środa, 27 marca 2013

Rozdział 33.

____________________________________________________________________________________
- Mam nadzieję, że tym razem to będzie właściwy numer, Lou. - powiedziałem szorstko.
- Haz, stary... wyluzuj, nie było ich aż tyle. - próbował oponować.
- Dwanaście. - rzuciłem szybko - Myślałem, że jesteś dobry w tego typu sprawach. Całe trzy minuty zajęło ci znalezienie adresu i numeru telefonu tamtej dziewczyny. 
Nie mogłem powstrzymać śmiechu, kiedy Louis nic nie odpowiedział.
- No wiesz, tej z dużymi...
- Wiem, wiem. - przerwał mi opryskliwie. - I myślałem, że oboje przystaliśmy na to, że więcej nie będziemy wspominać o tym incydencie. 
Wszedłem jeszcze raz do swojej sypialni, wciąż przyciskając telefon do ucha. W wolnej ręce trzymałem kubek z gorącą herbatą. Pociągnąłem mały łyk parującego płynu i spojrzałem na piękność śpiącą w moim łóżku. Pościel była kompletnie zaplątana w jej drobne ciało.
- Mam. - rzucił Louis.
Podyktował mi rząd cyfr, który skrupulatnie spisałem na karteczce. 
- Jesteś pewien?
Na prawdę nie miałam ochoty na kolejną nieudaną rozmowę telefoniczną. 
- Taaa... W bazie danych zapisane jest "Styles". - zamilkł na chwilę - Haz, nie wiem jak mi się odwdzięczysz... Jeśli złapią mnie jak włamuję się do...
- Stary, wyluzuj. - przerwałem mu używając tego samego tonu, którym on mówił do mnie wcześniej. - Obaj wiemy, że już to wcześniej robiłeś i prawdopodobnie zrobisz znowu.
- To nie ma nic do rzeczy. - odciął się szybko, ale wyczułem w jego głosie rozbawienie. 
Postawiłem kubek z herbatą na nocnej szafce, rzuciłem jeszcze raz okiem czy z Bo wszystko w porządku i ruszyłem do kuchni. Bardzo się denerwowałem. Louis zdał sobie z tego sprawę, kiedy głośno przełknąłem ślinę. 
- Harry, powodzenia. - powiedział ciszej poważniejszym tonem.
- Dzięki, Lou.
Rozłączyłem się i zawiesiłem wzrok na małej karteczce na której zapisane były cyfry. Przeczesałem palcami moje potargane loki, po czym potarłem wnętrzem dłoni moją twarz. Wszystko czego się bałem kotłowało się teraz w mojej głowie. Odrzucenie, to że moja rodzina nie będzie mnie chciała. Tego bałem się najbardziej. Chyba trochę odsunąłem wszystkie wątpliwości od siebie, bo nagle mała część mnie zaczęła mieć nadzieję, że może cieszyliby się gdybym wrócił. Może to nie był przypadek...
Moje serce zaczęło bić mocniej, kiedy zdałem sobie sprawę z tego, że to może być ostatni raz, gdy będę z nimi rozmawiał. Odpędziłem od siebie te myśli. Wystukałem zapisany wcześniej numer na telefonie biorąc głęboki oddech. 
____________________________________________________________________________________

