czwartek, 2 stycznia 2014

Rozdział 57.

Gdyby policja zastała Harry'ego na miejscu, zabraliby go stamtąd zakutego w kajdanki. Mimo niesamowitych umiejętności unikania tematu swojej wcześniejszej działalności kryminalnej zdawałam sobie sprawę z jego nadwyrężonych stosunków z prawem.  Wystarczyłoby tylko, żeby na niego spojrzeli i od razu uznaliby go za winnego.
Zdecydowałam, że najlepszą rzeczą, którą mogę zrobić jest wyjście na przeciw migającym niebieskim światłom, więc zostawiłam pokiereszowanego mężczyznę na posadzce garażu i wyszłam przed dom machając rękami, by naprowadzić radiowóz policyjny. Starałam się wyglądać na zrozpaczoną, co nie było takie trudne. Łzy na moich policzkach nadal były świeże, jednak ich powodem nie było to, że przypadkowo natknęłam się na pobitego człowieka. Mokre stróżki na mojej twarzy były dowodem tego, jak zdruzgotana emocjonalnie byłam.
- Tutaj! - krzyknęłam.
Trzymali mnie z daleka od całego zamieszania. Zostałam odsunięta na bok, ale z pewnością o mnie nie zapomnieli. Starsza policjantka wciąż pytała mnie, czy dobrze się czuję, czy wszystko w porządku, czy chciałabym usiąść. Moja znikoma komunikacja była wzięta za reakcję po szokową. Nie mieli zielonego pojęcia...
Krótko po tym zobaczyłam jak ojciec Harry'ego układany jest na kozetce czekającej już karetki pogotowia. Poczułam ulgę słysząc pisk opon, oznajmiający oddalanie się wozu. Część mnie bała się, że mężczyzna wywoła scenę, że będzie płakał i wył z bólu przyzywając wszelkich możliwych świętych i wyklinając na tego, kto mu to zrobił. Dziękowałam Bogu za to, że niemal od razu wstrzyknęli mu jakieś leki, które pewnie były powodem jego milczenia. Odjazd ambulansu odbył się w akompaniamencie dwóch policyjnych motocykli. Ich głośny warkot przyprawił mnie o dreszcze. Odwróciłam się gwałtownie i wpadłam na jednego z policjantów, na którego biodrach spoczywał pas, przy którym miał wszelkie możliwie potrzebne środki perswazji zmuszające do posłuszeństwa.

***

Jeszcze nigdy wcześniej nie jechałam radiowozem policyjnym. Bawiło mnie to, jak zachowywali się inni kierowcy z którymi dzieliliśmy drogę. Wszyscy jechali przepisowo nie przekraczając limitu prędkości, sygnalizując odpowiednio swoje manewry i nawet przez myśl im nie przeszło, żeby zajechać komuś drogę, czy coś w tym stylu. Byłam pewna, że gdy tylko znikniemy im z pola widzenia, zaraz z powrotem wrócą do swoich starych nawyków, co wywoła tylko irytację i dźwięki wciskanych ze złością klaksonów. 
Zostałam ponownie poproszona o podanie imienia i nazwiska w recepcji na posterunku. Czułam się opuszczona i samotna. Tak bardzo chciałam poczuć majaczące palce Harry'ego pomiędzy moimi. Robił to wiele razy z uśmiechem na ustach, ale teraz nie było nikogo, kto mógłby potrzymać mnie za rękę.

***

- Proszę pani?
Moje oczy ponownie spoczęły na młodym policjancie siedzącym na przeciwko mnie. Dał mi papierowy kubek wypełniony mleczną herbatą. Używałam go do ogrzania swoich dłoni, aż do momentu, gdy płyn w środku zrobił się letni i nie nadawał się już ani do tego, ani do wypicia. Siedzieliśmy w tym pokoju już jakiś czas, ale nie byłam pewna jak długo, jego ściany pokryte były magnoliową farbą, kolorem uspokajającym nerwy. Spodziewałam się, że zaciągną mnie do małego, ciemnego pokoju przesłuchań, na twarz skierują uporczywe światło lampki i będą domagali się "poznania prawdy", ale tak się nie stało. Siedziałam na wyściełanym poduszkami krześle z podłokietnikami, na ścianie przy drzwiach widniały obrazki z żeglującymi statkami, a po drugiej stronie stał stolik do robienia kawy, na którym dodatkowo leżało kilka gazet.
Miałam odbyć "nieformalną pogawędkę".
Moje kolana drżały, więc kiedy zdałam sobie z tego sprawę położyłam rękę na udzie, żeby zapanować nad swoimi zdenerwowanymi tikami. "Nie sprawiaj wrażenia kogoś z wyrzutami sumienia" - powtarzałam w swoich myślach, jak mantrę. Nie bardzo to jednak pomogło. 
- Jestem aresztowana?
Mój głos był spięty od ciągłego zdenerwowania, załamał się dodatkowo pod bacznym wzrokiem oficera policji siedzącego na przeciwko mnie. Nie ważne jak przytulnie urządziliby ten pokój, moje oczy ciągle kierowały się w stronę kamery zamontowanej w prawym górnym rogu pomieszczenia.
- Nie, proszę pani - odpowiedział z małym uśmiechem.
Siedział na samym skraju swojego krzesełka i pochylał się w moją stronę, jakby nie chciał przeoczyć pojedynczych słów wydostających się z moich ust. Jakby każda sylaba była na wagę złota i mogła naprowadzić go na rozwiązanie w sprawie popełnionego przestępstwa.
- Więc mogę wyjść, kiedy tylko zechcę?
Wyprostował się, by upić swoją drugą już dolewkę herbaty, w kubku identycznym jak mój. 
- Tak po prawdzie to chciałbym zadać ci najpierw kilka pytań - odparł dmuchając łagodnie w parę unoszącą się nad kubkiem.
- Jakich pytań?
Popatrzył mi prosto w oczy.
- Ważnych.
Nieudolnie odwróciłam wzrok od jego przeszywających tęczówek. Nie było to może onieśmielające, czy przerażające spojrzenie, ale nadal nie czułam się komfortowo. Zabrali moją torebkę, to "standardowe procedury", ale wciąż ciężko było mi pogodzić się z tym, jak uważnie mnie obserwują. Mogłam sobie tylko wyobrażać co pomyśleli, kiedy znaleźli mnie w tamtej sytuacji. Mimo, że niezliczona liczba funkcjonariuszy przekonywała mnie, że nie jestem podejrzana, nadal nie czułam się tam najlepiej.
- Widziałaś może coś, wiesz kto to zrobił?
Pomysł tego, że to ja mogłam wywołać tak poważne obrażenia został wykluczony na samym początku. Przez całe życie wszyscy mnie tak postrzegali. Zbyt cicha, nieśmiała dziewczyna zawsze trzymająca się z boku. W jakiś dziwny, impertynencki sposób chciałam być brana pod uwagę. Chciałam, żeby uwzględnili mnie w swoim śledztwie, "ona mogła to zrobić". Mogła złamać mu rękę i pogruchotać żebra. Jej zmartwiona twarz i postura przestraszonej gąski mogła być myląca. Mogłam być niebezpieczna. 
- Nie.
Miał ciemne worki pod oczami, co kazało mi się zastanowić, kiedy ostatni raz porządnie się wyspał. 
- Może jest coś, cokolwiek, co mogłabyś mi powiedzieć?
Sprawa, nierozwiązana sprawa. Policjant chwytał się wszelkich możliwych sposobów, żeby do mnie dotrzeć.
- Co on zrobił?
Mój głos nie był już spowity niepokojem. Nadszedł czas, żeby teraz to mężczyzna na przeciwko mnie zaczął się pocić.Zdawałam sobie sprawę z tego, że byłam po samym środku rozszalałego huraganu, ale to już nie miało dla mnie znaczenia.
- Hmm? - Zmarszczył brwi.
- Człowiek, którego znalazłam. Co on zrobił?
Młody policjant nadal milczał, pociągając łyk ze swojego papierowego kubka. Nie miałam pewności, czy zdradzi mi poufną informację, ale warto było spróbować.
- To, że karetka była eskortowana przez policję musi mieć coś wspólnego z tym, że jest dobrze znany w półświatku kryminalnym, ale kiedy go znalazłam ledwie co się ruszał. Co więc się stało? Po co ta dodatkowa policja?
Zmarszczka na jego czole pogłębiła się, gdy usłyszał moje otwarte przemyślenia i pytania. Moje pierwotne zachowanie pozwoliło im zaszufladkować mnie, jako "udręczoną  panienkę", ale nigdy nie byłam jedną z dziewczyn w falbaniastych, różowych sukieneczkach. W jego rysach mignęło niezdecydowanie, jednak szybko zostało zastąpione profesjonalnym podejściem. Czułam się tak, jakby zaraz miał mi zdradzić jakiś prywatny sekret ze swojego życia. Obniżył nieco ton swojego głosu, a jego barki wyraźnie się napięły.
- Niech to zostanie między nami. - Pochylił się bliżej. - Był poszukiwany. 
- Poszukiwany? Co zrobił?
- Doprowadził do tego, że jedna kobieta razem z jej trzynastoletnim synem wylądowali w szpitalu - odpowiedział bez ogródek.
Zaschło mi w ustach. Odstawiłam papierowy kubek na stolik, żeby nie rozlać jego zawartości. Jego wyznanie całkiem wyzuło moje płuca z powietrza, zajęło mi chwilę zanim ponownie je napełniłam.
- Zrobił im krzywdę? - Przełknęłam gulę formującą się w moim gardle. - Coś podobnego zdarzyło się już kiedyś?
- Było kilka incydentów. Chłopak z jego pierwszego małżeństwa został zabrany do centrum medycznego z otwartą raną na boku. Były podejrzenia, że rana powstała przy pomocy rozbitej butelki. 
Harry.
- Ale to było dobrych kilka lat do tyłu. Zajęło nam trochę, zanim wszystko poskładaliśmy do kupy, ale teraz wreszcie mogliśmy go zamknąć. Szukaliśmy go już od dłuższego czasu. Moim zdaniem należało mu się i w naszym interesie nie leży prowadzenie śledztwa co do stanu w jakim go znalazłaś. Jeśli jednak masz jakieś informacje, jako policjant mam obowiązek zachęcić cię do ich wyjawienia. 
- Nie mam.

***

Wiatr wiał burząc moje włosy, które zakryły całą moją twarz. Próbowałam odzyskać widoczność naciągając kaptur na głowę, by nieco ujarzmić niesforne pasma. Zanosiło się na deszcz. 
Serce mocno biło w mojej piersi ciążąc mi strasznie, aż wreszcie zauważyłam go siedzącego na górze schodów prowadzących do jego mieszkania. Głowa Harry'ego zwisała nisko. Nie przejmował się zimnem bo jego kurtka pozostawała rozpięta. Zbliżyłam się bez wahania, ale gdy podniósł na mnie przepełnione trwogą oczy zamarłam w miejscu. 
- Przepraszam, Bo - odezwał się umęczonym głosem.
Rzuciłam się biegiem w jego stronę, a nagła determinacja zsunęła kaptur z mojej głowy. Kiedy tylko znalazłam się przy nim, od razu objęłam jego twarz dłońmi, a jego palce oplotły się wokół moich nadgarstków.
- Nie musisz mnie przepraszać - odpowiedziałam z rozpaczą.
- Tak bardzo cię przepraszam - powtórzył chowając swoją twarz w zagłębieniu między moją szyją, a ramieniem.
Łagodnym gestem tuliłam jego głowę zdając sobie sprawę z postrzępionych oddechów, które próbował unormować. Miękkie włosy plątały się wokół moich palców, aż do momentu, gdy oboje się uspokoiliśmy usatysfakcjonowani wzajemną obecnością. Pociągałam nosem połykając łzy, gdy Harry zdał sobie sprawę, że nadal jesteśmy na górze schodów prowadzących do jego mieszkania. Dopiero wtedy zauważyłam dużą torbę leżącą po jego prawej stronie.
- Wyjeżdżasz?
- Tylko na trochę - odpowiedział półgłosem.
- Sam? - Beze mnie.
Jego słabe skinięcie głową było wystarczającym powodem do powrócenia wstrzymywanych łez. Kiedy jego dłoń sięgnęła do mojego kolana odsunęłam się, ale tylko po to, by zobaczyć, czy ma jakieś wyrzuty sumienia. Ból na jego twarzy potwierdził w moich oczach jego emocjonalny stan. 
- Jeśli to ma coś wspólnego z twoim ojcem, to nic mnie to nie obchodzi. Wiem, że nie jesteś taki jak on. Nie zmieniłam przez niego tego co do ciebie czuję. - Wlepiłam wzrok z swoje buty nie mogąc spojrzeć na Harry'ego. Bałam się najgorszego.
- To, że znowu go spotkałem...Nie mogę już tak dłużej - odezwał się z wielkim trudem. - Nie mogę ryzykować, nie z tobą. 
Automatycznie wtuliłam się w jego bok, próbując odgrodzić się od jego strasznych słów. Rozluźniłam się, kiedy jego kciuk potarł mój policzek, by wytrzeć mokre strużki, dowód przegranej walki z cisnącymi się do oczu łzami.
- Przestań się do niego porównywać. Walcz o mnie, a ja będę walczyć o ciebie - rzuciłam przez zaciśnięte zęby załzawionym tonem.
- Jestem już zmęczony tą całą walką - odetchnął.
- Więc się poddajesz?
Na jego ustach uformował się mały, smutny uśmiech, kiedy oparł swoje czoło o moje, po czym schował moje dłonie w swoich. 
- Nie. - Lekko potrząsnął głową. - Po prostu muszę pozwolić ci odejść.
Czułam się tak, jakby moje ciało przytrzymywał jeden sznurek, przy którym spoczywał ostry nóż. Ufałam, że ta jedna osoba nie przetnie nici. Harry zerwał tę line. 
Wszystko co żeśmy wspólnie osiągnęli, całe to gówno przez które razem przeszliśmy, było na nic. Mój umysł odgrywał wszystkie te czasy, kiedy widziałam uśmiech Harry'ego. Uśmiech z dołeczkami w policzkach, albo głośny śmiech nie do opanowania. Ukryłam te wspomnienia bezpiecznie i głęboko w sobie, żeby Harry nie mógł mi ich wydrzeć, kiedy odejdzie.
- Mogę cię pocałować?
- Nie, jeśli to ma być pożegnalny pocałunek - odpowiedziałam cicho.
Usta Harry'ego nie dotknęły moich.
Zamiast tego podniósł mnie lekko i posadził na swoich kolanach. Mocno objęłam jego szyję, mocząc łzami wszystko co było możliwe. Trzymał mnie tak blisko siebie, jakbyśmy byli do siebie przyszyci. Ciężko byłoby znaleźć poluzowany szew dzięki któremu zaraz mieliśmy stać się dwoma indywidualnymi osobami. Przycisnęłam usta do pulsu na jego szyi, próbując przekonać samą siebie, że to nie prawda, że zostało nam tak niewiele wspólnego czasu.
- Nie bój się. Powiedziałem, że będę się tobą opiekował i nie zamierzam złamać swojej obietnicy. 
Moje łkanie mieszało się z jego nieobecnymi oddechami, gdy gładził moje włosy trzymając mnie w objęciach na górze schodów. Nie obchodziło mnie, że ktoś na nas patrzy. Po chodniku przechadzało się kilku biernych obserwatorów, którzy zaciekawieni zerkali w naszą stronę. Wszystko było zamazane, liczył się tylko ten chłopak, który przytulał mnie, jakby od tego zależało jego własne życie. Mimo wszystko jednak wysmykiwał się spomiędzy moich palców.
- Będę się tobą opiekował, Bo - zamilkł na chwilę. - Po prostu nie mogę z tobą być.
Automatycznym refleksem było mocne chwycenie jego kurtki, gdy delikatnym, ale zdecydowanym ruchem podważył moje palce kurczowo trzymające się jego szyi. Instynkt człowieka, który za wszelką cenę próbuje utrzymać się czegoś od czego zależy całe jego życie. Pasemka włosów oblepiły mokre i spuchnięte od łez policzki.
- Nie masz pojęcia, jak  bardzo chciałbym cię przy sobie zatrzymać.
Mimo jego spokojnego tonu czysta desperacja w jego głosie była łatwa do odgadnięcia. Nawet, gdy już posadził mnie z powrotem obok siebie, jego dłoń nadal ściskała moją. 
- To zatrzymaj mnie przy sobie - rzuciłam błagalnie.
- Chciałbym móc to zrobić.
Błyszcząca niegdyś zieleń zasnuła się tępym spojrzeniem, zanim zamknął oczy i lekko trącił swoim nosem mój. Chciałam powiedzieć mu jak wiele dla mnie znaczył. Chciałam powiedzieć mu, że nie wiem, czy będę się w stanie pozbierać po tym, jak mnie zostawi. Powiedzieć mu o tym, że całkiem przejął kontrolę nad moim życiem i obrócił je do góry nogami, potrząsając nim nieustannie, aż do momentu, kiedy było tylko jego. 
Harry nie zostawił mnie z wystarczająco dużą częścią mojego serca, żebym mogła żyć dalej. 
Wymieniliśmy słowa kompletnej adoracji i zapewnień o miłości, zanim wstał i podniósł swoją torbę z ziemi. Jeden, ostatni pocałunek został złożony na moim policzku. 
- Żegnaj, Piękna. 




