała się odeprzeć moje próby przyciągnięcia jej do siebie, mierząc się z siłą nas obojga. Jej uparty charakter dał o sobie sromotnie znać, była sfrustrowana faktem, że ktoś śmiał przerwać jej poczynania w postępującej coraz dalej walce.
- Bo.
Kiedy wystarczająco pewnie złapałem za materiał jej odzieży, pociągnąłem ją do siebie, co wytrąciło ją z równowagi i chwiejąc się wpadła na moje ciało. Nadarzająca się okazja pozwoliła mi przygarnąć ją do swojego prawego boku, co prawie poskutkowało uwolnieniem się Hayley. Byłem zbyt dużym optymistą sądząc, że opanowałem sytuację.
- Odwal się! - krzyknęła Bo.
Jej palce mocno wbijały się w moją skórę, zdeterminowane szaloną myślą o wydostaniu się z mojego uścisku. Widziałem już ją w stanie skrajnych emocji, z twarzą zalaną łzami i pociąganiem nosem, ale to było co innego. Ona była wściekła.
- Bo, uspokój się.
Moja ręka mocno oplatała obie dziewczyny w talii. Było mi coraz trudniej je utrzymać, zwłaszcza, że obie na raz zawzięcie starały się wyswobodzić z mojego uścisku i dostać się z powrotem do kobiety stojącej na przeciwko. Nie rozpoznałem faceta, który stanął po środku, ale przypuszczałem, że był jej chłopakiem z uwagi na to, że przytrzymywał ją w podobny sposób. Skończylibyśmy przewracając się całą trójką na ziemię, gdyby to nierówne przeciąganie nadal się odbywało.
- Niall, nie dam rady utrzymać ich obu!
Stanął z szeroko otwartymi oczami, kiedy przecisnął się przez ciągle napierający tłum. Nigdy nie był pierwszy do konfrontacji, zawsze z wielkim uśmiechem na twarzy, służący anegdotą, by rozbawić ludzi w swoim towarzystwie. Dzisiaj nie było na to czasu.
Byłem wdzięczny Tomowi, gdy wkroczył szybko i wziął ode mnie Hayley zmniejszając moje brzemię. Zaniedbałem niestety uwagę poświęcaną mojej drugiej, niechętnej do współpracy zakładniczce.
____________________________________________________________________________
Suka. Ciągle uśmiechała się pod nosem. Nieproszona ździra.
Moje pięści zacisnęły się ponownie gotowe do starcia tego jej zadowolonego wyrazu z twarzy. Hayley gdzieś mi zniknęła, ale wiedziałam, że jest bezpieczna. Nie byłam do końca pewna, kto wziął na siebie ciężar rozdzielenia naszego starcia, bo większość była raczej zachwycona przyglądaniem się. Sądząc jednak po dotyku stanowczej postury, do której przylegały moje plecy, był to mężczyzna. Trzymał mnie mocno prawą ręką, ale wyczuwałam powściągliwość od wykorzystania jego pełnego potencjału.
Lekkie poluzowanie jego placów było wszystkim czego potrzebowałam, żeby się uwolnić. Usłyszałam zduszone "omff" za sobą i wywnioskowałam, że pewnie rozjemca naszej walki wylądował z głuchym hukiem na trawie. Potrzebowałam ułamka sekundy, by ruszyć do przodu i oprzeć swoje dłonie na ramionach mojej przeciwniczki. Kompletne zdumienie błysnęło w jej oczach, zastępując wcześniejszy wyraz jakiejś aroganckiej pewności siebie. Nie uderzyłam jej, zamiast tego postanowiłam rozwiązać to w sposób, który niektórzy mogą postrzegać jako dziecinny, ale na prawdę nie podobała mi się jej sukienka. To było całkiem satysfakcjonujące, oglądać jak moje wcześniejsze, dość niebezpieczne wysiłki zostają nagrodzone.
Zarówno ona, jak i chłopak wylądowali w basenie. Wyłonili się spod wody wypluwając wodę ze swoich ust. Tusz spływający z jej rzęs rozmazał się na jej policzkach, a ja stałam na brzegu basenu i uśmiechałam się szeroko.
Kiedy się odwróciłam, ludzie wrzeszczeli i gratulowali mi z jakiegoś dziwnego powodu. Najwyraźniej chodziło o rozrywkę, której im dostarczyłam. Chwała nie trwała jednak długo, gdy moja uwaga skupiła się na jednej osobie.
Harry leżał na ziemi, dysząc głęboko i wyglądał na bardziej zdezorientowanego, niż widziałam go kiedykolwiek. Wyglądał prawie tak samo jak wtedy, kiedy wyznałam mu miłość i uciekłam.
Zdjął swoją czapkę i odgarnął włosy z czoła, po czym ponownie założył ją tył na przód. Sznurówki jego szarych Nike'ów wisiały luźno, wydostając się zza krawędzi butów, gdzie zostały wcześniej skrzętnie wepchnięte. Usiadł na tyłku, lekko zginając wyprostowane przed sobą nogi w kolanach i podparł swój ciężar ciała na rękach ułożonych za nim.