***
____________________________________________________________________________________
(Jess)

Czekałam na mamę, aż wróci ze sklepu. Poszła kupić herbatę, czy coś w tym stylu. Szwendałam się bez celu po salonie. Zawsze utrzymywała dom w nienagannej czystości. Pamiętam jak upominała Harry'ego żeby sprzątał po sobie brudne skarpetki, co spotykało się z jego marudzeniem. Uśmiechnęłam się słabo, gdy mój wzrok powędrował na zdjęcie, od zawsze stojące na małym stoliku w kącie pokoju. Przedstawiało mnie i Harry'ego. Jego loki były całkiem potargane, bo właśnie przed chwilą wyrwał się z mojego uścisku. Szczerzył się do aparatu, gdy moja mama robiła zdjęcie. 
Często zastanawiałam się gdzie on teraz jest, co robi, czy za nami tęskni. Minęły cztery lata od kiedy widziałyśmy go ostatni raz. Cztery lata, od kiedy odszedł. Mój mały braciszek, miał tylko szesnaście lat, kiedy pobił mojego ówczesnego chłopaka. Potrząsnęłam głową starając się pozbyć przerażających wspomnień. Byłyśmy w szoku. Musiał dorosnąć szybciej, przejmując rolę jedynego mężczyzny w domu. Musiałam doświadczyć jak Harry katuje go prawie na śmierć, żeby zdać sobie sprawę z jak okrutnym i odpychającym człowiekiem się spotykałam. Ale było za późno. Harry odszedł tego samego wieczora. 
Rozpaczliwie starałyśmy się go znaleźć, ale jakby zapadł się pod ziemię. Podskoczyłam kiedy zadzwonił telefon. Otarłam wierzchem dłoni łzy, które bezwiednie spływały z mojego policzka. Odchrząknęłam cicho, zanim nacisnęłam zieloną słuchawkę. 
- Halo?
- Och, cześć. Czy, uh, um... Czy rozmawiam z Kathy Styles? - zabrzmiał ochrypły głos.
Lekko zmarszczyłam brwi zanim odpowiedziałam.
- Nie, wyskoczyła gdzieś na chwilę. Tu jej córka, mogę przekazać jej wiadomość. 
Moje ręce sięgnęły do szuflady po kartkę papieru i coś do pisania. Odchrząknęłam wymownie starając się uzyskać jakąś odpowiedź od tajemniczego rozmówcy. Na drugim końcu linii panowała cisza.
- Mogę przekazać jej żeby oddzwoniła. - zasugestionowałam.
Już miałam odłożyć słuchawkę, myślałam, że może coś nas rozłączyło, kiedy znów usłyszałam niski głos. 
- Jessy? - wyszeptał.
Przełknęłam ogromną gulę formującą się w moim gardle, serce zaczęło bić jak oszalałe. To niemożliwe. Jedyną osobą, która mnie tak nazywała... Poczułam jak momentalnie robi mi się słabo. 
- O mój Boże...
Telefon wypadł mi z dłoni i z hukiem upadł na podłogę. Mocno zacisnęłam powieki, otaczający mnie świat zaczął gdzieś odpływać, kiedy powoli traciłam kontakt z rzeczywistością. Chwilę później mój umysł zaczął współpracować z ciałem i opadłam na kolana. Szybko chwyciłam telefon spoczywający na podłodze. 
- H...Harry? - powiedziałam rozpaczliwie błagalnym głosem.
- Wszystko w porządku? - zapytał.
Usłyszałam lekkie rozbawienie w jego głosie. Zawsze miał tupet. 
- Mój braciszek... - wymamrotałam zdrętwiałymi ustami, łzy napłynęły do moich oczu - Gdzie jesteś?
- Jestem w swoim mieszkaniu. - po tonie jego głosu wywnioskowałam, że musiał wywrócić oczami. 
- O Boziu... Masz mieszkanie. - powiedziałam cicho - I twój głos... Jest taki głęboki. 
Dla mnie wciąż był szesnastoletnim chłopcem. Niezdarnym nastolatkiem z burzą kręconych włosów. 
- Jessy, ja mam dwadzieścia lat. - rzucił jakby to było coś oczywistego. Właściwie to było, ale...
Łzy znowu zaczęły spływać po moich policzkach. Przegapiłyśmy cztery lata z jego życia. Moje serce wyrywało się z piersi na myśl o tym, że był zdany sam na siebie. Odszedł kiedy był jeszcze dzieckiem. Nie mogłam sobie nawet wyobrazić co siedziało w jego głowie wtedy, cztery lata temu. Wydarzenia, które miały miejsce za naszym domem sprawiły, że zaczął myśleć, że ludzie których kochał, boją się go. 
- Tęskniłyśmy za tobą, Harry. - szepnęłam - O mój Boże... Tak bardzo tęskniłyśmy. 
Mój szloch stał się nieco głośniejszy, kiedy górę wzięły wszystkie emocje. Całkiem opadłam na podłogę, desperacko przyciskając telefon do ucha, żeby tylko znowu usłyszeć jego głos. Tak potwornie bałam się go ponownie stracić. 
- Proszę cię Jess, nie płacz. - powiedział niewyraźnie Harry.
- Chcę cię zobaczyć. - rzuciłam szybko. 
____________________________________________________________________________________