________________________________________
OKEJ KURWA PLACZE JAK DZIECKO NIE PODCHODŹCIE DO MNIE, ZOSTAWICE MNIE SAMĄ ŻEBY,M TU UM,ARŁA BO MOJE ŻYCIE NIE MA SENSU. SERIO, BOLI MNIE SERCE I CZUJE PUSTKE JAK OMG. UPRZEDZAJĄC PYTANIA:
TO NIE JEST KONIEC OPOWIADANIA!





poniedziałek, 2 grudnia 2013

Rozdział 56.

Przedyskutowaliśmy informację, którą Liam zdradził nam na imprezie. Ciężko było mi wywnioskować coś z treści jego wypowiedzi, dodatkowo Harry nie chciał powiedzieć mi kim jest osoba, która zawładnęła jego myślami, gdy tylko temat został poruszony. Ale to nie miało większego znaczenia, liczyło się tylko to, że w ogóle chciał ze mną rozmawiać. Wzięłam to za dobry omen, bo zazwyczaj czuł potrzebę duszenia wszystkiego w sobie. Dopiero po kilku tygodniach zdecydowaliśmy się odwiedzić jego starą dzielnicę i wspomnienia zaklęte w tutejszych krajobrazach. Nie zmuszałam go do tego, ani nie naciskałam, to nie była moja sprawa. Wracaliśmy akurat od jego siostry, jechał okrężną drogą, aż w końcu zatrzymaliśmy się przy krawężniku, blisko parku.
- Przychodziliśmy tu z Jess w soboty pobawić się na huśtawkach. Mama dawała nam pieniądze na lody, ale ja nie chciałem. Zawsze oddawałem swoją część Jess, a ona kupowała sobie dwie kulki zamiast jednej.
Było niezwykle cicho. Chłodniejsze letnie miesiące powoli przemieniały się we wczesną jesień. Harry chwycił moją dłoń prowadząc mnie w stronę pokrytej liśćmi alejki. Był to ładny, klasyczny park z ławkami i drzewami klonu, mocny zapach ziemi sprawił, że wróciłam wspomnieniami do mojego własnego dzieciństwa.
Duża, sprężynowa furtka została przede mną otwarta i korzystając z dżentelmeńskiego gestu Harry'ego weszłam na niemal całkiem opustoszały plac zabaw, czując jego obecność zaraz za mną. Uśmiechnęłam się słysząc radosny pisk małego dziecka. Chłopiec chował się w drewnianym forcie, podczas gdy jego tata próbował go znaleźć.
Żwir zatrzeszczał pod moimi butami, gdy postanowiłam dołączyć do Harry'ego, który przechodził akurat obok rzędzu huśtawek. Jego krótka, skórzana kurtka dopięta była pod samą brodę by zahamować silne i chłodne podmuchy wiatru. Włożyłam dłonie do swoich kieszeni i lekko trąciłam jego stopę swoim butem. Ciepłym gestem zachęcił bym dorównała mu kroku.
- Kupowaliśmy jej te lody i przychodziliśmy tutaj. Uparła się na dodatkową posypkę, więc wybrałem jej płatki czekoladowe. - Jego wyraz twarzy złagodniał na to wspomnienie. - Była tu taka grupka chłopaków, kilku znałem z sąsiedztwa...Wytrącili jej rożka z ręki i zaczęli się śmiać.
Przysiadłam na huśtawce obok Harry'ego tak zatracona w jego słowach, że niemal wszystko to co mówił odtwarzałam przed swoimi oczami. Młodsza Jess i jej mały brat. Widziałam ich zdjęcia, kiedy byli nastolatkami, Harry z burzą loków na głowie i dołeczkami w policzkach.
Wyprostowałam nogi i odepchnęłam się od ziemi chwytając dłońmi łańcuchy podtrzymujące siodełko huśtawki.
- Odepchnąłem jednego i powiedziałem, żeby się odwalił, kiedy drugi popchnął mnie na most. - Oczy Harry'ego zatrzymały się na małym, drewnianym przejściu łączącym ślizgawkę z barierkami do wspinania. - Uderzyłem go w twarz - zaśmiał się nerwowo. - Strasznie mnie wtedy stłukli, ale jedyne o czym myślałem, to Jess. Praktycznie zawlokła mnie do domu. Mówiła, że nie może uwierzyć w to, że byłem na tyle głupi, żeby wdać się w bójkę. Pamiętam jak Mama krzyczała. Umyła nas szybko i doprowadziła do porządku kładąc do łóżek, zanim jeszcze wrócił Tata.
Harry nie patrzył na mnie, kiedy opowiadał mi to wszystko. Prawdopodobnie był zbyt pochłonięty wspomnieniami na nowo odgrywającymi się w jego głowie. Jego stopy wciąż dotykały ziemi, gdy wyprostował nogi i odepchnął się od niej zaczynając bujać się na huśtawce.
- Wydaje mi się, że to właśnie tego dnia moja Mama zdała sobie sprawę z tego, że nie będę już przystawał na wszystko co się dzieje... I to ją przerażało.