Podeszłam do niego, wyciągając swoją rękę, którą złapał niemal natychmiastowo. Czułam się jak nieposłuszne dziecko, kiedy Harry spojrzał na mnie z dezaprobatą. Już miałam puścić jego dłoń, ale zdecydowanym ruchem pociągnął mnie za sobą, a ja chcąc nie chcąc podążyłam za nim, trzymając się jednak na odległość naszych obu wyciągniętych ramion, gdy prowadził mnie w miejsce, gdzie postanowił przeprowadzić naszą nadchodzącą rozmowę.
Przeszedł do w jakiś sposób odosobnionej części ogrodu, która nadal jednak miała utwardzone podłoże. To było idealne miejsce do nakładzenia mi do głowy umoralniających, karcących gadek.
- Co się, do cholery, stało?!
Pierwsze oskarżenie uderzyło mnie najmocniej. Insynuował, że miałam jakiś inny wybór w tym całym zajściu. Nie miałam, każdy postąpiłby tak samo na moim miejscu.
- Ona była okropna dla Hayley, nie było mowy, że pozwolę jej tak pyskować. Ona nawet nie była tu zaproszona, a kiedy Hayley powiedziała jej, że ma wyjść, prawie pchnęła ją na ziemię, Harry!
Nie wyglądał na przekonanego. Kciukiem i palcem wskazującym ściskał koniuszek swojego nosa wysłuchując moich motywów. Byłam świadoma podobieństwa do tego typu sporów, do których dochodzi na placach zabaw, "bo on powiedział", "bo ona powiedziała", czy kłótnie o to, kto pierwszy dobiegł do huśtawki.
- I dlatego ją uderzyłaś?
- To ona zaczęła! - prawie krzyknęłam, momentalnie zdając sobie sprawę, że brzmię pewnie jak rozpieszczony bachor.
Ignorując moje słowa pokiwał tylko głową.
- Powinnaś była mnie zawołać, jeśli był jakiś problem. - powiedział rozdrażniony.
Między jego brwiami pojawiła się zmarszczka, ale nie była to oznaka złości, raczej niepokoju. Jego oczy złagodniały, gdy opuścił głowę próbując dotrzeć do mnie w bardziej intymny sposób niż poprzednio.
- Nie zawsze będziesz gdzieś w pobliżu, pewne rzeczy muszę robić na własną rękę. - wyjaśniłam.
Powoli chwycił moją dłoń, kciukiem uspokajająco pocierając jej knykcie.
- Ja to rozumiem, ale nie chcę, żebyś się z kimkolwiek biła.
- To troszeczkę hipokryzja z twojej strony, nie sądzisz?
Byłam przygotowana na wyrwanie swojej ręki z jego uścisku. Harry zachował spokojny ton głosu, nie zamierzał go podnieść. Byłam zdumiona faktem, że stanowczo panuje nad swoimi emocjami, które pewnie buzowały w jego środku ze względu na zaistniałe okoliczności.
- Jestem trenowany do wymierzania i otrzymywania ciosów. To część mojej pracy, nie twojej.
- Ale to ty nauczyłeś mnie, jak to się robi. - wskazałam gestem ręki miejsce, gdzie doszło do całego zamieszania - Żeby się bronić.
Wydawało się, że niecywilizowane zachowanie nieco osłabło, ludzie wrócili do picia i rozmów na luźniejszym poziomie.
- Bo, uderzyłaś ją w brzuch. - Harry prawie westchnął.
Cholera. Nie mogłam nadal twierdzić, że zrobiłam to w samoobronie, fakt był faktem i mogłam tylko pogorszyć swoją sprawę. Kopnęłam ją też w piszczel i mam szczerą nadzieję, że zostanie jej po tym wielki siniak.
- Nie wiedziałam, że to widziałeś. - niespokojnie zakołysałam się na palcach stóp - Ale słuchaj, pamiętałam żeby trzymać kciuk na zewnątrz pięści, tak jak mi pokazywałeś.
Przygryzłam wewnętrzną stronę policzka i nieśmiało spojrzałam na Harry'ego. Walczył z uśmiechem, a kiedy w końcu się poddał, mój żołądek wywrócił fikołka. Zaskoczył mnie jego głęboki, ochrypły śmiech wydostający się z głębi jego gardła, kiedy otoczył mnie ramionami i zgniótł w uścisku.
- Grzeczna dziewczynka. - chwaląc mnie, cmoknął w czubek głowy - Jesteś jedyna w swoim rodzaju, Bo.
Prawy policzek płasko przycisnęłam do jego piersi, ciesząc się dźwiękiem jego niskiego głosu i bicia pełnego życia organu. Niezliczoną ilość razy powiedział mi o tym, że współdzielę z nim jego serce. Podarował mi coś, czego nie można kupić. Lewa strona należała do mnie, powiedział, że poradzi sobie i przetrwa z mniejszą połową, tak długo, jak będę opiekować tą, którą oddał mi.