***

____________________________________________________________________________________

Nie mogłem pozbyć się uśmiechu z mojej twarzy, kiedy z powrotem wszedłem do sypialni. Mieliśmy się spotkać. Po czterech latach, miałem znowu zobaczyć moją mamę i siostrę. Podniosłem wzrok i zobaczyłem Bo. To dzięki niej, pięknej, upartej dziewczynie na przeciwko mnie. Nie zrobiłbym tego, gdyby mnie nie przekonała. Całe życie spędziłbym myśląc, że moja rodzina nie chce mieć ze mną nic wspólnego. Uczucie ogromnej pustki i straty regularnie wywoływało ból w środku. 
Obudziła się. Siedziała teraz na łóżku, podciągnęła kolana pod klatkę i oparła się o wezgłowie łóżka. Szybko podniosła rękę do góry i odgarnęła ciemne fale ze swojej twarzy. 
- Cześć, piękna.
Uśmiechnęła się nieśmiało i usłyszałem jej ciche "dzień dobry".
Wspiąłem się na koniec łóżka, gdy Bo przygryzła swoją dolną wargę. 
- Czy to moja herbata? - zapytałem rozbawiony, lekko unosząc swoje brwi.
- Teraz już moja. 
Uwielbiałem kiedy ze mną żartowała. Uśmiechnąłem się pod nosem sięgając w jej stronę i wyjmując kubek z jej drobnych palców, odstawiając go z powrotem na stolik obok łóżka. Jej niewinność niemal rozświetliła pokój, kiedy zobaczyłem jak szerzej otwiera oczy. Chwyciłem ją za kostki i pociągnąłem w efekcie czego leżała teraz na plecach, pode mną. Uśmiechnąłem się do niej z góry i przejechałem ręką wzdłuż jej ciała. Miała na sobie jedną z moich koszulek. 
- Cóż... Ty jesteś moja. - szepnąłem.
____________________________________________________________________________________