***

- To jest twój dom?
Budynek przed nami był pospolitym bliźniakiem, mieszczącym dwie rodziny. Miał czerwone drzwi wejściowe i ładny ogródek. Miejsce, które teraz ktoś inny nazywał domem. Okolica była cicha, pani z pieskiem, którą minęliśmy na chodniku życzyła nam "miłego popołudnia". 
- Był.
- Przytulnie wygląda, Harry.
- Szkoda tylko, że życie w środku nie odzwierciedlało wyglądu zewnętrznego.
Wymusił uśmiech, ale widziałam ile kosztuje go stanie przed swoim starym domem. Zastanawiałam się ile jeszcze tajemnic kryją te mury.
- Możemy już iść, jak chcesz - powiedziałam zdając sobie sprawę z tego, że ta wizyta nie przynosi najlepszych efektów.
Nie chciałam, żeby wróciły wyrzuty sumienia z związku z tym co działo się w tym domu. Miałam nadzieję, że ta podróż będzie czymś w rodzaju oczyszczenia, jakby detoksu. W każdym bądź razie, jasnym było, że potrzeba znacznie więcej, niż tylko przejażdżki samochodem, by wymazać wciąż żywe emocje związane z tym budynkiem.
Staliśmy razem, Harry cały czas trzymał mnie za rękę, jakby potrzebował czegoś, co zakotwiczy go w teraźniejszości i zapobiegnie dryfowaniu w nieprzyjemnych wspomnieniach. Był spięty, nie miał zamiaru odpuścić swojej obrończej postawy. Jego wcześniejsza, osłabiona koncentracja natychmiast się wyostrzyła, gdy usłyszeliśmy huk z garażu przylegającego do domu. Nie przywiązałam do tego zbyt dużej uwagi, zanim nie zostałam zachęcona, by podążyć za ciekawskim chłopakiem.
Głośne, nieskładne walenie słychać było coraz wyraźniej, gdy zbliżyliśmy się do bocznych drzwi garażu, osłoniętych schludnie przyciętym żywopłotem. To nie był ten rodzaj hałasu, który może być rozpoznany jako roboty stolarskie, czy budowlane. W tym dźwięku nie było metodyczności, pasował bardziej do ptaka, który z ogromną desperacją stara się uwolnić ze swojej klatki.
- Harry?
- Chcę tylko zobaczyć, czy wszystko w porządku.
Dłonią naparł na płytę lekko uchylonych drzwi i pchnął ją do wnętrza ukazując sylwetkę słaniającego się na nogach mężczyzny. Wydawało się, że nasza obecność nie została zauważona, gdy facet zatoczył się i wpadł na półkę przy ścianie, na której ustawione były puszki z farbą. Był pijany.
Instynktownie chciałam od razu się wycofać, kiedy stanął twarzą do nas. Szybko skanowałam jego postać, był dobrze po czterdziestce, miał wyraźnie zarysowaną linię szczęki, zarost i przeciętny wzrost, ale jego oczy zdradzały nieustępliwość, z którą ciężko zmierzyć się nawet najodważniejszym. Dokładnie te oczy wpatrywały się prosto w Harry'ego, który stał z kompletnie kamiennym wyrazem twarzy, gdy przenosiłam swój wzrok między dwoma mężczyznami. Nieustraszony wojownik, gotowy do walki. 
- Gdzie jest Kathy?
Ten człowiek znał Mamę Harry'ego. Miałam przeczucie, że to nie jest zwykły zbieg okoliczności. Jego surowe pytanie przepełnione było dziwnym zarzutem.
- Już tu nie mieszkamy - odpowiedział ostrym tonem Harry, używając naszych złączonych dłoni, żeby przepchnąć mnie lekko za swoją sylwetkę. - To nie jest twój dom..Nie powinno cię tu być.
To w jaki sposób mówił Harry zdradzało, że nie nawiązuje jedynie do aktualnej sytuacji, odnosił się do czegoś głębszego. Mężczyzna nie był mile widziany w starej dzielnicy Harrye'go, nie miał prawa przebywać w budynku, przed którym staliśmy jeszcze chwilę temu, a już z pewnością nie zasługiwał, by przebywać w obecności Harry'ego. 
- Twój rower stoi przy bramie - wymamrotał.
Nie.
- Mój rower był niebieski - odparł Harry. - Mama kupiła go na moje siódme urodziny. Uderzyłeś w niego, jak najebany cofałeś samochodem, a potem o wszystko obwiniłeś mnie. 
Moje serce posypało się na małe kawałeczki, kiedy przywoływał wszystko z najdrobniejszymi szczegółami. Traumatyczne wspomnienia z dzieciństwa towarzyszyły mu przez te wszystkie lata. 
Potrzebowałam tylko tego małego skrawka informacji, żeby cała układanka przybrała pełny obraz. Teraz to wszystko miało sens. Tata Harry'ego. To o niego chodziło. To on wrócił. O nim mówił Liam. Plotki szeptane tak cicho, jakby były jakimś strasznym mitem, który naznaczył jego rodzinę. Słowo rozeszło się wśród znajomych Harry'ego, którzy jeszcze mieszkali w tej okolicy, niczym wirus. 
- Darłeś się na mnie, kiedy płakałem - kontynuował surowo Harry. - Miałem siedem lat.
Desperacko chciałam tam wtedy być. Przytulić chłopca, który utracił coś cennego. To jego ojciec powinien był go pocieszyć, ale jego tam nie było.
- Mamy nie stać było na jeszcze jeden nowy rower. Nie powiedziałeś nawet, że jest ci przykro.
Harry nigdy nie powiedział mi jego imienia. On nie był tego wart. Lekko oszołomiona postawa Harry'ego momentalnie zniknęła, a jego spojrzenie stało się surowsze. Mężczyzna odwrócił się w ułamku sekundy i od razu wyczułam niepewność chłopaka, którego trzymałam za rękę. Alkohol zmieszał się ze złością, taka mikstura emocji nie wróżyła niczego dobrego w zaistniałej sytuacji.
- Byłeś zasmarkanym gówniarzem - odgryzł się zjadliwie. - Nigdy nie robiłeś tego, co ci się kazało.
Nie mogłam wymazać ze swojej głowy Harry'ego, jako małego, przerażonego chłopca. Przy takim tacie, nieposłuszeństwo byłoby naprawdę niemądre. 
- A ty byłeś żałosną imitacją ojca. Wiesz czego życzyłem sobie na ósme urodziny? - Zapytał retorycznie. - Kiedy zdmuchiwałem świeczki na torcie, prosiłem o to, żeby potrącił cię autobus.
-  Nadal jestem twoim ojcem.
Jego stan upojenia alkoholowego zdawał się wzmagać, a wcześniejsza, niemal przepełniona smutkiem ekspresja została zmiażdżona grubiańskimi słowami, na dalszy plan spychając sentymenty. Jego prawdziwa natura nie mogła już dłużej ukrywać się za wymówką pijackiej niepoczytalności, w którą miałam uwierzyć, podczas naszego pierwszego spotkania. Tam czaił się potwór.
- Co ty tu, do chuja, w ogóle robisz? - Zapytał Harry.
- Szukałem was.
- Wyprowadziliśmy się. Mamy swoje życia, których ty nie jesteś już częścią. Mama nie chce mieć z tobą nic wspólnego.
Ledwie zauważalny dreszcz przeszedł przez jego ciało na wspomnienie o byłej żonie, ale jeśli naprawdę dotknęły go słowa Harry'ego to skrzętnie to ukrył unikając odpowiedzi i zmieniając temat.
- Wygląda na to, że nieźle ci się powodzi. - Zmierzył Harry'ego obojętnym wzrokiem. - Jestem z ciebie dumny.
Sylwetka chłopaka momentalnie się spięła, gdy usłyszał ostatnie zdanie, a linia jego szczęki zadrżała. Widziałam z jaką nienawiścią mierzył się z myślą, że jego ojciec może odczuwać jakąkolwiek dumę z jego osiągnięć, które były tylko i wyłącznie jego własną zasługą.
- Nic mnie to nie obchodzi.
Jego Tata uśmiechnął się pod nosem, a mnie obrzydziło to, jak wyraźną przyjemność czerpał z prowokowania swojego syna. Właśnie wtedy jego uwaga przeniosła się na mnie ponownie rozbudzając strach i odrazę. 
- Ładną masz tę dziewczynę, synu. - Jego przekrzywiony uśmieszek pasował do protekcjonalnego tonu. - Jak masz na imię, kwiatuszku?
Nie miałam zamiaru nawiązać z nim kontaktu wzrokowego, spuściłam głowę szukając wsparcia w pełnym uczucia uścisku dłoni Harry'ego. Wiedziałam, że w ten sposób dawał mi do zrozumienia, że przy nim jestem bezpieczna, ale nadal byłam niespokojna. Mocniej ścisnęłam jego palce błagając niemo, żeby się poruszył.
- Harry chodź, idziemy - powiedziałam cichym, drżącym głosem, kiedy szare tęczówki uważnie przypatrywały się naszej interakcji.
- Nie jestem twoim synem, a nią się nie interesuj - odparł chłodno Harry.
Wolną dłonią pokierował mnie, bym całkiem schowała się za jego muskularną sylwetką, gdy nerwowym ruchem chwyciłam tył jego skórzanej kurtki. To wszystko było zbyt znajome odtwarzając się ponownie w mojej pamięci. Niepewnie wyjrzałam ponad jego ramieniem.
- Nie bój się. - Słowa jego ojca miały mnie uspokoić, ale podziałały dokładnie na odwrót.
Nie chciałam, żeby zbliżył się do żadnego z nas, ale Harry nadal nie miał zamiaru ustąpić.
- Nie zrobię jej krzywdy - dopowiedział w związku z naszym brakiem jakiejkolwiek reakcji, urażony brakiem zaufania.
- Tak samo, jak nie skrzywdziłeś mojej Mamy. 
- Sama się o to prosiła.
Jego riposta była natychmiastowa i grubiańska. Bałam się, że cienki lód, po którym stąpa zaraz może się załamać. Harry miał swoją cierpliwość, która właśnie się kończyła. Widziałam już zbyt wiele razy jak traci nad sobą panowanie.
- Pierdol się - syknął Harry.
Jego ciało wyrwało się do przodu razem z nienawistnymi słowami, ale wyczułam jak rozluźnił lekko swoje mięśnie pod wpływem mojego ostrożnego dotyku. Dłonią powoli gładziłam jego plecy szepcząc słowa przeznaczone wyłącznie dla niego. Czułam się jak matka pocieszająca swoje dziecko po nocnym koszmarze, uciszająca je i zapewniająca, że wszystko będzie dobrze. Ale tego nie mogłam zagwarantować. Zwłaszcza, kiedy koszmar Harry'ego stał tuż przed nami.
- Kto by pomyślał? - Bąknął mężczyzna, zaskoczony tym jak prostym gestem mogłam ułagodzić Harry'ego. - Wiele o tobie słyszałem, wyrobiłeś sobie niezłą reputację, synu. - Jego wzrok zniżył się nieco, gdy spojrzał na mnie. - Słyszałem też, że tylko ty jesteś go w stanie uspokoić.  
- Proszę - rzuciłam błagalnie. - Harry, chcę wracać do domu.
Moja dłoń mocno oplatała środkowy i wskazujący palec Harry'ego, lekko przyciągając jego rękę do mojego ciała. Chciałam po prostu wsiąść do samochodu i odjechać, zostawiając za sobą cały ten bałagan.
- Zabierz mnie do domu.
Moje prawie nieme błaganie zostało nieusłyszane.
- Kochasz ją?
Moja lewa ręka oplotła talię Harry'ego, kiedy przycisnęłam policzek do jego szerokich pleców. Oddałabym wszystko, żeby tylko być teraz w domu, leżeć na kanapie przed telewizorem i słyszeć ciche pochrapywanie Harry'ego, kiedy bawiłabym się jego włosami.  Kiedy otworzyłam oczy nadal byliśmy w jego starym garażu. Moje serce gwałtownie zadrżało.
Zostałam przesunięta zza jego pleców i postawiona obok Harry'ego. Nasze dłonie były tak mocno ze sobą splecione, jakbyśmy oboje potrzebowali potwierdzenia wzajemnej obecności, by wiedzieć, że nie musimy mierzyć się z tym wszystkim w pojedynkę. 
- Och, kochasz... - doszedł do wniosku ciekawski mężczyzna.
- Nie boję się ciebie - odparł pewnym głosem Harry. Już więcej nie musiał się go bać.
- Pytanie brzmi, czy ona boi się ciebie
W mojej odpowiedzi nie było ani krzty zawahania.
- Nie.
- Jesteś pewna? - Zapytał przechylając swoją głowę w bok.
Potrzeba tego mężczyzny, żeby mnie umniejszyć, zaczynała poważnie działać mi na nerwy. Harry był jedną z niewielu osób, której ufałam nad życie. Jego ojciec nigdy nie byłby w stanie pojąć całkowitego zaufania, którym darzyłam jego syna, bo takie poświęcenie zrozumieją tylko ci, którzy kogoś kochali i sami byli kochani. Jakakolwiek potencjalna miłość, którą czuł do swojej żony i dzieci rozsypała się w drobny pył w momencie, kiedy podniósł rękę na Kathy.
- Harry by mnie nie skrzywdził.
Takiej właśnie odpowiedzi się spodziewał. Jego fuknięcie całkiem wytrąciło mnie z równowagi. Czerpał przyjemność z kwestionowania naszego związku. To wyglądało tak, jakby człowiek stojący przed nami nie był w stanie pojąć, że ktokolwiek mógł obdarzyć jego syna miłością, wszystko zbył śmiechem. To było dalekie od tego czego sam doświadczył. Może na własne życzenie skazał się na myślenie, że Harry będzie prowadził takie samo życie jak on, pijackie, samotne i antypatyczne.
- Powiedział ci skąd to mam?
Obserwowałam jak mężczyzna odchyla swoją głowę w prawą stronę ukazując dużą bliznę po ranie ciętej, tuż pod uchem. Czas odznaczył się piętnem na jego pociemniałej od brudu skórze, ale wściekle różowa blizna była doskonale widoczna, nie wygoiła się zbyt łaskawie.
- Proszę cię - rzucił cichym i błagalnym tonem Harry. - Nie rób tego.
Zmieszałam się, gdy jego, wcześniej, pewny uścisk dłoni zelżał, a on sam puścił moje palce. Wydawał się przerażony, jego oczy błagały o przebaczenie, kiedy spojrzał na mnie z góry. Nie wiedziałam jakiego typu ułaskawienia miałam mu udzielić. Potrząsnął głową, po czym położył obie dłonie na moich ramionach.
- Twój chłopak przystawił mi do gardła nóż kuchenny - kontynuował jego ojciec. - Wspominał ci o tym? - Ten człowiek czerpał nieopisaną przyjemność z zaistniałej sytuacji.
Stałam jak otępiała. Nie byłam w stanie się ruszyć, gdy Harry trzymał moją twarz w swoich roztrzęsionych dłoniach.
- Chyba nie. - Uśmiechnął się. - Mały Haz, miał tylko czternaście lat, prawda? Próbował poderżnąć mi gardło, kiedy spałem na kanapie. 
Harry był zimny, jakby odpłynęło z niego całe życie. Radość, która błyszczała kiedyś w jego zielonych oczach całkowicie została zatracona na rzecz nienawiści do samego siebie i do swojego ojca. Były puste, jego całego wypełniła pustka. Zniknął przy moim pojedynczym mrugnięciu. Fizyczne uczucie dłoni Harry'ego dotykających moich policzków było wystarczającym gestem, bym zdała sobie sprawę, że młody chłopiec stojący na przeciwko mnie był jedynie wytworem mojej wyobraźni. Krew kapała z jego dygoczących rąk spuszczonych wzdłuż ciała. Łzy ciężkimi strugami spływały po jego policzkach.
- Zasłużył? - Zapytałam.
- Moja Mama...On ją uderzył...
Potrząsnęłam głową.
- Zasłużył na to, Harry?
- Tak.
Takiej odpowiedzi potrzebowałam. Zdjęłam jego dłonie z mojej twarzy i trzymając w swoich opuściłam między nas. Wyobrażenie sobie rzeczy, które doprowadziły czternastolatka do chęci zabójstwa było czymś niepojętym. Nie chciałam wiedzieć więcej.
- Zabiłbym go tysiąc razy, jeśli to byłoby równoznaczne z tym, że nigdy więcej nie skrzywdziłby mojej Mamy.
Biedny chłopiec. Poszłabym za nim na koniec świata. Harry wiedział, że zrobiłabym dla niego wszystko.
- Kocham cię.
Mały, niepewny uśmiech wkradł się na jego usta. Wiedział.
- Masz lewą połowę mojego serca. Opiekuj się nią. 
- Zawsze.
Jego palce wyślizgnęły się z moich, a lekki uśmiech zniknął z jego ust. Harry wchodził w ciemność, od której z całych sił starał się uciec. Pochłaniała go bez reszty, droczyła się z nim, testowała granice, językami ognia podpalając mury panowania nad samym sobą. Widział tylko swój cel. 
Widziałam jego wcześniejsze walki, ale ta nie była nawet trochę podobna do tych poprzednich. Furia jego uderzeń sprawiła, że skuliłam się odsuwając jak najdalej mogłam. Obserwowałam z trwogą jak bije swojego ojca, popycha go na półki, rozbijając jego krwawiący już nos raz za razem. Koszulka starszego mężczyzny była rozdarta na ramieniu i doszczętnie rozerwana, gdy Harry chwycił za tył jego bluzki, by unieść go w górę i wymierzyć silnego kopniaka w brzuch.
Utrudził się by wycharczeć swoje pytanie, ale bez tchu wypowiedziane słowa zbiły Harry'ego z tropu.
- Jak się ma twoja Mama? - Zakasłał boleśnie.
Harry zastygł w miejscu nie odzywając się ani słowem. Zaciskał swoje pięści, a jego klatka unosiła się ciężko i tak samo opadała. Ten człowiek doskonale wiedział, jak zrobić ze swojego syna tykającą bombę. To było więcej niż niebezpieczne.
- U Jess wszystko...
- Nawet nie wypowiadaj jej imienia. 
Jego ojciec podniósł zaciekawiony wzrok spoglądając to na Harry'ego, to na mnie. Był kompletnie poturbowany, szkarłatne strużki rozsmarowane na jego policzku, ciemniejący siniak pod okiem.
- Nadal nie masz zamiaru powiedzieć mi jak ma na imię? 
Moja dłoń zduszała płaczliwe jęki, gdy obserwowałam jak mężczyzna popycha Harry'ego na kolana. Wykorzystał moment, gdy chłopak odwrócił się, by zobaczyć, czy nadal z nim jestem. Jego ojciec przydusił go przedramieniem zarzucając swoją rękę od tyłu. Do naszych oczu napływały łzy, ale oboje mieliśmy inne powody. Ja się bałam, a jemu brakowało powietrza. Zdesperowane palce wbijające się we wrogie ramie walczyły o przywrócenie dostępu do cennego tlenu. 
- Patrz! Popatrz na nią! - Warknął jego ojciec. - Nie zasługujesz na nią. Nie jesteś wart miłości, którą może ci dać. 
Czułam, że mój żołądek zaraz wyląduje na podłodze tego brudnego garażu z obrzydzenia i bólu.
- Nienawidzę cię - syknęłam. Jak śmiesz mówić mu coś takiego? Jesteś odrażającym, szkodliwym człowiekiem. Twoje dzieci...One cię potrzebowały, a ty odsunąłeś je od siebie tylko po to, żeby bez skrupułów zaglądać do kieliszka. To Harry opiekował się swoją Mamą i Siostrą, kiedy ty nie byłeś w stanie. Jesteś nikim. Twoje słowa nie znaczą nic!
Jego uścisk zelżał trochę umożliwiając Harry'emu zaczerpnięcie małego oddechu.
- Nie takim tonem, panienko - zagroził agresywnie.
- Co jest z tobą nie tak? - Zapytałam rozzłoszczona. - Za kogo się uważasz, żeby mówić na co zasługuje Harry, ty pieprzony tchórzu?!
Harry zakrztusił się powietrzem, kiedy w końcu mógł należycie wypełnić nim swoje płuca. Jego dłonie powędrowały do zaczerwienionej skóry na szyi, ale jego ulga szybko zniknęła, gdy krzywiący się mężczyzna podszedł w moją stronę. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że to zwykły śmiertelnik. Wyobrażałam sobie go wcześniej jako brutalną, okrutną kreaturę pozbawioną człowieczeństwa. Nie o to tu chodziło, był kompletnie zwyczajny, jak przechodzień na ulicy, za którym nawet byś się nie obejrzał i właśnie to było w tym wszystkim najbardziej przerażające. Koszmar Harry'ego powoli stawał się moim własnym.
Zwróciłam uwagę na jego wytrzymałość i zawziętość.
- Nadal nie wiem jak masz na imię, ale nie musisz mi mówić. Harry pewnie będzie za niedługo je krzyczał - powiedział zadowolony z siebie.
Wykorzystał możliwość blokując mi wszelkie dostępne drogi ucieczki, gdy przyległam plecami do ściany. Może nie byłam w stanie go obezwładnić, ale mężczyzna stanowczo nie doceniał umiejętności, które przekazał mi jego syn. Liczba godzin, którą Harry poświęcił na wpojenie mi zasad samoobrony, była niezliczona, ale wtedy nie myślałam o tym inaczej, jak tylko o żartobliwej walce pomiędzy mną, a nim. Właśnie wtedy przyszedł czas na przypomnienie sobie cennych wskazówek.
Odskoczyłam szybko unikając pięści, która wędrowała wprost do mojej twarzy. Minęłam jego sylwetkę, która była jedyną barierą oddzielającą mnie od Harry'ego. Podbiegłam do niego, do chłopaka, który posiadł moje serce. A on już na mnie czekał. 
- Trzymaj się za mną.
Harry był gotowy, stał twardo na nogach, miarowo odbudowując w sobie wściekłość wojownika, którą widziałam wcześniej. Nie mogłabym go powstrzymać nawet, jeśli bardzo bym chciała. Wypity alkohol sprawił, że ruchy jego ojca były powolne, a refleks nie pozwał na uniknięcie ciosu. W pewnym momencie zacisnęłam mocno powieki nie będąc już w stanie dłużej przyglądać się rzezi odgrywającej się na moich oczach.
Jeszcze nigdy nie słyszałam dźwięku łamanych żeber, ale przy następnym kopnięciu Harry'ego mogłam policzyć ilość potwornych złamań na jego kościach. Kiedy otworzyłam oczy zaczęłam chłonąć to w co wpatrywałam się ślepo. Sponiewierany mężczyzna leżał na betonowej posadzce z trudem próbując zachować przytomność. Harry pochylił się nad nim.
- Płot przed domem tez rozwaliłeś, wtedy, kiedy zepsułeś mój rower. Mama poszła ze mną do szkoły w poniedziałek i musiała tłumaczyć się recepcjonistce dlaczego nie mam zapakowanego śniadania i czemu nie stać nas na wykupienie obiadów w szkole. Oszczędzała, żeby kupić mi ten rower, brała nadgodziny i chowała pieniądze, żebyś ich nie przepił. Ale to wszystko poszło na nic, bo musiała je wydać na naprawienie płotu. To przez ciebie ja i Jess chodziliśmy głodni.
Z ciężkim sercem słuchałam tego, co Harry mówił swojemu ojcu. A robił to z tak wielkim opanowaniem, że nie mogłam uwierzyć w to, że to ten sam chłopak, który chwilę wcześniej był zatracony w swojej ciemności tak bardzo, że świat dla niego nie istniał. Odwaga pozwoliła mi na chwycenie go za rękę i przyciągnięcie do siebie. Kiedy zdał sobie sprawę z mojego dotyku, jego oczy spoczęły na mnie.
Ryk syren policyjnych stawał się coraz głośniejszy sygnalizując zbliżanie się radiowozów. Ktoś musiał po nich zadzwonić, słysząc alarmujące dźwięki dobiegające z wnętrza garażu, jednak sam zdecydował się nie interweniować. Harry ledwo zdawał sobie sprawę z zaistniałej sytuacji i jej potencjalnych konsekwencji, jeśli postanowiłby tam zostać. Oplotłam dłońmi jego twarz.
- Daj mi się uratować, chociaż raz. 
- Chodź ze mną - pociągnął za moje ramię.
Odparłam jego próbę.
- Musisz uciekać.
Jego usta pokryte świeżymi łzami przywarły do moich, gdy zdał sobie sprawę o co go proszę. Na jego ciele zaczęły formować się siniaki. Lekko fioletowa plama na kości jego policzka, ciemno-niebieski odcisk na skórze jego szyi. Miał małe rozcięcie tuż nad lewym łukiem brwiowym i jedno ukryte pod linią włosów. Nasze pocałunki odzwierciedlały słowa, których my nie mogliśmy znaleźć.
- Uciekaj.
Byłam dobrowolnie oszołomiona smakiem Harry'ego trwającym na moich wargach, wciąż czułam go przy sobie, mimo, że już go tam nie było. 
- Skrzywdzi cię... - usłyszałam głos przypominający bardziej charkotanie.
Ojciec Harry'ego z trudem operował swoją szyją, żeby podnieść na mnie wzrok. Robiło mi się niedobrze na jego widok. Nigdy niczego sobie nie złamałam, nawet mimo mojej niezdarności, ale mój brak doświadczenia w tej kwestii, nie był przeszkodą w dostrzeżeniu jego zwichniętej ręki. 
- Harry nawet w najmniejszym stopniu nie jest taki jak ty i nigdy nie będzie. Jesteś potworem.
- Ja przynajmniej zdaje sobie z tego sprawę. Wiem, że jestem potworem. Nie uważam się za kogoś innego. 