Nie sądzę, że zdawał sobie sprawę z tego na jak małej części funkcjonowałam ja. Malutki skrawek mojego serca był dla mnie, cała reszta należała do niego, a Harry konsekwentnie stał na jego straży. Ufałam mu.
- Wiesz, że wziąłbym na siebie każde uderzenie wymierzone w twoją stronę. Stanąłbym przed tobą i zmierzył się z czymkolwiek, co miałoby nadejść. - oznajmił.
Chciałam powiedzieć mu, że nie ma takiej potrzeby. Nie chciałam być zamknięta jak jakaś księżniczka w wysokiej wieży, chroniona przez jednoosobową armię. Stanęłabym u jego boku, wzięła go za rękę i moglibyśmy razem walczyć ze smokami.
- Nic byś nie poczuła. - przyznał prawie bez tchu, obiecującym szeptem.
Po tych słowach poczułam kolosalny komfort, którego nie doświadczyłam jeszcze nigdy. Nie spotkałam jeszcze nikogo, kto stawiałby moje bezpieczeństwo i zadowolenie nad własnym, oprócz moich rodziców oczywiście. Harry ciągle wykraczał poza granice oczekiwań, które miałam względem niego.
Przeciągające się ruchy w pobliskich krzakach zmusiły mnie podnieść głowę z piersi Harry'ego. Dłoń, która chwilę później spoczęła na moim ramieniu nieco mnie zaskoczyła. Harry posłał poważne spojrzenie tajemniczej osobie, która stała za mną, po czym odepchnął rękę należącą do jakiegoś pijanego imprezowicza.
- Wystrzeliłaś po prostu jak rakieta w moich oczekiwaniach co do ciebie. - przyznał energicznie Louis - Ja pierdole, to było zajebiste!
Kiedy go zobaczyłam, uśmiechnął się tak szeroko, że bałam się, że jego twarz zaraz pęknie na pół. Był niezaprzeczalnie tak wesoły na duchu, że mógł przyprawić cię o uśmiech w każdej sytuacji. No, może tylko nie w przypadku Harry'ego.
- Louis. - Harry rzucił przez zaciśnięte zęby - Miałeś mieć ją na oku.
- Miałem! - zamachał przed sobą ręką, trzymając w niej piwo - Dopingowałem ją z całych sił, a ona poradziła sobie genialnie! Widziałeś jak Bo przywaliła jej w brzuch?
Płyn, który wylał się z jego butelki o włos ominął buty Harry'ego, w czego efekcie chłopak jeszcze bardziej przysunął się do mojego boku. Instynktownie chwyciłam się jego ramienia, żeby nie stracić równowagi.
- Jasna cholera, Lou! Ileś ty wypił?
- Powiedział mi o tym, że podpaliłeś samochód. - zainterweniowałam.
- Jezus. - rzucił Harry, zaciskając powieki i przeklinając pod nosem.
- I że on to zatuszował. - dodałam.
Louis zachichotał zmieszany, a jego świadomość sytuacji lekko wzrosła, gdy Harry zgromił go wzrokiem, ale nie wydawał się w nastroju do trzymania buzi na kłódkę.
- Nie martw się, stary. Nie mówiłem jej o tych quadach, które raz testowaliśmy na polu golfowym.
Harry niemal potknął się o własne nogi, kiedy szybkim ruchem zbliżył się do Louisa i zakrył jego usta swoją dłonią.
- Może byś tak zobaczył czy nie ma cię gdzieś indziej? - warknął.
Jego ręka opadła, kiedy Louis rzucił przytłumione "przepraszam" w przyduszającą go dłoń.
- Miałeś quada? - zapytałam pozytywnie zaskoczona.
- Um... - Harry zaczął wiercić dziurę w żwirze pod jego stopą, gdy Louis akurat zabierał się do niezbyt skoordynowanej ucieczki, odbijając się raz po raz od żywopłotu i ruszając dalej - One...Err... One właściwie nie należały do nas.
- Ukradliście je?
Byłam coraz bardziej świadoma tego, że Harry nie uczestniczył tylko i wyłącznie w młodzieńczych wybrykach. To brzmiało jak typowe zachowania przestępcze. Wandalizm, kradzież, bójki, nazywaj to jak chcesz, ale Harry tam był i nie było wątpliwości, że się tego dopuścił.
- Nieee, powiedziałbym raczej, że pożyczyliśmy... bez pozwolenia. Ale Louis, tak jakby, rozbił swojego, więc nie mogliśmy ich zwrócić.
Patrzył na mnie czekając na reakcję, pocierając tył swojego karku, by zmniejszyć napięcie, które konsekwentnie wywierała postępująca rozmowa. Czytałam gdzieś, że to charakterystyczny objaw tego, że mężczyzna czuje się niewygodnie w dalej sytuacji.