***

____________________________________________________________________________________
(Jess)

- Myślisz, że przyjdzie? - zapytałam pełna niepokoju mojej mamy. 
- Jasne, że tak. - mama uśmiechnęła się pocieszająco, ale widziałam że była zdenerwowana tak samo jak ja. - Chociaż pewnie się trochę spóźni. 
Zaśmiałyśmy się obie, Harry zawsze był na bakier z czasem. Zamieszałam słomką w moim napoju, obserwując jak ulatują z niego bąbelki gazu. Bardzo zbliżyłyśmy się z mamą po druzgocącym odejściu Harry'ego. Myśl o stracie kolejnego członka rodziny, była kompletnie niewyobrażalna. Żyć na własną rękę... Mój mały braciszek żył już na swoim. 
- Myślisz, że go rozpoznamy? - zapytałam znowu. 
Miałam nadzieję, że jego fryzura się nie zmieniła. Loki i dołeczki w policzkach były jego znakiem rozpoznawczym, zaraz obok zawadiackiego uśmiechu. Kiedy moja mama nie odpowiedziała podniosłam na nią wzrok. Jej oczy skierowane były na drzwi, miała lekko rozchylone usta, zanim zakryła je drżącą ręką. Odwróciłam się na stołku, by ujrzeć wysokiego chłopaka z lokami opadającymi na czoło, zanim sięgnął ręką by je odgarnąć. Jego zielone oczy rozglądały się po pomieszczeniu, na ustach pojawił się ten zuchwały uśmiech, kiedy nas dostrzegł. Nie byłam w stanie ruszyć się z miejsca, tak samo moja mama. Z pewnością upadłabym na ziemię, jeśli tylko spróbowałabym wstać. 
Zaczął iść w naszą stronę, dżinsowa koszula, którą miał na sobie była dopięta pod samą szyję. Na nogach miał białe conversy. Podniosłyśmy głowy do góry, kiedy stanął przy nas. Wyglądał tak dorosło. Był taki wysoki. Moje oczy łapczywie pochłaniały rysy jego twarzy. Szczęka mocniej zarysowana, na gładkiej skórze majaczył zarost. Miał dłuższe włosy, wciąż były kręcone, ale już nie tak mocno, jak wtedy, gdy był młodszy. Ale to jego oczy przykuły moją uwagę. Głębszy odcień zieleni... Ciemniejszy. 
Moja mama wstała jako pierwsza, ciasno oplotła go rękami w talii, chowając twarz w jego torsie. Przycisnął ją mocniej do swojego ciała. Harry uśmiechnął się do mnie wyciągając w moim kierunku wolną rękę i zachęcając mnie, żebym się przytuliła. Podskoczyłam z krzesełka i szybko rzuciłam się w jego ramiona. Moja głowa opierała się o jego silny tors, gdy po policzkach spływały mi łzy. 
- Harry... - zapłakałam cicho.
Moja mama wciąż ciasno wtulała się w jego ramię, gdy ja lekko się odchyliłam, spoglądając na jego twarz. Nie mogłam uwierzyć, że to na prawdę on. Po całym tym czasie, nie myślałam, że kiedykolwiek jeszcze go zobaczymy. 
- Jesteś taki wysoki. - skomentowałam.
- A wy obie jakoś zmalałyście... - odpowiedział żartobliwie. 
- Twój głos jest niższy.
- Już mi to mówiłaś, przez telefon. - zaśmiał się.
Nie mogłam powstrzymać się od uśmiechu, kiedy znowu usłyszałam jego chichot. Prześledziłam wzrokiem jeszcze raz jego całą sylwetkę i chwyciłam go za rękę. Moja szczęka dosłownie opadła, kiedy lekko ścisnęłam jego biceps. 
- Cholera jasna! Ale masz mięśnie! - rzuciłam z niedowierzaniem. 
Ciągle nie mogłam pozbyć się jego obrazu, jako niezgrabnego szesnastolatka. Jego ciało pozbyło się całego nastoletniego tłuszczyku, który kiedyś miał. Jego mięśnie urosły i nabrały kształtu. 
- Teraz może już nie być ci tak łatwo wytargać mnie po włosach. - powiedział zaczepnie.
- Nie mogę uwierzyć, że to ty. - szepnęłam.
Zaczęłam zastanawiać się nad tym czasem, który spędziliśmy osobno. Nie mogłam wymazać z pamięci tych okropnych wspomnień mojej mamy płaczącej całymi nocami, modlącej się, by mogła cofnąć czas i jakoś zatrzymać Harry'ego. Obie byłyśmy zrozpaczone jego odejściem. Ból powracał ze zdwojoną siłą, czułam się tak jakby on umarł. I ja i moja mama zostałyśmy pozostawione z uczuciem identycznym, gdy ktoś ukochany zostaje gwałtownie wyrwany z twojego życia. 
Odrzuciłam jego rękę, Harry popatrzył na mnie zdziwiony. Uderzyłam go mocno pięścią w klatkę.
- Ał! - chłopak zaczął trzeć obolałe miejsce. 
- Zostawiłeś nas. - załkałam - Kiedy najbardziej cię potrzebowałyśmy, ty nas zostawiłeś. 
Błysk zadziorności momentalnie zniknął z jego oczu. Moja mama odsunęła się lekko od niego, gdy obok nas przeszedł jakiś mężczyzna. Stałyśmy blisko siebie, kiedy chwyciłam jej dłoń i schowałam w swojej. Moja mama nadal nie odezwała się jeszcze od początku tego spotkania. To było dla niej zbyt wiele, zwłaszcza że nie miała okazji wcześniej porozmawiać z nim przez telefon. 
- Myślałem, że mnie nie chcecie. - powiedział cicho - Nie po tym co się stało.
Jego słowa uderzyły w moje serce. Wyglądał jak mały, zagubiony chłopiec, jego forma fizyczna, choć bardzo męska nie dała rady ukryć bezbronności skrytej w głębi jego duszy. 
- Jesteś cholernym idiotą, Harry. Oczywiście, że cię chciałyśmy. J...jesteś moim bratem, zawsze będę cię kochać. 
Przygryzł dolną wargę i opuścił głowę. Loki opadły na jego czoło, gdy chwycił nasze ręce. Trzymał je z taką siłą jakby bał się puścić. 
- Przepraszam. - wyszeptał.
Rozpaczliwie starałam się powstrzymać łzy. Wiedziałam, że Harry zaaranżował to spotkanie w miejscu publicznym, żeby uniknąć scen. 
- O mój Boże... - usłyszałam niewyraźny głos mojej mamy. 
Wolną rękę przeniosła na tył jego karku i pociągnęła go w dół. Położył głowę na jej ramieniu, a ona przeczesała ręką jego bujne loki. Usłyszałam jak Harry cicho pociąga nosem, nadal mocno trzymał moją dłoń. 
- Przepraszam... - jego głos załamał się w połowie, gdy powtarzał słowa. 
- Już w porządku, kochanie... - głos mojej mamy brzmiał pocieszająco.