________________________________________________________
JAK WAM SIĘ PODOBAŁO?!??! Bo ja tu w ogóle nbevfgyudishuiVGHHYUDIFBGTDJIFBGDEHRGVBHUVG O CO CHODZI?!? COa>??!? JAK DO TEGO DOSŻŁO?!!?!? COOOO||?:!!@??!!?!@?MASAKRA JAKAŚ TAKIE EMOCJE, NIE WIEM NAWET CO MAM POWIEDZIEĆ, BO JESTEM KOMPLETNIE ZDEWASTOWANA TYM ROZDZIAŁEM, NJIE WIEM CO MAM MYŚLEĆ, JEZU. 
I NIE WIEM CO TO WSZYSTCKO ZNACZY, JEZU. BIEDNY HARRY, BIEDNA BO, JKEZUY POMOCY. CO TERAS ;_______________;
Kochani jeszcze jedna sprawa jest. Moje przyjaciółki prowadzą wspaniałego bloga z wspaniałym opowiadaniem i w tym miesiącu zostały nominowanego do bloga miesiąca (to samo o co prosiłam Was wcześniej ;) ) i bardzo prosiłabym Was o głosy :) odwalają kawał świetnej roboty i naprawdę super piszą, ich opowiadanie znajdziecie TU! a TU JEST LINK DO SONDY PLZ PLZ PLZ <3 GŁOSUJCIE NA OPOWIADANIE PT. "PAIN IS WITH ME ALL THE TIME" I GORĄCO ZACHĘCAM DO JEGO CZYTANIA BO JEST BOSKIE I MA JUŻ DWA SEZONY! :) 
Dziękuję za komentarze i za cierpliwość i w ogóle za wszystko! 

czwartek, 14 listopada 2013

Niepublikowana/Usunięta scena z 55. rozdziału.

Notka autorki: Niepublikowana scena z 55. rozdziału "Dark".
Cześć, to krótka, niegrzeczna scena z imprezy (Dark). Mam nadzieję, ze Wam się spodoba! 
Wiem, że wielu z Was prosiło o rozdział z uległym Harrym, ale to nie wszystko, mam nadzieję w przyszłości jeszcze zrobić coś takiego w którymś z rozdziałów, a może nawet poświęcę na to cały jednopart. :)
Notka tłumaczki: Jak widzicie nie jest to nowy rozdział, a przynajmniej nie całkiem :) Jest to po prostu wycięta wcześniej scena z poprzedniego rozdziału (który, jeśli korzystacie ze spisu treści po prawej stronie znajdziecie poniżej tego wpisu, wystarczy zjechać na dół strony, ponieważ będą się tę części znajdować pod jedną etykietą, mam nadzieję, ze wiecie o co chodzi), którą Hannah postanowiła nieco rozbudować, poprawić i opublikować :) Oryginał znajdziecie TU! 


YEAAAAAAAAAAH! POWRÓT CZERWONEJ CZCIONKI!
UWAGA! ROZDZIAŁ ZAWIERA SCENY EROTYCZNE, KTÓRE NIE SĄ ODPOWIEDNIE DLA MAŁOLETNICH CZYTELNIKÓW! 
ŁAREWZ I TAK WIEM ŻE PRZECZYTACIE ZBOCZONE OBESROŁKI LOLZ 