- Wow. - wydusiłam półgłosem - Niewiele rzeczy chyba nie zniszczyłeś, albo nie spaliłeś. Powiedz mi, dlaczego podpaliłeś tamten samochód?
- To naprawdę nie jest teraz istotne. To było dawno temu. - zręcznie zmienił temat - Powinniśmy się raczej skupić teraz na tym, jak bardzo to było seksowne.
Nagła zmiana w jego języku ciała wprawiła mnie w osłupienie i sprawiła, że z marnym skutkiem, próbowałam nadążyć za tym o co mu chodzi. Jego dłonie spoczywające pewnie w dole moich pleców przyciskały mnie do jego płaskiego tułowia. Nie miałam się o co oprzeć, więc zaniepokoiłam się, że w końcu wylądujemy w żywopłocie, który będąc jawną blokadą, zdawał się kolekcjonować w swoim zwartym układzie odlewy ciał należących do pijanych ludzi, którzy zapewne niezamierzenie odciskali się w liściach. (Kolekcja ta konsekwentnie powiększała się, gdy kolejni ludzie wpadali na zieloną barierę.)
- Co było seksowne?
Z wcześniejszych doświadczeń, potrafiłam wyłapać pozornie nie mające znaczenia gesty i nawyki Harry'ego, kiedy robił się podniecony. Sposób w jaki jego szczęka naprężała się z powodu lekkiego skurczu mięśni wskazywała na rosnący gniew, albo wzrost mroczniejszego głodu. Przy okazji, opuszki jego palców mocno przylegające do moich pleców, jasno dały mi do zrozumienia, że chodzi o to drugie.
- Ty sprowadzająca tamtą pannę do parteru. - odpowiedział niskim głosem Harry.
- Podobało ci się? - uniosłam głowę i przechyliłam ją lekko w bok.
Moje dłonie zsunęły się z jego osłoniętych koszulką pleców, zanim włożyłam je w tylne kieszenie jego jeansów. Nigdy wcześniej nie byłam jakoś bardzo zafascynowana pupami, traktowałam je po prostu jako przyrząd do siadania, ale z pewnością miałam coś na punkcie tyłka Harry'ego. Zachichotał nisko, kiedy moje dłonie lekko ścisnęły jego pośladki.
- Kurewsko. - jego obsceniczny język sprawił, że odpowiedź wydała mi się jeszcze bardziej sprośna, zwłaszcza w połączeniu z jego sugestywnym tonem - Może moglibyśmy tego spróbować?
Jego propozycja zahamowała pożądanie, chmurząc za to mój nastrój. Co on chce robić?
- Harry, nie mam zamiaru cię uderzyć.
Głośno przełknęłam ślinę, kiedy uparcie wpatrywał się w moje oczy.
- Nie, nie o to mi chodziło. Pomyślałem, że może w sypialni moglibyśmy... no wiesz...
Urwał w połowie zdania i wyglądało to tak, jakbym miała wstawić brakujące słowa w puste miejsce jakiegoś tajemniczego formularza. Bycie pod tak baczną obserwacją, nigdy nie skłaniało mnie do zbyt sensownych odpowiedzi, więc pozostałam cicho nie chcąc palnąć czegoś za co potem będę musiała się wstydzić.
- Chcę, żebyś mnie zdominowała. - odezwał się w końcu wybawiając mnie od zgadywania.
Powiedzieć, że to mnie zaskoczyło to stanowczo za mało. Moje palce mocniej wpiły się w jego ramiona, kiedy uśmiechnął się zawadiacko. Miałam widoczne problemy z przetworzeniem tej informacji, podczas gdy on kontynuował swoje fantazje mącąc mój wewnętrzny spokój ducha.
- Przygnieć mnie do ziemi. - westchnął - Zwiąż mnie. Chcę, żebyś ciągnęła mnie za włosy i mówiła, jaki jestem dla ciebie dobry.
Między nami nie było praktycznie żadnego odstępu. Harry był tak pochłonięty wyobrażaniem sobie różnych scenariuszy jego własnych słów, że pragnął każdego najmniejszego skrawka mojego ciała, przyciskając mnie do siebie. Nie spodziewałam się, że kiedykolwiek wpadnie na taki pomysł, a co więcej, będzie chciał go zrealizować. Był przecież taki władczy. Nie mogłam wydusić z siebie ani słowa.
- A potem, kiedy zdesperowany będę błagał cię, żebyś mi się oddała, pozwolisz mi posmakować cię ze swoich palców.
Moje kolana niemal ugięły się pode mną, kiedy usłyszałam jego propozycję. Wyobrażenie Harry'ego tak rozbitego i całkowicie pochłoniętego podnieceniem i pożądaniem niebezpiecznie pogrywało z moim głębokim pragnieniem, które sukcesywnie torowało swoją drogę do spełnienia.
- Zrobiłbym wszystko, co byś mi kazała. - dodał pokornie.
Mój umysł zamazał się niewyobrażalnie erotycznymi myślami. Byłam już niemal wczepiona w jego ciało. Jego postawna, ochronna sylwetka była wszystkim tym, czego szukałam u mężczyzny. Atletyczna budowa Harry'ego była chyba kolejnym wcieleniem wyidealizowanego boga. Silny, umięśniony, zdecydowany uczynić mnie całkowicie bezsilną w opieraniu się jego zalotom. Cholera, jeśli on chciał, żebym go związała nie byłam w stanie zrobić nic innego, jak jedynie spełnić jego życzenie.
Tkanina mojego swetra została uwięziona w jego zaciśniętych pięściach, sygnalizując, że nie ma on najmniejszych zamiarów puszczenia mnie swobodnie. Nie miałam nawet ochoty na tę wolność, jeśli tylko oznaczało to, że Harry nadal będzie trzymał mnie przy sobie tak mocno, jakby zależało od tego jego życie.
Kiedy słowa "pieprzyć cię moim językiem" wypłynęły z jego pięknych ust, stałam się całkiem zależna od jego budowy ciała, na której się podtrzymywałam.
- Oj...
- Mów do mnie nieprzyzwoite rzeczy. - zachęcił ochryple i zachłannie.
- Nigdy wcześniej tego nie robiłam. - przyznałam czerwieniąc się.
Jego uśmiech był swobodny, mimo że zasnuty pragnieniem i należał tylko dla mnie.
- Po prostu powiedz co chcesz mi zrobić, albo co chcesz, żebym ja zrobił tobie. - wyjaśnił - Powiedz mi co lubisz.
Zanim mój umysł włączył się do gry, usta rozchyliły się z własnej woli.
- Gryźć. - wypaliłam.
Zaśmiał się łagodnie. Ścisnął mnie lekko w talii i odwrócił nas, zasłaniając mi widok na przypadkowo przechodzących ludzi, tak samo jak budynek zasłania jaśniejące słońce (z tymże ta ciemność, była bardziej godna pozazdroszczenia).
- Gdzie?
- Po twoich biodrach.
- Moich? - zapytał z zadowoleniem - Dlaczego?
- Chcę cię oznaczyć.
Jego biodra były czymś w rodzaju cudu. Silne z zestawem idealnych linii V, zatopionych w miękką, jędrną skórę. Chciałam zostawić ślady w kształcie półksiężyców zrobionych moimi paznokciami, zanim moje usta spoczęłyby na tym obszarze tworząc rozmazane siniaki w delikatnych kolorach.
- Tak bardzo chcę cię zerżnąć. - wyznał ledwo łapiąc oddech - Chodź ze mną. - powiedział, zanim złapał mnie za rękę i poprowadził z powrotem w stronę ogrodu.
Upojenie alkoholowe rosło coraz bardziej wśród tłumu, przez który byłam ciągnięta. Ręka Harry'ego posiadała jakiegoś rodzaju władzę łącząc nasze ciała. Moje oczy pochłaniały najmniejsze szczegóły otoczenia do momentu, aż dotarliśmy do schodów, by dalej odkrywać mniej poznane obszary domu.
- Ruszyć się.
Kilkoro chłopaków stojących na wyłożonych wykładziną schodach zostało odepchniętych na bok. Najwyraźniej nie odsunęli się tak szybko, jak życzył sobie tego Harry. Rzuciłam im pospieszne "przepraszam", ale dźwięk który wydobył się z mojego gardła bardziej przypominał raczej piśnięcie, gdy moje stopy oderwały się od ziemi. Harry podniósł mnie jedną ręką oplatając moją talię i przeszedł nad chłopakiem, który leżał w pozycji rozgwiazdy na dywaniku u szczytu schodów.
- Napij się trochę wody. - zasugerowałam żartobliwie, na co chwilę później chłopak podniósł swoje dwa chwiejne kciuki.
Harry sprawdził kilka pokoi wzdłuż ciemnego korytarza, otwierając do nich drzwi. Większość zajęta była przez pary zajęte dość niezobowiązującym zabawianiem się w skład którego wchodziły zęby i mokre usta. Właśnie wtedy zdałam sobie sprawę z raczej odpychającej terminologii zwrotu "kąpiel językiem".
Dotarliśmy do przedostatnich drzwi w cichym korytarzu i wreszcie uśmiechnęło się do nas szczęście. Pokój, który Hayley wymieniła jako jeden z wielu gościnnych sypialni w tym domu był pusty. Harry puścił moją rękę, gdy znaleźliśmy się w środku. Zamknął drzwi i zniknął gdzieś w nieprzejednanej ciemności, która nas otoczyła.
- Harry?
- Jestem tu, muszę tylko...