_______________________________________________________________________


Zamarłam w bezruchu, gdy usłyszałam kroki na korytarzu za drzwiami. Mięśnie mojej kobiecości zacisnęły się wywierając dodatkowy nacisk na intymne połączenie naszych ciał. Pospiesznie zdjęłam dłoń z jego ramienia na którym się podtrzymywałam i przycisnęłam ją do jego ust, żeby zapobiec zduszonemu jękowi wyrywającemu się z jego warg. Po chwili rozbawiony Harry lekko skinął głową dając mi znać, że mogę bezpiecznie odsunąć swoją dłoń.
- Haz.
Gorąco rozlazło się po całym moim ciele, od palców u stóp, aż po czubek głowy. To był jeden ze znajomych Harry'ego głośno oznajmiający swoją nieproszoną obecność przez drewnianą płytę. Ostatnią  rzeczą, której bym chciała to, żeby ktokolwiek zobaczył mnie w tak bezbronnej pozycji, nagą od pasa w dół i przyciśniętą do ściany przez podobnie rozebranego chłopaka.
Jego usta ułożyły się w dzióbek, gdy uciszał mnie szeptem, mając nadzieję, że pijany intruz znajdzie sobie jakieś inne, bardziej interesujące zajęcie i po prostu odejdzie. Niestety, nie mieliśmy tyle szczęścia.
- Stary, wiem, że tam jesteś. Jestem nawet prawie pewny, że Bo jest z tobą.
To Louis. Modliłam się, by moje miękkie jęknięcie było na tyle ciche, żeby nie można było usłyszeć go przez drewniane drzwi, gdy Harry lekko uniósł mnie w górę podtrzymując moje uda. W tamtym momencie nie obchodził mnie fakt, że końce moich zaokrąglonych paznokci wbijają się w skórę na jego karku. Czułam tylko jego. Przytrzymywał mnie przy sobie wytwarzając nowy żar, o którego istnieniu nie miałam pojęcia, zanim go poznałam. Jego ciepły oddech i błyszczące kropelki potu zdobiły moją skórę.
- Spierdalaj, Louis! Wyjdziemy za minutę - odpowiedział surowo.
- Minutę? - Zaśmiał się Louis. - Dajże jej więcej niż minutę, Stary!
Ton jego głosu zdradzał, że uśmiechał się bystro. Faktycznie, okoliczności były wysoce zabawne, a sam temat godny do podzielenia się, kiedy tylko wróci na dół, by dołączyć do reszty imprezowiczów.
Harry troskliwym gestem zachęcił, bym oparła swoje czoło o jego ramię, gdy zawstydzona odwróciłam wzrok, a Harry z impetem uderzył pięścią w ścianę dając jakieś nieme ostrzeżenie Louisowi.
- Pierdol się! - krzyknął.
- Zobaczymy się, kiedy oboje skończycie.
Słuchaliśmy, jak Louis odchodzi, potykając się przy tym o wszystko co stanęło mu na drodze. Po chwili jego kroki zostały całkowicie zagłuszone przez dudniącą z dołu muzykę. Dłonie Harry'ego ponownie wkradły się pod moje uda ściskając je lekko, przy czym uśmiechnął się leniwie. Zderzyliśmy się nosami, gdy oboje zbliżyliśmy się do siebie w zamiarze złączeniu naszych ust w pocałunku. Mój zduszony chichot przyprawił go o szeroki, chłopięcy uśmiech. Znowu istnieliśmy tylko my.
- Twoi znajomi mają najgorsze z możliwych, wyczucie czasu.
- A co z moim wyczuciem czasu? - Zapytał Harry, wycofując nieco swoje ciało, po czym obdarzył mnie pojedynczym, pewnym pchnięciem bioder.
- Niezłe - wyrzuciłam z siebie zduszonym głosem.
Za drugim razem wiedziałam czego mam się spodziewać, gdy ponownie odchylił się tylko po to, by sekundy później przywrzeć swoimi biodrami do moich. Mocno, silnie i  z nieprawdopodobnym erotyzmem, jego przekonujące ruchy skrywały atletyczną precyzję. Moje palce desperacko zacisnęły się wokół materiału jego koszulki na plecach czując nagłą potrzebę pozostania przy rzeczywistości.
Część mnie pragnęła zedrzeć z niego pozostałe ubranie, by móc czuć jego nagą skórę, gdy tak przyciskał mnie do ściany. Jednak mały fragment mojego opanowania wciągnął mnie do teraźniejszości. Jeszcze nigdy wcześniej nie doświadczyłam czegoś takiego. Tak wielkiej niecierpliwości by poczuć siebie nawzajem, że zdejmowanie ubrań zostało ograniczone do minimum, usuwając tylko te części garderoby, które były konieczne.
Usta Harry'ego zajęte były odszukiwaniem dudniącego pulsu na mojej szyi, który wydawał się godnym co do głośności, konkurentem rozbrzmiewającej na dole muzyki. Pokrywał mnie pocałunkami, od czasu do czasu przygryzając moją skórę. Harry wyczulał moje zmysły. Wykazywał się niezwykłą umiejętnością oceny sytuacji, jego dłonie delikatnymi gestami odgarniały zabłąkane kosmyki włosów z mojej twarzy, po czym przenosiły się w dół by podtrzymać moje biodra przy jego mocnych pchnięciach.
- Nie wytrzymam długo - wydyszał ciężko nie odrywając ust od mojej szyi.
Było mi bosko, nie chciałam, żeby to skończyło się kiedykolwiek, ale to, gdy był blisko spełnienia okazywało niezaprzeczalnie jedną z najlepszych atrakcji, których doświadczałam. Leśna zieleń jego oczu pociemniała tak bardzo, że nie byłam pewna, czy uda mi się zapobiec jego orgazmowi. Jeszcze nie teraz.
- Wyciągnij - zażądałam.
Moje dłonie napierały na jego ramiona nalegając, by zastosował się do mojego polecenia. Jego biodra zastygły w miejscu, gdy upajał się ciasnym ciepłem ledwo łapiąc oddech.
- Mam założoną prezerwatywę, jest okej - mruknął.
- Harry.
Nic więcej nie musiałam już dodawać, na jego twarzy pojawił się wyraz poczucia winy i zmartwienia, gdy pomagał mi wyplątać się ze swojego ciała. Utrzymywałam mały dystans między nami, opierając się o zimną ścianę, nawet po to tym, gdy moje stopy dotknęły już ziemi.
- Zrobiłem ci coś?
Jego głos był niski i cichy, zaprzątnięty myślą o tym, że mógł wyrządzić mi krzywdę.
- Nie - zamilkłam - Ja tylko...Chciałam tylko...
Moje wyobrażenie było nieco bardziej pociągające, niż okazało się to w rzeczywistości. Chciałam zdominować sytuację zgodnie z otwartym życzeniem Harry'ego, które wyraził na krótko przed tym, zanim znaleźliśmy się w tamtym pokoju. To było trudniejsze, niż wydawało mi się na początku, a dodatkowo wnioskując po niezbyt zadowolonym wyrazie twarzy Harry'ego, nie był uszczęśliwiony faktem, że przerwaliśmy. Musiałam zacisnąć zęby.
- Dotknij się.
- Co?
Obserwowałam jak realizacja spłynęła na jego rysy, a zadowolony uśmiech zastąpił wcześniejsze zmieszanie.
- Chcę zobaczyć, jak się dotykasz.
Moje słowa ubrane były w bardziej pewny siebie ton i zdecydowaną chęć i zaciekawienie tym, jak zamierza się do nich zastosować. To było lekko bezczelne z mojej strony, ale ryzyko odmowy nie istniało praktycznie w ogóle, biorąc pod uwagę błysk ekscytacji w jego oczach. On tego chciał.
Zawsze byłam ciekawa, jak on to robił. Pragnęłam przyglądać się mu, bez jego rozpraszającego dotyku na moim ciele, chciałam widzieć jak się zaspokaja, niezależnie od tego, czy miałby opóźnić swoje spełnienie, do momentu w którym nie byłby już w stanie wytrzymać dłużej, czy też skończyć gorączkowo i szybko. Wreszcie miałam się dowiedzieć.
Jedną ręką opierał się o ścianę, przyciskając do niej dłoń tuż obok mojej głowy, osłaniając swoim ciałem moje. Jego prawa dłoń powędrowała w dół, ale moje oczy nadal skupione były na jego tęczówkach, oczekując dokładnego momentu, kiedy zacznie się pieścić. Zaczęło się małym westchnięciem poprzez lekko rozchylone wargi i rzęsami opuszczonymi na górę jego policzków. Harry był niespodziewanie bardzo powściągliwy i cierpliwy przy pierwszym ruchu swojej ręki, rozkoszując się niepodzielną uwagą, którą na nim skupiłam. Lubił być obserwowany.
Nie byłam pewna, czy okazjonalne dotknięcia mojego brzucha były celowe, gdy nieprzerwanie pieścił swoją długość. Jego figlarność była doskonale widoczna w lekko zawiniętych w uśmiech kącikach ust, gdy prowokacyjnie się ze mną droczył. Oparłam rękę na jego ramieniu, zaczepiając swoje palce wokół jego karku.
Czapka Harry'ego nadal była na swoim miejscu namarzając tylko intensywność sytuacji. Krople potu ściekały stróżkami po jego szyi, będąc świadectwem tego, jak bardzo starał się, żeby nie wydawać z siebie głośnych dźwięków. Lekkie ukłucia w żołądku były wyrazem tęsknoty za tym, by przestał zajmować się sobą i zamiast tego zainteresował się mną, ale powstrzymałam się. Naiwna część mojego umysłu nalegała, bym zaczekała przekonując się ile jeszcze wytrzymam, zanim zacznę go błagać.
- O czym myślisz?
Jego zamglony uśmiech jasno zdradzał niezbyt grzeczne wyobrażenia. Nasze ciała zbliżyły się do siebie. Oboje pragnęliśmy poczuć swoje wzajemne ciepło.
- O tobie - odparł napiętym głosem.
- O mnie? - Zapytałam z niedowierzaniem.
Po raz pierwszy ośmieliłam się zjechać wzrokiem w dół jego ciała, by obejrzeć jego solowe przedstawienie. Wyszkolone palce zwinnymi ruchami oplatały jego męskość nadal okrytą lateksowym zabezpieczeniem. Jego płynne ruchy sprawiły, że zaczerwieniłam się przypominając sobie jak gotowe było moje ciało na przyjęcie Harry'ego, zanim jeszcze zrzuciliśmy z siebie ubrania.
- Myślę o tym, że lubisz robić to powoli - przyznał zachrypniętym głosem.
Uścisk dłoni Harry'ego zacieśnił się, gdy zaczął poruszać swoją ręką bliżej podstawy penisa układając swoje palce w pięść, po czym rozluźnił je lekko i powtórzył cały proces. Był w rozsypce i kosztowało mnie naprawdę wiele samo-zachowania, żeby na niego nie wskoczyć.
- Jaka jesteś ciasna - rzucił zduszonym tonem - O twoim ciele, ustach.
Stał tuż przy moim biodrze torturując mnie sporadycznym dotykiem kostek swoich palców i bezwstydnymi jęknięciami. Harry wydawał się nie móc zaczerpnąć porządnego oddechu, musiały wystarczyć mu więc małe porcje powietrza, które nabierał z charakterystycznym dźwiękiem, ściskając wrażliwą główkę penisa.
- O twoich pocałunkach.
Położyłam dłoń na jego biodrze. Jego skóra była ciepła i miękka, tak samo jak jego usta, gdy wymienialiśmy pocałunki.
- O twoich drobnych dłoniach. - Jego uśmiech był napięty.
Ścisnęłam jego talię tylko po to, by udowodnić mu jak wiarygodne potrafią być te moje "drobne dłonie". Nie spodziewałam się, że Harry odpowie na mój gest w tak rozpaczliwy sposób.
- Proszę - rzucił błagalnie.
Opuścił swoją głowę, jego wcześniejsza chłopięca brawura została zastąpiona bezwstydnym błaganiem. Nie miałam zamiaru go dotknąć, nie tak, jakby sobie tego życzył. Zdjęłam swoją rękę z jego biodra, a kiedy cofałam ją do swojego ciała dotknął mnie przelotnie prosząc niemo bym poprowadziła go do końca. Odmówiłam, miał robić to, co powiedziałam.
- Nie, bądź grzecznym chłopcem.
Wulgarne słowa, które wydostały się z jego ust odbiły się od skóry mojego ramienia, gdy oparł się o nie czołem, jedną ręką nadal przytrzymując się ściany, by nie wgnieść mojego ciała w ścianę. Nadal częściowo czułam na sobie jego ciężar, ale nie był przytłaczający, więc nie miałam nic przeciwko. Była to naturalna potrzeba, żeby czuć przy sobie ciepło tej drugiej osoby i mogłam mu to zapewnić, choć nie umiałam wyjaśnić tego, jak bardzo podniecał mnie fakt, że Harry czuł się przy mnie tak komfortowo, żeby otwarcie ukazać mi swoją najbardziej bezbronną stronę. Ufał mi.
- Dotykałaś się kiedyś myśląc o mnie? - Zapytał bez ogródek.
Ton jego głosu sprawił, że poczułam gęsią skórkę. Byliśmy daleko poza granicami punktu określającego etykietę odnośnie czegokolwiek uważanego ogólnie jako sprośne. Jego oczy uważnie skanowały moją twarz w oczekiwaniu na odpowiedź, ale bałam się że ta, może przynieść kres wszystkiemu co tak ogromnie cieszyło mnie w tamtej chwili. Ospały uśmiech wymalował się na jego twarzy, gdy dostrzegł moje niepewne skinięcie głową.
- Doszłaś?
Prędkość z jaką pieścił swojego członka zmalała, ale tym razem doskonale wiedziałam jaką odpowiedź chce usłyszeć, był spragniony dowiedzieć się, że jego imię wypływało z moich ust pomiędzy pojedynczymi jęknięciami, gdy leżałam sama w łóżku. Nie wstydziłam się tego.
Dłoń, którą trzymałam na jego karku przyciągnęła go do mojego ciała, a moje usta momentalnie powędrowały do jego ucha.
- Dwa razy - szepnęłam.
- Kurwa.
Jego nadgarstek zaczął poruszać się z podwójną prędkością, gdy oparł swoje czoło o moje pozwalając sobie na małe westchnięcia. Widoczne żyłki na szyi pojawiły się z wyraźnego wysiłku, by nie krzyknąć, czym mógł zaalarmować pozostałych imprezowiczów o naszej aktualnej sytuacji, w której się znajdowaliśmy. Wszystko działo się tak szybko. Rozpadł się na kawałeczki, a ja trzymałam go ciasno przy sobie i szeptałam, jaki jest dla mnie dobry.
Kiedy jego orgazm ustąpił, Harry opadł na kolana i pewnym ruchem chwytając moje biodra przyparł je do ściany. Mokre pocałunki znaczyły ścieżkę w górę moich ud, zanim dotarł do ich zwieńczenia tylko po to, bym mogła kołysać się przy jego ustach rozkoszując się moją własną kulminacją.




poniedziałek, 30 września 2013

KONKURS - Blog Miesiąca: Wrzesień

MOI UKOCHANI! :D
JOŁ 
JEST SPRAWA.
Strony http://spis1d.blogspot.com/ i http://onedirection.pl/ organizują konkurs na blog miesiąca "wrzesień" i jestem zaszczycona poinformować Was, iż ten blog został również nominowany (ferhfuidwebgwfuidebghyuefihyefriejghefrjighefri), nie mam pojęcia na jakiej podstawie przebiegały nominacje, ale podejrzewam, że to czytelnicy wybierali(za co już ogromnie dziękuję <3). 
Głupio mi o to prosić, bo i tak tłumaczenie DARK jest już ogromnym sukcesem i pewnie powinnam ustąpić miejsca koleżankom, ale skoro już jest nominacja no to cóż xD (wiem, jestem straszna, wiem i przepraszam z góry, ale chyba nie jestem aż tak altruistyczna za jaką się miałam lolz) 
Prosiłabym Was o głosowanie na "Dark" w sondzie, którą znajdziecie tu:
ale również z boku strony, żeby była od razu widoczna, czyli gdzieś mniej więcej tu :) -----> 
Nie będę ukrywać, że na Was liczę, bo wiem do czego jesteście zdolni :D
Udowadnialiście to już nieraz, np. z liczbą wejść na tego bloga co w ogóle nadal jest dla mnie łał i nie mogę uwierzyć w ponad DWA miliony. <3
Jeśli chcecie dowiedzieć się o tym konkursie czegoś więcej kliknijcie TU! bo ja, znając siebie, pewnie coś pominęłam i zapomniałam i nie wahajcie się pytać jeśli macie jakieś wątpliwości, może będę umiała pomóc. 
Z góry dziękuję za wszystkie oddane głosy i pliska głosujcie :) 

wtorek, 24 września 2013

Rozdział 55.