Zapaliła się mała lampka, ciepłą łuną oświetlając pokój. Był dość duży, miał nowoczesny wygląd, przylegającą łazienkę i ogromne okno. Łóżko udekorowane było miękkimi poduszkami w kolorze kremowym i fioletowym. Duże kroki Harry'ego sprawiły, że znalazł się w obrębie mojej strefy osobistej niemal w ułamku sekundy. Trzymał mnie blisko siebie, a jego usta wpiły się w miejsce gdzie szyja spotyka się z ramieniem. Jego ręce były na całym moim ciele, ściskał nimi moją skórę i sukcesywnie podążał nimi pod moim nikłym ubraniem. Moje dłonie z takim samym entuzjazmem wędrowały po jego ciele.
Ciężkie uderzenia basu, nadal były dobrze słyszalne i wyczuwalne przez podłogę. Rytmiczne bębnienie było zapewne wsparciem, które wytyczało pchnięcia bioder i ostateczny koniec. Zwłaszcza dla pierwszej pary, na którą się niestety natknęliśmy. Oni nie dotarli nawet do łóżka.
- Czekaj.
Usta Harry'ego zastygły w bezruchu w odpowiedzi na mój sprzeciw. Popatrzył na mnie lekko skonsternowany. Opuszki moich palców zatopiły się we włosach opadających na jego kark, zapewniając mi kontrolę, jeśli miałabym ochotę podrażnić się z nim trochę i pociągnąć go za nie. Aspekt gry, na który Harry rzucił mi całkiem nowe światło.
- Co jest? - rzucił ledwo łapiąc oddech.
- Uwielbiam tę piosenkę.
Jego usta rozbłysły w uśmiechu, zanim ponownie zanurzył swoją głowę w zagłębieniu między moją szyją, a ramieniem. Usłyszałam gardłowe jęknięcie, gdy pociągnęłam delikatnie za jego włosy w odpowiedzi na jego przelotne przygryzienie skóry mojej szyi.
- To dobrze. - rzucił niemal bezgłośnie - Bo mam cię zamiar do niej przelecieć.
- Nie chce tego robić w czyjejś pościeli, Harry.
Nie chciałam marudzić, czy brzmieć nierozważnie, ale obawiałam się, że właśnie tak to zabrzmiało. Harry, jednak, nie wydawał się przejęty tym co powiedziałam. Jego dłonie nadal błądziły po mojej skórze pod koszulką, a jego czapka z daszkiem sukcesywnie i ku mojemu niezadowoleniu nadal utrzymywała jego włosy w ryzach.
- W takim razie dobrze zrobiłem, nie rozważając nawet użycia łóżka. - oświadczył żartobliwie groźnym tonem - Wezmę cię przy ścianie.
Wyjaśniło się, że jego wcześniejsza obietnica mojej dominacji nie obejmuje zakresu dzisiejszego wieczoru. Zastrzegłam sobie, jednak, prawo do pozbawienia go kraciastej koszuli i niezbyt delikatnego odpięcia paska, do czego wydawał się bardziej niż skłonny.
Jeansy bezceremonialnie spadły wokół jego kostek, gdy po omacku zmagał się z materiałem moich szortów i spodu od bikini. W międzyczasie podał mi prezerwatywę, którą wyjął ze swojego portfela. Zostałam uniesiona między silnym ciałem Harry'ego, a ścianą. Mój oddech emitowany był w małych porcjach, niemal westchnieniach.
- Nie. - rzuciłam - Nie zdejmuj czapki.
Zaśmiał się cicho z mojej prośby, po czym wyprostował swoją rękę, która miała za zadanie pozbyć się jego nakrycia głowy. Harry wtulił się w moje ramie, zanim wykonał pierwszy, mocny manewr swoimi biodrami, od razu wywołując przyjemny napływ ulgi.
***
____________________________________________________________________________
(Louis)
- Harry!
Krzyknąłem mijając zbiegającą po schodach parę, najwyraźniej kompletnie nieświadomą o wymogu obecności Harry'ego w mojej drużynie piłki nożnej, na mecz, który został zaplanowany na później. Potrzebowałem go, żeby zrównoważyć siły po naszej stronie, która głównie składała się z samych nawalonych kolesi. Było duże prawdopodobieństwo, że w pierwszych minutach zaryję twarzą w ziemię, jeśli nie wytrzeźwieję na czas. Gdyby nie wysoko postawiony zakład, całkowicie bym to olał, ale cała kolejka drinków w barze, była zbyt łakomym kąskiem, żebym mógł machnąć na to ręką.
Po natrafieniu na parę, która rypała się jak króliki, dotarłem do końca korytarza bez większego szwanku, ale pewnie z traumą na resztę mojego życia. Po upewnieniu się, że Harry i Bo nie ukrywają się za wielkim kwiatkiem doniczkowym, postanowiłem poszukać gdzie indziej.
Nie dotarłem zbyt daleko. Zatrzymałem się przy kolejnych zamkniętych drzwiach. Przycisnąłem ucho do drewna, aż wreszcie usłyszałem jęki. Rozszyfrowałem imię, które wplatało się między nie i wydało mi się niezwykle znajome.