____________________________________________________________________________
(Harry)

-Laski się biją!
Niall z ogromnym zaciekawieniem i wielce ożywiony uniósł głowę, by zlokalizować gdzie odbywa się zacięta rozróba. Nie udało mu się, więc niezadowolony z powrotem skupił swoją uwagę na swoim piwie. Przerwa w naszej konwersacji nie trwała jednak długo, gdy żywe, niebieskie oczy rozbłysnęły dociekliwością.
- Ej, stary, gdzie jest Bo? - zapytał lekko skonsternowany.
Zostawiłem ją z Louisem przy basenie, przypuszczając, że będzie miał na nią oko, podczas mojej nieobecności. Miałem nadzieję, że uda im się trochę pogadać na osobności, ale pewnie stan upojenia Louisa będzie podsuwał kolejne tematy do dyskusji i będą się one sprowadzały raczej do informowania ludzi o kolorze jego skarpetek, niż do jakichś znaczących kwestii. Po kilku głębszych był jeszcze większym zagrożeniem, niż zwykle.
Niall gapił się na mnie, niecierpliwie czekając na odpowiedź. Jego brwi były uniesione, zdradzając rosnące zaciekawienie. Poczułem jak ktoś mnie lekko trąca ramieniem, ale postanowiłem to zignorować do momentu, aż w naszą swobodną atmosferę wtargnął jakiś zdyszany koleś. Jego włosy były w całkowitym nieładzie, a koszula, na której majaczyły resztki schnącego, rozlanego alkoholu zapięta była w jakimś dziwnym porządku. 
- Ej, chodźcie, jakieś dziewczyny leją się po drugiej stronie ogrodu!
Nieznajomy wycofał się w drogę powrotną, co chwila ślizgając się na laminowanej podłodze, zanim zniknął w ciemności za drzwiami prowadzącymi na zewnątrz. 
Kurwa mać.
Na pewno nie. Nie Bo, ona była ostatnią osobą, która mogłaby wdać się w jakąś bójkę. To nie mogła być ona. Zapewnienie, które sam sobie złożyłem, nie powstrzymało mnie jednak przed gwałtownym wstaniem z kanapy i ruszeniem do przeszklonych, tylnych drzwi. Niall był tuż za mną, biegnąc sprintem przez taras i w dół kilkustopniowych schodów. Basen znajdował się na tyłach ogrodu, koleś który przyszedł nam powiedzieć co się dzieje lawirował między małymi grupkami ludzi, a my podążaliśmy za nim, prawie jak ogon za jakąś karetką pogotowia, czy coś. 
- Bo!
Moje serce gwałtownie zamarło, kiedy zidentyfikowałem zdecydowaną sylwetkę Bo, stojącą w obronnej postawie przy boku Hayley. Już kiedyś ją taką widziałem. Przypomniałem sobie, jak osłaniała mnie swoim ciałem, gdy ledwo byłem w stanie ustać na nogach, opierając się o ścianę. Trochę mała, ale jednak skuteczna blokada uchroniła mnie od dalszego przyjmowania ciosów. Tamtej nocy, praktycznie zaniosła mnie do swojego domu. Tamtej nocy, właśnie opowiedziałem jej o moim ojcu. 
Gdy znalazłem się wystarczająco blisko, sytuacja przedstawiała się jasno. Kłótnia przyciągała coraz większą uwagę spragnionych wrażeń widzów, gdy trzy dziewczyny rzucały w swoją stronę ostre słowa. Nie byłem w stanie rozpoznać trzeciej dziewczyny, nie wiedziałem jak ma na imię. Była trochę wyższa od Bo i Hayley, ale nie dużo. Pomagały jej w tym obcasy, na których lekko się chwiała. Myślałem, że się potknęła, czy coś, ale ona po prostu rzuciła się przed siebie. 
- Puść ją! - pisnęła Hayley.
Złapała Bo za włosy i szarpiąc, próbowała odciągnąć ją od Hayley. Kiedy przedzierałem się przez kółko ludzi, którzy je otaczali, one zdążyły już zostawić ślady zadrapań na swoich skórach. Wiele razy widziałem już zagorzałe walki między dziewczynami, ale nigdy nie dochodziło do regularnych rękoczynów. W najlepszym wypadku kończyło się tylko wymierzeniem siarczystego policzka. Prawie zawsze wywołane było to jakimś gościem, który prowadzał się z dwoma pannami na raz i myślał, że ujdzie mu to na sucho. 
To wszystko wyglądało trochę surrealistycznie, nie miałem pojęcia, że coś może eskalować z taką agresją, zwłaszcza z Bo po samym środku afery, i mówię to całkiem dosłownie, bo jej włosy nadal były mocno zaciśnięte w pięściach rozjuszonej kobiety. Przepychałem się przez zwartą ścianę ludzi słysząc tylko popiskiwania i kobiece krzyki z samego środka zamieszania, gdzie miejsce miał tymczasowy ring.
Dłoń, która spoczęła na moim ramieniu w celu zatrzymania mnie, została zlekceważona, ale tylko po to, by pojawiła się na nim sekundę później, przytrzymując mnie z większą siłą. Szybko zlokalizowałem odpowiedzialnego za ten niemile widziany gest i odepchnąłem tę arogancką ciotę. 
-  Niech się biją. - rzucił marudnym tonem, jego oddech cuchnął jakąś mieszanką alkoholi. 
No jasne, że chciałby pogapić się na walczące laski, nic nie jest przecież bardziej zabawne dla bandy kolesi, niż kobiety, potencjalnie zrywające z siebie ubrania i wykrzykujące do siebie różne rzeczy. 
- Cofnij się. - syknąłem przez zaciśnięte zęby.
Jego krępa sylwetka odsunęła się ode na krok, gdy mnie rozpoznał. W przeciągu kilku ostatnich lat, to stało się niemal codziennością, że ludzie kulili się w sobie i tchórzyli w mojej obecności. Słowo rozchodzące się pocztą pantoflową działało bardzo szybko, zwłaszcza gdy chodziło o znokautowanie jakiegoś napompowanego kutasa i powalenie go na deski ringu w ciągu jednej nocy. 
Cały czas starałem dostać się do Bo, odpychałem łokciami ludzi, którzy stanowili przeszkody na mojej drodze. Hayley zacięcie walczyła, by tamta laska puściła włosy Bo, ale najwidoczniej ta nie potrzebowała pomocy. Moja dziewczyna podniosła przedramię, aby zablokować rękę panny, która starała się zadrapać ją w szyję. To okazały się wystarczającym odwróceniem uwagi, z czego Bo zaraz skorzystała zaciskając swoją prawą dłoń w pięść i wymierzyła solidny cios w brzuch dziewczyny. Ta zachwiała się i zginając w pół chwyciła za brzuch, wypuszczając z osłabionych palców ciemne włosy Bo.
Rzygać mi się chciało, jak widziałem ile radości i entuzjazmu to wszystko wywołuje w skandującym i dopingującym tłumie. Miałem dość. 
- Rusz się!
Kilka ostatnich szeroko otwartych par oczu rozsunęło się z mojej drogi, wystarczająco na tyle, żebym doświadczył jak Bo ostro i zamaszyście kopie dziewczynę w piszczel. Ta skoczyła do przodu zamierzając się na twarz Bo, ale w ostatniej chwili Hayley wkroczyła między nie, przyjmując na siebie uderzenie, po czym zatoczyła się do tyłu.
Objąłem Hayley w talii przyciągając do siebie, z czego nie była bardzo zadowolona, po czym mocno chwyciłem za materiał swetra Bo. Rozpaczliwie starała się odeprzeć moje próby przyciągnięcia jej do siebie, mierząc się z siłą nas obojga. Jej uparty charakter dał o sobie sromotnie znać, była sfrustrowana faktem, że ktoś śmiał przerwać jej poczynania w postępującej coraz dalej walce. 
- Bo.
Kiedy wystarczająco pewnie złapałem za materiał jej odzieży, pociągnąłem ją do siebie, co wytrąciło ją z równowagi i chwiejąc się wpadła na moje ciało. Nadarzająca się okazja pozwoliła mi przygarnąć ją do swojego prawego boku, co prawie poskutkowało uwolnieniem się Hayley. Byłem zbyt dużym optymistą sądząc, że opanowałem sytuację.
- Odwal się! - krzyknęła Bo.
Jej palce mocno wbijały się w moją skórę, zdeterminowane szaloną myślą o wydostaniu się z mojego uścisku. Widziałem już ją w stanie skrajnych emocji, z twarzą zalaną łzami i pociąganiem nosem, ale to było co innego. Ona była wściekła.
- Bo, uspokój się.
Moja ręka mocno oplatała obie dziewczyny w talii. Było mi coraz trudniej je utrzymać, zwłaszcza, że obie na raz zawzięcie starały się wyswobodzić z mojego uścisku i dostać się z powrotem do kobiety stojącej na przeciwko. Nie rozpoznałem faceta, który stanął po środku, ale przypuszczałem, że był jej chłopakiem z uwagi na to, że przytrzymywał ją w podobny sposób. Skończylibyśmy przewracając się całą trójką na ziemię, gdyby to nierówne przeciąganie nadal się odbywało.
- Niall, nie dam rady utrzymać ich obu! 
Stanął z szeroko otwartymi oczami, kiedy przecisnął się przez ciągle napierający tłum. Nigdy nie był pierwszy do konfrontacji, zawsze z wielkim uśmiechem na twarzy, służący anegdotą, by rozbawić ludzi w swoim towarzystwie. Dzisiaj nie było na to czasu.
Byłem wdzięczny Tomowi, gdy wkroczył szybko i wziął ode mnie Hayley zmniejszając moje brzemię. Zaniedbałem niestety uwagę poświęcaną mojej drugiej, niechętnej do współpracy zakładniczce. 
____________________________________________________________________________