- Haz. - odezwałem się do martwej bariery w postaci drzwi i uśmiechnąłem się porozumiewawczo, kiedy ruchy za drzwiami ustały - Stary, wiem, że tam jesteś. Jestem nawet prawie pewny, że Bo jest z tobą.
Cisza.
Moja ręka powędrowała w dół, by nacisnął klamkę. Nadal kierowało mną pijackie zachowanie i wzmożone alkoholem poczucie pewności, inaczej nigdy bym tego nie zrobił.
- Spierdalaj Louis! Wyjdziemy za minutę. - niezadowolony głos dobiegł mnie echem przez drzwi.
To z całą pewnością był Harry.
- Minutę? - roześmiałem się - Dajże jej więcej niż minutę, stary!
- Pierdol się!
Nie mogłem powstrzymać czkawki, która nawiedziła mnie z nagłego rozbawienia, kiedy szedłem chichocząc głośno przez puste piętro.
- Zobaczymy się, kiedy oboje skończycie.
____________________________________________________________________________
***
- Jasna cholera... - westchnęłam usatysfakcjonowana.
Harry pozbył się prezerwatywy, po czym naciągnął swoje kąpielówki i spodnie. Ja nadal opierałam się o ścianę z leniwym uśmiechem wymalowanym na mojej twarzy. Harry wyglądał podobnie, był zadowolony z siebie i świadomy tego, że trochę się zmęczyłam po tym naszym wspólnym wysiłku.
- Wow.
Słodko potarł swoim nosem o mój, po czym złapał mnie za rękę. Obserwowałam jak zdejmuje swoją czapkę i zakłada mi na głowę, po czym przeczesał do tyłu swoje zroszone potem loki, odgarniając je z czoła.
- Chodź, zaniosę cię.
Nie sprzeciwiałam się, w duchu nawet ucieszyłam się z jego propozycji, bo nie wiem jak udałoby mi się zejść po schodach na moich miękkich nogach. Harry wydawał się niewzruszony, gdy zapętliłam swoje ręce na jego szyi i wspięłam się na jego plecy. Gdybym była bardziej czujna, pewnie niepokoiłabym się jego brakiem siły po tym wysiłku fizycznym. Prawdopodobnie to adrenalina, związana z tym, że prawie zostaliśmy przyłapani na zabawianiu się, nieco wyciszyła moje zmysły.
Zastanawiałam się, czy Louis na trzeźwo też był taki upierdliwy.
Kiedy zeszliśmy ze schodów, Harry od razu skierował się w stronę basenu. Oparłam głowę na jego ramieniu, ramieniu, w które wgryzałam się jeszcze jakieś dziesięć minut temu w celu zahamowania krzyków wywołanych czystą ekstazą. W środku pływało już kilka osób. Louis siedział na krawędzi basenu z nogami zamoczonymi w wodzie i z wielkim podnieceniem chlapał nią każdego, kto tylko znalazł się w jego zasięgu. Jego oczy były już nieco mniej szkliste, ale gdybym miała oceniać po śmiechu, nadal był lekko nawalony.
Zsunęłam się z pleców Harry'ego a moje stopy dosięgnęły trawy. Wzięłam go za rękę i ruszyliśmy w stronę basenu odrobinę niepewnym krokiem.
- Nigdy nie myślałem, że jesteś typem faceta "krzycz moje imię", Haz. - to pierwsza rzecz, która wydostała się z ust Louisa.
Harry powiedział mu, żeby się odpierdolił po czym wrócił do zdejmowania swoich ubrań. Spektakl nie był nawet w połowie tak gorączkowy jak wcześniej, ale nadal skrywał w sobie coś zmysłowego, co od razu wprawiało twoje serce w drżenie. Kiedy został już w samych kąpielówkach, praktycznie śliniłam się na jego widok. Miałam nadzieję, że miłosne ugryzienia, malinki i zadrapania pozostaną niezauważone.
- Wchodzisz?
Skinęłam głową, sięgając krawędzi mojego swetra i zdejmując go uprzednio, rzuciłam koło kupki ubrań Harry'ego. Odpięłam guzik w moich szortach i już nieco mniej pewnie zsunęłam je po swoich nogach. Opadły wokół moich kostek, kiedy palce Harry'ego chwyciły rąbek mojej koszulki.
- Cholera.. - westchnął przyglądając się mojemu ciału.
Palący rumieniec pogłębił się na moich policzkach, kiedy speszona stałam pod bacznym, miłosnym spojrzeniem Harry'ego. To bikini kupiłam tak samo dla Harry'ego, jak dla siebie samej. Sądząc po jego rozanielonej reakcji osiągnęłam swój cel.
- Wyglądasz fenomenalnie, ale jeśli jakikolwiek facet na ciebie spojrzy, rozwalę mu ryj.
Typowy Harry.
***
- Nie wiedziałam, że Tom tu będzie. - rzuciłam z uśmiechem.
Hayley i ja pływałyśmy przy brzegu basenu w płytszej części. Moje włosy były już całkiem mokre i przyklejały się do moich pleców.
- Och, zaprosiłam go.
Nieśmiało spojrzała w kierunku chłopaków, którzy wygłupiali się w głębszej wodzie. Tom posłał jej szeroki uśmiech, a ona zanurzyła się w jasnoniebieskiej wodzie, która nas otaczała.
- Aww... - rzuciłam zaczepnie.
- Zamknij się. - odgryzła się w odwecie.
Miałam zamiar podręczyć ją jeszcze trochę, ale aż krzyknęłam kiedy z wody tuż przed nami wynurzył się Harry. Wydawał się zadowolony z mojej reakcji szczerząc swoje białe zęby w szerokim uśmiechu.
- Drogie panie. - skinął głową do nas obu - Chcesz, żebym cię gdzieś podrzucił?
Hayley płynęła tuż obok nas rozmawiając z Harrym, podczas gdy ja pewnie oplatałam swoje ciało wokół jego pleców. Moje ręce luźno spoczywały wokół jego szyi, kiedy lekka fala popychała nas do przodu. Obserwowałam otaczające nas strumienie wody, przyciskając swój mokry policzek do ramienia Harry'ego.
- Liam tutaj jest. - odezwał się Louis ze swojej pozycji na skraju basenu.
- Na serio?
- No. Pojawił się, kiedy wy akurat żeście się bzykali.
Hayley wybuchnęła głośnym śmiechem, a ja marzyłam tylko o tym, żeby woda się rozstąpiła i pochłonęłam mnie w całości. Dlaczego musiał nas zawstydzić właśnie teraz? Żarty o naszym nagłym zniknięciu rozniosły się po grupie miarowo kołyszącej się w basenie, a cała zabawa odbywała się kosztem moim i Harry'ego. Na szczęście ludzie zaczęli odpływać, by wziąć udział w grze pompowaną piłką plażową.
Lekka atmosfera nie utrzymała się jednak zbyt długo. Czułam napięcie bijące od Harry'ego, które wkrótce udzieliło się także mi. Cały czas spoczywałam na jego plecach.
- Powinieneś iść z nim pogadać. Liam słyszał pewne rzeczy, Haz.
Louis nie wyglądał już tak optymistycznie. Zmarszczka między jego brwiami zaburzała jego naturalne rysy i wcale do niego nie pasowała.
- O czym?
- O starej dzielnicy. To znaczy, wiesz, to mogą być tylko plotki, ale wyglądał na całkiem przekonanego, że to...
Louis spojrzał na mnie i momentalnie poczułam się, jakbym nie powinna brać udziału w ich rozmowie, albo nawet być przy niej obecna. Moje ręce zsunęły się z ciała Harry'ego, ale on nie miał zamiaru mnie puścić, nadal zapewniając mi bezpieczeństwo w wodzie.
- Jest pewien?
- Nie mam pojęcia, ciężko powiedzieć. Ale powinieneś zachować spokój i iść z nim pogadać.
____________________________________________________________________________
KOCHANI, NA WSTĘPIE OGROMNE DZIĘKI ZA PONAD 2 MILIONY WEJŚĆ TO JEST W OGÓLE DLA MNIE COŚ NIESAMOWITEGO I DOSTĄPIŁAM SZALENIE WIELKIEGO ZASZCZYTU MOGĄC TŁUMACZYĆ TO OPOWIADANIE :)
JESTEM WAM BARDZO WDZIĘCZNA I NIGDY WYSTARCZAJĄCO WAM NIE PODZIĘKUJĘ <3
Mam nadzieję, że rozdział się podobał :) Przyznam się, że Louisa uwielbiam lolz. Autorka obiecała, że postara sie teraz częściej dodawać rozdziały, bo ostatnio niestety nie miała weny do pisania, ale miejmy nadzieję, że wróciła jej na dobre i częściej będziemy mogli czytać teraz Dark.
Nie pytajcie mnie kiedy kolejny rozdział, bo ja nie mam zielonego pojęcia.
Jesteście na bieżąco z opowiadaniem, więc musicie czekać tyle ile wszyscy pozostali. Piszę to jeszcze raz tutaj, ponieważ nie wszyscy to wiedzą i będę bardzo zawiedziona czyjąś inteligencją, jeśli po tej notatce ktoś zapyta mnie na tt, czy gdziekolwiek indziej kiedy następny rozdział, lub czemu zawiesiłam Darka, lub czy nie prowadzę już bloga, LUB czy Dark sie skończył.
Niedługo mam zamiar umieścić stronę z najczęściej zadawanymi pytaniami na swoim prywatnym blogu TU! więc zanim o coś zapytacie, zajrzyjcie a może odpowiedź już będzie :)
Pozdrawiam i jeszcze raz ogromne OGROMNE DZIĘKI. :)