Suka. Ciągle uśmiechała się pod nosem. Nieproszona ździra. 
Moje pięści zacisnęły się ponownie gotowe do starcia tego jej zadowolonego wyrazu z twarzy. Hayley gdzieś mi zniknęła, ale wiedziałam, że jest bezpieczna. Nie byłam do końca pewna, kto wziął na siebie ciężar rozdzielenia naszego starcia, bo większość była raczej zachwycona przyglądaniem się. Sądząc jednak po dotyku stanowczej postury, do której przylegały moje plecy, był to mężczyzna. Trzymał mnie mocno prawą ręką, ale wyczuwałam powściągliwość od wykorzystania jego pełnego potencjału. 
Lekkie poluzowanie jego placów było wszystkim czego potrzebowałam, żeby się uwolnić. Usłyszałam zduszone "omff" za sobą i wywnioskowałam, że pewnie rozjemca naszej walki wylądował z głuchym hukiem na trawie. Potrzebowałam ułamka sekundy, by ruszyć do przodu i oprzeć swoje dłonie na ramionach mojej przeciwniczki. Kompletne zdumienie błysnęło w jej oczach, zastępując wcześniejszy wyraz jakiejś aroganckiej pewności siebie. Nie uderzyłam jej, zamiast tego postanowiłam rozwiązać to w sposób, który niektórzy mogą postrzegać jako dziecinny, ale na prawdę nie podobała mi się jej sukienka. To było całkiem satysfakcjonujące, oglądać jak moje wcześniejsze, dość niebezpieczne wysiłki zostają nagrodzone.
Zarówno ona, jak i chłopak wylądowali w basenie. Wyłonili się spod wody wypluwając wodę ze swoich ust. Tusz spływający z jej rzęs rozmazał się na jej policzkach, a ja stałam na brzegu basenu i uśmiechałam się szeroko.
Kiedy się odwróciłam, ludzie wrzeszczeli i gratulowali mi z jakiegoś dziwnego powodu. Najwyraźniej chodziło o rozrywkę, której im dostarczyłam. Chwała nie trwała jednak długo, gdy moja uwaga skupiła się na jednej osobie.
Harry leżał na ziemi, dysząc głęboko i wyglądał na bardziej zdezorientowanego, niż widziałam go kiedykolwiek. Wyglądał prawie tak samo jak wtedy, kiedy wyznałam mu miłość i uciekłam. 
Zdjął swoją czapkę i odgarnął włosy z czoła, po czym ponownie założył ją tył na przód. Sznurówki jego szarych Nike'ów wisiały luźno, wydostając się zza krawędzi butów, gdzie zostały wcześniej skrzętnie wepchnięte. Usiadł na tyłku, lekko zginając wyprostowane przed sobą nogi w kolanach i podparł swój ciężar ciała na rękach ułożonych za nim. 
Podeszłam do niego, wyciągając swoją rękę, którą złapał niemal natychmiastowo. Czułam się jak nieposłuszne dziecko, kiedy Harry spojrzał na mnie z dezaprobatą. Już miałam puścić jego dłoń, ale zdecydowanym ruchem pociągnął mnie za sobą, a ja chcąc nie chcąc podążyłam za nim, trzymając się jednak na odległość naszych obu wyciągniętych ramion, gdy prowadził mnie w miejsce, gdzie postanowił przeprowadzić naszą nadchodzącą rozmowę. 
Przeszedł do w jakiś sposób odosobnionej części ogrodu, która nadal jednak miała utwardzone podłoże. To było idealne miejsce do nakładzenia mi do głowy umoralniających, karcących gadek.
- Co się, do cholery, stało?!
Pierwsze oskarżenie uderzyło mnie najmocniej. Insynuował, że miałam jakiś inny wybór w tym całym zajściu. Nie miałam, każdy postąpiłby tak samo na moim miejscu.
- Ona była okropna dla Hayley, nie było mowy, że pozwolę jej tak pyskować. Ona nawet nie była tu zaproszona, a kiedy Hayley powiedziała jej, że ma wyjść, prawie pchnęła ją na ziemię, Harry! 
Nie wyglądał na przekonanego. Kciukiem i palcem wskazującym ściskał koniuszek swojego nosa wysłuchując moich motywów. Byłam świadoma podobieństwa do tego typu sporów, do których dochodzi na placach zabaw, "bo on powiedział", "bo ona powiedziała", czy kłótnie o to, kto pierwszy dobiegł do huśtawki. 
- I dlatego ją uderzyłaś?
- To ona zaczęła! - prawie krzyknęłam, momentalnie zdając sobie sprawę, że brzmię pewnie jak rozpieszczony bachor.
Ignorując moje słowa pokiwał tylko głową. 
- Powinnaś była mnie zawołać, jeśli był jakiś problem. - powiedział rozdrażniony.
Między jego brwiami pojawiła się zmarszczka, ale nie była to oznaka złości, raczej niepokoju. Jego oczy złagodniały, gdy opuścił głowę próbując dotrzeć do mnie w bardziej intymny sposób niż poprzednio. 
- Nie zawsze będziesz gdzieś w pobliżu, pewne rzeczy muszę robić na własną rękę. - wyjaśniłam.
Powoli chwycił moją dłoń, kciukiem uspokajająco pocierając jej knykcie.
- Ja to rozumiem, ale nie chcę, żebyś się z kimkolwiek biła. 
- To troszeczkę hipokryzja z twojej strony, nie sądzisz?
Byłam przygotowana na wyrwanie swojej ręki z jego uścisku. Harry zachował spokojny ton głosu, nie zamierzał go podnieść. Byłam zdumiona faktem, że stanowczo panuje nad swoimi emocjami, które pewnie buzowały w jego środku ze względu na zaistniałe okoliczności.
- Jestem trenowany do wymierzania i otrzymywania ciosów. To część mojej pracy, nie twojej. 
- Ale to ty nauczyłeś mnie, jak to się robi. - wskazałam gestem ręki miejsce, gdzie doszło do całego zamieszania - Żeby się bronić. 
Wydawało się, że niecywilizowane zachowanie nieco osłabło, ludzie wrócili do picia i rozmów na luźniejszym poziomie. 
- Bo, uderzyłaś ją w brzuch. - Harry prawie westchnął. 
Cholera. Nie mogłam nadal twierdzić, że zrobiłam to w samoobronie, fakt był faktem i mogłam tylko pogorszyć swoją sprawę. Kopnęłam ją też w piszczel i mam szczerą nadzieję, że zostanie jej po tym wielki siniak. 
- Nie wiedziałam, że to widziałeś. - niespokojnie zakołysałam się na palcach stóp - Ale słuchaj, pamiętałam żeby trzymać kciuk na zewnątrz pięści, tak jak mi pokazywałeś. 
Przygryzłam wewnętrzną stronę policzka i nieśmiało spojrzałam na Harry'ego. Walczył z uśmiechem, a kiedy w końcu się poddał, mój żołądek wywrócił fikołka. Zaskoczył mnie jego głęboki, ochrypły śmiech wydostający się z głębi jego gardła, kiedy otoczył mnie ramionami i zgniótł w uścisku.
- Grzeczna dziewczynka. - chwaląc mnie, cmoknął w czubek głowy - Jesteś jedyna w swoim rodzaju, Bo.
Prawy policzek płasko przycisnęłam do jego piersi, ciesząc się dźwiękiem jego niskiego głosu i bicia pełnego życia organu. Niezliczoną ilość razy powiedział mi o tym, że współdzielę z nim jego serce. Podarował mi coś, czego nie można kupić. Lewa strona należała do mnie, powiedział, że poradzi sobie i przetrwa z mniejszą połową, tak długo, jak będę opiekować tą, którą oddał mi. 
Nie sądzę, że zdawał sobie sprawę z tego na jak małej części funkcjonowałam ja. Malutki skrawek mojego serca był dla mnie, cała reszta należała do niego, a Harry konsekwentnie stał na jego straży. Ufałam mu.
- Wiesz, że wziąłbym na siebie każde uderzenie wymierzone w twoją stronę. Stanąłbym przed tobą i zmierzył się z czymkolwiek, co miałoby nadejść. - oznajmił.
Chciałam powiedzieć mu, że nie ma takiej potrzeby. Nie chciałam być zamknięta jak jakaś księżniczka w wysokiej wieży, chroniona przez jednoosobową armię. Stanęłabym u jego boku, wzięła go za rękę i moglibyśmy razem walczyć ze smokami. 
- Nic byś nie poczuła. - przyznał prawie bez tchu, obiecującym szeptem.
Po tych słowach poczułam kolosalny komfort, którego nie doświadczyłam jeszcze nigdy. Nie spotkałam jeszcze nikogo, kto stawiałby moje bezpieczeństwo i zadowolenie nad własnym, oprócz moich rodziców oczywiście. Harry ciągle wykraczał poza granice oczekiwań, które miałam względem niego.
Przeciągające się ruchy w pobliskich krzakach zmusiły mnie podnieść głowę z piersi Harry'ego. Dłoń, która chwilę później spoczęła na moim ramieniu nieco mnie zaskoczyła. Harry posłał poważne spojrzenie tajemniczej osobie, która stała za mną, po czym odepchnął rękę należącą do jakiegoś pijanego imprezowicza.
- Wystrzeliłaś po prostu jak rakieta w moich oczekiwaniach co do ciebie. - przyznał energicznie Louis - Ja pierdole, to było zajebiste! 
Kiedy go zobaczyłam, uśmiechnął się tak szeroko, że bałam się, że jego twarz zaraz pęknie na pół. Był niezaprzeczalnie tak wesoły na duchu, że mógł przyprawić cię o uśmiech w każdej sytuacji. No, może tylko nie w przypadku Harry'ego.
- Louis. - Harry rzucił przez zaciśnięte zęby - Miałeś mieć ją na oku. 
- Miałem! - zamachał przed sobą ręką, trzymając w niej piwo - Dopingowałem ją z całych sił, a ona poradziła sobie genialnie! Widziałeś jak Bo przywaliła jej w brzuch?
Płyn, który wylał się z jego butelki o włos ominął buty Harry'ego, w czego efekcie chłopak jeszcze bardziej przysunął się do mojego boku. Instynktownie chwyciłam się jego ramienia, żeby nie stracić równowagi.
- Jasna cholera, Lou! Ileś ty wypił?  
- Powiedział mi o tym, że podpaliłeś samochód. - zainterweniowałam.
- Jezus. - rzucił Harry, zaciskając powieki i przeklinając pod nosem.
- I że on to zatuszował. - dodałam.
Louis zachichotał zmieszany, a jego świadomość sytuacji lekko wzrosła, gdy Harry zgromił go wzrokiem, ale nie wydawał się w nastroju do trzymania buzi na kłódkę. 
- Nie martw się, stary. Nie mówiłem jej o tych quadach, które raz testowaliśmy na polu golfowym. 
Harry niemal potknął się o własne nogi, kiedy szybkim ruchem zbliżył się do Louisa i zakrył jego usta swoją dłonią. 
- Może byś tak zobaczył czy nie ma cię gdzieś indziej? - warknął.
Jego ręka opadła, kiedy Louis rzucił przytłumione "przepraszam" w przyduszającą go dłoń. 
- Miałeś quada? - zapytałam pozytywnie zaskoczona.
- Um... - Harry zaczął wiercić dziurę w żwirze pod jego stopą, gdy Louis akurat zabierał się do niezbyt skoordynowanej ucieczki, odbijając się raz po raz od żywopłotu i ruszając dalej - One...Err... One właściwie nie należały do nas.
- Ukradliście je?
Byłam coraz bardziej świadoma tego, że Harry nie uczestniczył tylko i wyłącznie w młodzieńczych wybrykach. To brzmiało jak typowe zachowania przestępcze. Wandalizm, kradzież, bójki, nazywaj to jak chcesz, ale Harry tam był i nie było wątpliwości, że się tego dopuścił.
- Nieee, powiedziałbym raczej, że pożyczyliśmy... bez pozwolenia. Ale Louis, tak jakby, rozbił swojego, więc nie mogliśmy ich zwrócić. 
Patrzył na mnie czekając na reakcję, pocierając tył swojego karku, by zmniejszyć napięcie, które konsekwentnie wywierała postępująca rozmowa. Czytałam gdzieś, że to charakterystyczny objaw tego, że mężczyzna czuje się niewygodnie w dalej sytuacji. 
- Wow. - wydusiłam półgłosem -  Niewiele rzeczy chyba nie zniszczyłeś, albo nie spaliłeś. Powiedz mi, dlaczego podpaliłeś tamten samochód?
- To naprawdę nie jest teraz istotne. To było dawno temu. - zręcznie zmienił temat - Powinniśmy się raczej skupić teraz na tym, jak bardzo to było seksowne. 
Nagła zmiana w jego języku ciała wprawiła mnie w osłupienie i sprawiła, że z marnym skutkiem, próbowałam nadążyć za tym o co mu chodzi. Jego dłonie spoczywające pewnie w dole moich pleców przyciskały mnie do jego płaskiego tułowia. Nie miałam się o co oprzeć, więc zaniepokoiłam się, że w końcu wylądujemy w żywopłocie, który będąc jawną blokadą, zdawał się kolekcjonować w swoim zwartym układzie odlewy ciał należących do pijanych ludzi, którzy zapewne niezamierzenie odciskali się w liściach. (Kolekcja ta konsekwentnie powiększała się, gdy kolejni ludzie wpadali na zieloną barierę.) 
- Co było seksowne?
Z wcześniejszych doświadczeń, potrafiłam wyłapać pozornie nie mające znaczenia gesty i nawyki Harry'ego, kiedy robił się podniecony. Sposób w jaki jego szczęka naprężała się z powodu lekkiego skurczu mięśni wskazywała na rosnący gniew, albo wzrost mroczniejszego głodu. Przy okazji, opuszki jego palców mocno przylegające do moich pleców, jasno dały mi do zrozumienia, że chodzi o to drugie. 
- Ty sprowadzająca tamtą pannę do parteru. - odpowiedział niskim głosem Harry.
- Podobało ci się? - uniosłam głowę i przechyliłam ją lekko w bok.
Moje dłonie zsunęły się z jego osłoniętych koszulką pleców, zanim włożyłam je w tylne kieszenie jego jeansów. Nigdy wcześniej nie byłam jakoś bardzo zafascynowana pupami, traktowałam je po prostu jako przyrząd do siadania, ale z pewnością miałam coś na punkcie tyłka Harry'ego. Zachichotał nisko, kiedy moje dłonie lekko ścisnęły jego pośladki.
- Kurewsko. - jego obsceniczny język sprawił, że odpowiedź wydała mi się jeszcze bardziej sprośna, zwłaszcza w połączeniu z jego sugestywnym tonem - Może moglibyśmy tego spróbować?
Jego propozycja zahamowała pożądanie, chmurząc za to mój nastrój. Co on chce robić?
- Harry, nie mam zamiaru cię uderzyć. 
Głośno przełknęłam ślinę, kiedy uparcie wpatrywał się w moje oczy. 
- Nie, nie o to mi chodziło. Pomyślałem, że może w sypialni moglibyśmy... no wiesz...
Urwał w połowie zdania i wyglądało to tak, jakbym miała wstawić brakujące słowa w puste miejsce jakiegoś tajemniczego formularza. Bycie pod tak baczną obserwacją, nigdy nie skłaniało mnie do zbyt sensownych odpowiedzi, więc pozostałam cicho nie chcąc palnąć czegoś za co potem będę musiała się wstydzić. 
- Chcę, żebyś mnie zdominowała. - odezwał się w końcu wybawiając mnie od zgadywania.
Powiedzieć, że to mnie zaskoczyło to stanowczo za mało. Moje palce mocniej wpiły się w jego ramiona, kiedy uśmiechnął się zawadiacko. Miałam widoczne problemy z przetworzeniem tej informacji, podczas gdy on kontynuował swoje fantazje mącąc mój wewnętrzny spokój ducha.
- Przygnieć mnie do ziemi. - westchnął - Zwiąż mnie. Chcę, żebyś ciągnęła mnie za włosy i mówiła, jaki jestem dla ciebie dobry. 
Między nami nie było praktycznie żadnego odstępu. Harry był tak pochłonięty wyobrażaniem sobie różnych scenariuszy jego własnych słów, że pragnął każdego najmniejszego skrawka mojego ciała, przyciskając mnie do siebie. Nie spodziewałam się, że kiedykolwiek wpadnie na taki pomysł, a co więcej, będzie chciał go zrealizować. Był przecież taki władczy. Nie mogłam wydusić z siebie ani słowa.
- A potem, kiedy zdesperowany będę błagał cię, żebyś mi się oddała, pozwolisz mi posmakować cię ze swoich palców. 
Moje kolana niemal ugięły się pode mną, kiedy usłyszałam jego propozycję. Wyobrażenie Harry'ego tak rozbitego i całkowicie pochłoniętego podnieceniem i pożądaniem niebezpiecznie pogrywało z moim głębokim pragnieniem, które sukcesywnie torowało swoją drogę do spełnienia.
- Zrobiłbym wszystko, co byś mi kazała. - dodał pokornie.
Mój umysł zamazał się niewyobrażalnie erotycznymi myślami. Byłam już niemal wczepiona w jego ciało. Jego postawna, ochronna sylwetka była wszystkim tym, czego szukałam u mężczyzny. Atletyczna budowa Harry'ego była chyba kolejnym wcieleniem wyidealizowanego boga. Silny, umięśniony, zdecydowany uczynić mnie całkowicie bezsilną w opieraniu się jego zalotom. Cholera, jeśli on chciał, żebym go związała nie byłam w stanie zrobić nic innego, jak jedynie spełnić jego życzenie. 
Tkanina mojego swetra została uwięziona w jego zaciśniętych pięściach, sygnalizując, że nie ma on najmniejszych zamiarów puszczenia mnie swobodnie. Nie miałam nawet ochoty na tę wolność, jeśli tylko oznaczało to, że Harry nadal będzie trzymał mnie przy sobie tak mocno, jakby zależało od tego jego życie. 
Kiedy słowa "pieprzyć cię moim językiem" wypłynęły z jego pięknych ust, stałam się całkiem zależna od jego budowy ciała, na której się podtrzymywałam. 
- Oj...
- Mów do mnie nieprzyzwoite rzeczy. - zachęcił ochryple i zachłannie.
- Nigdy wcześniej tego nie robiłam. - przyznałam czerwieniąc się.
Jego uśmiech był swobodny, mimo że zasnuty pragnieniem i należał tylko dla mnie. 
- Po prostu powiedz co chcesz mi zrobić, albo co chcesz, żebym ja zrobił tobie. - wyjaśnił - Powiedz mi co lubisz.
Zanim mój umysł włączył się do gry, usta rozchyliły się z własnej woli. 
- Gryźć. - wypaliłam.
Zaśmiał się łagodnie. Ścisnął mnie lekko w talii i odwrócił nas, zasłaniając mi widok na przypadkowo przechodzących ludzi, tak samo jak budynek zasłania jaśniejące słońce (z tymże ta ciemność, była bardziej godna pozazdroszczenia). 
- Gdzie?
- Po twoich biodrach. 
- Moich? - zapytał z zadowoleniem - Dlaczego?
- Chcę cię oznaczyć.
Jego biodra były czymś w rodzaju cudu. Silne z zestawem idealnych linii V, zatopionych w miękką, jędrną skórę. Chciałam zostawić ślady w kształcie półksiężyców zrobionych moimi paznokciami, zanim moje usta spoczęłyby na tym obszarze tworząc rozmazane siniaki w delikatnych kolorach. 
- Tak bardzo chcę cię zerżnąć. - wyznał ledwo łapiąc oddech - Chodź ze mną. - powiedział, zanim złapał mnie za rękę i poprowadził z powrotem w stronę ogrodu.
Upojenie alkoholowe rosło coraz bardziej wśród tłumu, przez który byłam ciągnięta. Ręka Harry'ego posiadała jakiegoś rodzaju władzę łącząc nasze ciała. Moje oczy pochłaniały najmniejsze szczegóły otoczenia do momentu, aż dotarliśmy do schodów, by dalej odkrywać mniej poznane obszary domu. 
- Ruszyć się. 
Kilkoro chłopaków stojących na wyłożonych wykładziną schodach zostało odepchniętych na bok. Najwyraźniej nie odsunęli się tak szybko, jak życzył sobie tego Harry. Rzuciłam im pospieszne "przepraszam", ale dźwięk który wydobył się z mojego gardła bardziej przypominał raczej piśnięcie, gdy moje stopy oderwały się od ziemi. Harry podniósł mnie jedną ręką oplatając moją talię i przeszedł nad chłopakiem, który leżał w pozycji rozgwiazdy na dywaniku u szczytu schodów. 
- Napij się trochę wody. - zasugerowałam żartobliwie, na co chwilę później chłopak podniósł swoje dwa chwiejne kciuki. 
Harry sprawdził kilka pokoi wzdłuż ciemnego korytarza, otwierając do nich drzwi. Większość zajęta była przez pary zajęte dość niezobowiązującym zabawianiem się w skład którego wchodziły zęby i mokre usta. Właśnie wtedy zdałam sobie sprawę z raczej odpychającej terminologii zwrotu "kąpiel językiem". 
Dotarliśmy do przedostatnich drzwi w cichym korytarzu i wreszcie uśmiechnęło się do nas szczęście. Pokój, który Hayley wymieniła jako jeden z wielu gościnnych sypialni w tym domu był pusty. Harry puścił moją rękę, gdy znaleźliśmy się w środku. Zamknął drzwi i zniknął gdzieś w nieprzejednanej ciemności, która nas otoczyła.
- Harry?
- Jestem tu, muszę tylko...
Zapaliła się mała lampka, ciepłą łuną oświetlając pokój. Był dość duży, miał nowoczesny wygląd, przylegającą łazienkę i ogromne okno. Łóżko udekorowane było miękkimi poduszkami w kolorze kremowym i fioletowym. Duże kroki Harry'ego sprawiły, że znalazł się w obrębie mojej strefy osobistej niemal w ułamku sekundy. Trzymał mnie blisko siebie, a jego usta wpiły się w miejsce gdzie szyja spotyka się z ramieniem. Jego ręce były na całym moim ciele, ściskał nimi moją skórę i sukcesywnie podążał nimi pod moim nikłym ubraniem. Moje dłonie z takim samym entuzjazmem wędrowały po jego ciele. 
Ciężkie uderzenia basu, nadal były dobrze słyszalne i wyczuwalne przez podłogę. Rytmiczne bębnienie było zapewne wsparciem, które wytyczało pchnięcia bioder i ostateczny koniec. Zwłaszcza dla pierwszej pary, na którą się niestety natknęliśmy. Oni nie dotarli nawet do łóżka. 
- Czekaj.
Usta Harry'ego zastygły w bezruchu w odpowiedzi na mój sprzeciw. Popatrzył na mnie lekko skonsternowany. Opuszki moich palców zatopiły się we włosach opadających na jego kark, zapewniając mi kontrolę, jeśli miałabym ochotę podrażnić się z nim trochę i pociągnąć go za nie. Aspekt gry, na który Harry rzucił mi całkiem nowe światło.
- Co jest? - rzucił ledwo łapiąc oddech.
- Uwielbiam tę piosenkę.
Jego usta rozbłysły w uśmiechu, zanim ponownie zanurzył swoją głowę w zagłębieniu między moją szyją, a ramieniem. Usłyszałam gardłowe jęknięcie, gdy pociągnęłam delikatnie za jego włosy w odpowiedzi na jego przelotne przygryzienie skóry mojej szyi.
- To dobrze. - rzucił niemal bezgłośnie - Bo mam cię zamiar do niej przelecieć. 
- Nie chce tego robić w czyjejś pościeli, Harry. 
Nie chciałam marudzić, czy brzmieć nierozważnie, ale obawiałam się, że właśnie tak to zabrzmiało. Harry, jednak, nie wydawał się przejęty tym co powiedziałam. Jego dłonie nadal błądziły po mojej skórze pod koszulką, a jego czapka z daszkiem sukcesywnie i ku mojemu niezadowoleniu nadal utrzymywała jego włosy w ryzach. 
- W takim razie dobrze zrobiłem, nie rozważając nawet użycia łóżka. - oświadczył żartobliwie groźnym tonem - Wezmę cię przy ścianie.
Wyjaśniło się, że jego wcześniejsza obietnica mojej dominacji nie obejmuje zakresu dzisiejszego wieczoru. Zastrzegłam sobie, jednak, prawo do pozbawienia go kraciastej koszuli i niezbyt delikatnego odpięcia paska, do czego wydawał się bardziej niż skłonny. 
Jeansy bezceremonialnie spadły wokół jego kostek, gdy po omacku zmagał się z materiałem moich szortów i spodu od bikini. W międzyczasie podał mi prezerwatywę, którą wyjął ze swojego portfela. Zostałam uniesiona między silnym ciałem Harry'ego, a ścianą. Mój oddech emitowany był w małych porcjach, niemal westchnieniach.
- Nie. - rzuciłam - Nie zdejmuj czapki.
Zaśmiał się cicho z mojej prośby, po czym wyprostował swoją rękę, która miała za zadanie pozbyć się jego nakrycia głowy. Harry wtulił się w moje ramie, zanim wykonał pierwszy, mocny manewr swoimi biodrami, od razu wywołując przyjemny napływ ulgi.

***
____________________________________________________________________________
(Louis)

- Harry!
Krzyknąłem mijając zbiegającą po schodach parę, najwyraźniej kompletnie nieświadomą o wymogu obecności Harry'ego w mojej drużynie piłki nożnej, na mecz, który został zaplanowany na później. Potrzebowałem go, żeby zrównoważyć siły po naszej stronie, która głównie składała się z samych nawalonych kolesi. Było duże prawdopodobieństwo, że w pierwszych minutach zaryję twarzą w ziemię, jeśli nie wytrzeźwieję na czas. Gdyby nie wysoko postawiony zakład, całkowicie bym to olał, ale cała kolejka drinków w barze, była zbyt łakomym kąskiem, żebym mógł machnąć na to ręką. 
Po natrafieniu na parę, która rypała się jak króliki, dotarłem do końca korytarza bez większego szwanku, ale pewnie z traumą na resztę mojego życia.  Po upewnieniu się, że Harry i Bo nie ukrywają się za wielkim kwiatkiem doniczkowym, postanowiłem poszukać gdzie indziej. 
Nie dotarłem zbyt daleko. Zatrzymałem się przy kolejnych zamkniętych drzwiach. Przycisnąłem ucho do drewna, aż wreszcie usłyszałem jęki. Rozszyfrowałem imię, które wplatało się między nie i wydało mi się niezwykle znajome.
- Haz. - odezwałem się do martwej bariery w postaci drzwi i uśmiechnąłem się porozumiewawczo, kiedy ruchy za drzwiami ustały - Stary, wiem, że tam jesteś. Jestem nawet prawie pewny, że Bo jest z tobą. 
Cisza.
Moja ręka powędrowała w dół, by nacisnął klamkę. Nadal kierowało mną pijackie zachowanie i wzmożone alkoholem poczucie pewności, inaczej nigdy bym tego nie zrobił. 
- Spierdalaj Louis! Wyjdziemy za minutę. - niezadowolony głos dobiegł mnie echem przez drzwi.
To z całą pewnością był Harry.
- Minutę? - roześmiałem się - Dajże jej więcej niż minutę, stary!
- Pierdol się!
Nie mogłem powstrzymać czkawki, która nawiedziła mnie z nagłego rozbawienia, kiedy szedłem chichocząc głośno przez puste piętro. 
- Zobaczymy się, kiedy oboje skończycie.
____________________________________________________________________________

*** 

- Jasna cholera... - westchnęłam usatysfakcjonowana. 
Harry pozbył się prezerwatywy, po czym naciągnął swoje kąpielówki i spodnie. Ja nadal opierałam się o ścianę z leniwym uśmiechem wymalowanym na mojej twarzy. Harry wyglądał podobnie, był zadowolony z siebie i świadomy tego, że trochę się zmęczyłam po tym naszym wspólnym wysiłku. 
- Wow.
Słodko potarł swoim nosem o mój, po czym złapał mnie za rękę. Obserwowałam jak zdejmuje swoją czapkę i zakłada mi na głowę, po czym przeczesał do tyłu swoje zroszone potem loki, odgarniając je z czoła.
- Chodź, zaniosę cię. 
Nie sprzeciwiałam się, w duchu nawet ucieszyłam się z jego propozycji, bo nie wiem jak udałoby mi się zejść po schodach na moich miękkich nogach. Harry wydawał się niewzruszony, gdy zapętliłam swoje ręce na jego szyi i wspięłam się na jego plecy. Gdybym była bardziej czujna, pewnie niepokoiłabym się jego brakiem siły po tym wysiłku fizycznym. Prawdopodobnie to adrenalina, związana z tym, że prawie zostaliśmy przyłapani na zabawianiu się, nieco wyciszyła moje zmysły.
Zastanawiałam się, czy Louis na trzeźwo też był taki upierdliwy. 
Kiedy zeszliśmy ze schodów, Harry od razu skierował się w stronę basenu. Oparłam głowę na jego ramieniu, ramieniu, w które wgryzałam się jeszcze jakieś dziesięć minut temu w celu zahamowania krzyków wywołanych czystą ekstazą. W środku pływało już kilka osób. Louis siedział na krawędzi basenu z nogami zamoczonymi w wodzie i z wielkim podnieceniem chlapał nią każdego, kto tylko znalazł się w jego zasięgu. Jego oczy były już nieco mniej szkliste, ale gdybym miała oceniać po śmiechu, nadal był lekko nawalony. 
Zsunęłam się z pleców Harry'ego a moje stopy dosięgnęły trawy. Wzięłam go za rękę i ruszyliśmy w stronę basenu odrobinę niepewnym krokiem.
- Nigdy nie myślałem, że jesteś typem faceta "krzycz moje imię", Haz. - to pierwsza rzecz, która wydostała się z ust Louisa. 
Harry powiedział mu, żeby się odpierdolił po czym wrócił do zdejmowania swoich ubrań. Spektakl nie był nawet w połowie tak gorączkowy jak wcześniej, ale nadal skrywał w sobie coś zmysłowego, co od razu wprawiało twoje serce w drżenie. Kiedy został już w samych kąpielówkach, praktycznie śliniłam się na jego widok. Miałam nadzieję, że miłosne ugryzienia, malinki i zadrapania pozostaną niezauważone. 
- Wchodzisz?
Skinęłam głową, sięgając krawędzi mojego swetra i zdejmując go uprzednio, rzuciłam koło kupki ubrań Harry'ego. Odpięłam guzik w moich szortach i już nieco mniej pewnie zsunęłam je po swoich nogach. Opadły wokół moich kostek, kiedy palce Harry'ego chwyciły rąbek mojej koszulki.
- Cholera.. - westchnął przyglądając się mojemu ciału.
Palący rumieniec pogłębił się na moich policzkach, kiedy speszona stałam pod bacznym, miłosnym spojrzeniem Harry'ego. To bikini kupiłam tak samo dla Harry'ego, jak dla siebie samej. Sądząc po jego rozanielonej reakcji osiągnęłam swój cel.
- Wyglądasz fenomenalnie, ale jeśli jakikolwiek facet na ciebie spojrzy, rozwalę mu ryj. 
Typowy Harry. 

***

- Nie wiedziałam, że Tom tu będzie. - rzuciłam z uśmiechem.
Hayley i ja pływałyśmy przy brzegu basenu w płytszej części. Moje włosy były już całkiem mokre i przyklejały się do moich pleców. 
- Och, zaprosiłam go.
Nieśmiało spojrzała w kierunku chłopaków, którzy wygłupiali się w głębszej wodzie. Tom posłał jej szeroki uśmiech, a ona zanurzyła się w jasnoniebieskiej wodzie, która nas otaczała.
- Aww... - rzuciłam zaczepnie.
- Zamknij się. - odgryzła się w odwecie.
Miałam zamiar podręczyć ją jeszcze trochę, ale aż krzyknęłam kiedy z wody tuż przed nami wynurzył się Harry. Wydawał się zadowolony z mojej reakcji szczerząc swoje białe zęby w szerokim uśmiechu. 
- Drogie panie. - skinął głową do nas obu - Chcesz, żebym cię gdzieś podrzucił?
Hayley płynęła tuż obok nas rozmawiając z Harrym, podczas gdy ja pewnie oplatałam swoje ciało wokół jego pleców. Moje ręce luźno spoczywały wokół jego szyi, kiedy lekka fala popychała nas do przodu. Obserwowałam otaczające nas strumienie wody, przyciskając swój mokry policzek do ramienia Harry'ego. 
- Liam tutaj jest. - odezwał się Louis ze swojej pozycji na skraju basenu.
- Na serio?
- No. Pojawił się, kiedy wy akurat żeście się bzykali. 
Hayley wybuchnęła głośnym śmiechem, a ja marzyłam tylko o tym, żeby woda się rozstąpiła i pochłonęłam mnie w całości. Dlaczego musiał nas zawstydzić właśnie teraz? Żarty o naszym nagłym zniknięciu rozniosły się po grupie miarowo kołyszącej się w basenie, a cała zabawa odbywała się kosztem moim i Harry'ego. Na szczęście ludzie zaczęli odpływać, by wziąć udział w grze pompowaną piłką plażową. 
Lekka atmosfera nie utrzymała się jednak zbyt długo. Czułam napięcie bijące od Harry'ego, które wkrótce udzieliło się także mi. Cały czas spoczywałam na jego plecach.
- Powinieneś iść z nim pogadać. Liam słyszał pewne rzeczy, Haz. 
Louis nie wyglądał już tak optymistycznie. Zmarszczka między jego brwiami zaburzała jego naturalne rysy i wcale do niego nie pasowała.
- O czym?
- O starej dzielnicy. To znaczy, wiesz, to mogą być tylko plotki, ale wyglądał na całkiem przekonanego, że to...
Louis spojrzał na mnie i momentalnie poczułam się, jakbym nie powinna brać udziału w ich rozmowie, albo nawet być przy niej obecna. Moje ręce zsunęły się z ciała Harry'ego, ale on nie miał zamiaru mnie puścić, nadal zapewniając mi bezpieczeństwo w wodzie. 
- Jest pewien?
- Nie mam pojęcia, ciężko powiedzieć. Ale powinieneś zachować spokój i iść z nim pogadać. 


____________________________________________________________________________

KOCHANI, NA WSTĘPIE OGROMNE DZIĘKI ZA PONAD 2 MILIONY WEJŚĆ TO JEST W OGÓLE DLA MNIE COŚ NIESAMOWITEGO I DOSTĄPIŁAM SZALENIE WIELKIEGO ZASZCZYTU MOGĄC TŁUMACZYĆ TO OPOWIADANIE :)
JESTEM WAM BARDZO WDZIĘCZNA I NIGDY WYSTARCZAJĄCO WAM NIE PODZIĘKUJĘ <3
Mam nadzieję, że rozdział się podobał :) Przyznam się, że Louisa uwielbiam lolz. Autorka obiecała, że postara sie teraz częściej dodawać rozdziały, bo ostatnio niestety nie miała weny do pisania, ale miejmy nadzieję, że wróciła jej na dobre i częściej będziemy mogli czytać teraz Dark.
Nie pytajcie mnie kiedy kolejny rozdział, bo ja nie mam zielonego pojęcia. 
Jesteście na bieżąco z opowiadaniem, więc musicie czekać tyle ile wszyscy pozostali. Piszę to jeszcze raz tutaj, ponieważ nie wszyscy to wiedzą i będę bardzo zawiedziona czyjąś inteligencją, jeśli po tej notatce ktoś zapyta mnie na tt, czy gdziekolwiek indziej kiedy następny rozdział, lub czemu zawiesiłam Darka, lub czy nie prowadzę już bloga, LUB czy Dark sie skończył. 
Niedługo mam zamiar umieścić stronę z najczęściej zadawanymi pytaniami na swoim prywatnym blogu TU! więc zanim o coś zapytacie, zajrzyjcie a może odpowiedź już będzie :) 
Pozdrawiam i jeszcze raz ogromne OGROMNE DZIĘKI. :)