***

Przenieśliśmy się spod baru do jednego ze stolików ustawionych w restauracji. Szok wywołany ponownym spotkaniem Harry'ego powoli mijał. 
- Gdzie jest twój naszyjnik? - zapytałam.
Dostał ten łańcuszek na swoje szesnaste urodziny. Nigdy nie zdejmował swojego prezentu. 
- Ktoś inny go teraz nosi. 
Zmarszczyłam brwi nie wiedząc dlaczego niby miałby go komuś oddawać, przecież znaczył dla niego tak wiele. Nagle wpadło mi coś do głowy. Zdałam sobie sprawę w jego tkliwych słów. Odetchnęłam głośniej i wyszczerzyłam w jego kierunku swoje zęby na co odpowiedział nieśmiałym uśmiechem. 
- Jak ona ma na imię? ... O...on ma na imię? - zapytałam pospiesznie. 
Zaśmiał się i pokręcił głową. 
- Jessy, ja lubię dziewczyny. - powiedział starając się ukryć rozbawienie. 
Już miałam się odezwać, kiedy do naszego stolika podeszła hojnie obdarzona przez naturę kelnerka, która przyniosła nasze napoje. Przejechała wzrokiem po mnie i po mojej mamie, by za chwilę całkowicie skupić się na Harrym. On wydawał się niewzruszony, tym jak starała się przyciągnąć jego uwagę. 
- Mogę jeszcze państwu jakoś pomóc? 
Jej koszulka była nisko opuszczona, ukazywała niemal cały jej dekolt, gdy spoglądała na Harry'ego spod swoich sztucznych rzęs. 
- Nie, to chyba wszystko, dziękujemy. - Harry spojrzał asekuracyjnie na nas. 
Mój żołądek wywracał się na samą myśl o spotkaniu z bratem, więc cały dzień prawie nic nie zjadłam. W ogóle nie miałam apetytu. Razem z mamą kiwnęłyśmy głowami w odpowiedzi na słowa Harry'ego. Kobieta fuknęła cicho pod nosem, zanim odeszła od naszego stolika. Spojrzałam na Harry'ego który wydawał się nie dostrzegać subtelnych znaków wysyłanych przez blondynkę. 
- Najwidoczniej one też lubią ciebie. 
Znowu pokręcił głową lekko się uśmiechając. Przejechałam wzrokiem po innych stolikach. To była prawda, większa liczba damskich oczu spoczywała na Harrym, rzucając w jego stronę ciekawskie spojrzenia. Pożądliwie mierzyły go od góry do dołu. Natychmiast poczułam przypływ opiekuńczości, rozbierały wzrokiem mojego małego braciszka. Posłałam jednej z tych kobiet dość chłodne spojrzenie. Na jej twarzy błysnęła frustracja, zanim wróciła wzrokiem na osobę z którą rozmawiała, przypuszczam że był to jej chłopak. 
- Opowiedz nam o niej. - uśmiechnęła się moja mama. 
Z powrotem zwróciłam sie do naszego stolika, wyraźnie zaciekawiona tym, kto tak zawrócił w głowie Harry'emu. 
- Jak ma na imię, ile ma lat, gdzie się poznaliście...? Możemy ją poznać? 
- Jessy, przestań. - zachichotał Harry.
Przygryzł dolną wargę i kilka razy przeniósł swój wzrok z mojej twarzy, na twarz mojej mamy. Zaśmiałam się kiedy zaczął wiercić się na swoim krzesełku. To jak się zachowywał sprawiało, że wyglądał na młodszego. Tak jak go zapamiętałam. 
- Ma na imię Bo. - opuścił głowę starając się ukryć czerwieniące się policzki - Jest piękna. - wymamrotał cicho. 
- Aaaawww, Haz... - powiedziałam przeciągle, po czym usłyszałam głęboki głos Harry'ego każący mi się zamknąć. 
____________________________________________________________________________________

***

Miał lekko rozchylone usta, z którym co jakiś czas ulatywały ciche chrapnięcia. Zaśmiałam się z jego poburzonych loków, które w nieładzie spoczywały na poduszce. Wróciłam myślami do tego co powiedział mi zeszłej nocy. Nawiązał kontakt ze swoją rodziną i po wyrazie jego twarzy wywnioskowałam, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. To rzuciło trochę światła na te jego częste rozmowy telefoniczne. Oczywiście jego mama i siostra chciały wiedzieć, czy u niego wszystko w porządku. 
Harry cicho mruknął, gdy powoli zaczęłam zsuwać się z łóżka. Zabrałam ze sobą pościel, odkrywając jego opalony tors. Chłopak nie wydawał się przejęty brakiem kołdry nadal pochłonięty snem. Wyglądał uroczo.
Delikatnie dotknęłam ustami jego brzucha zanim zaczęłam zsuwać się niżej. Zostawiałam małe buziaki na jego lewym biodrze. Harry poruszył się lekko pod wpływem mojego dotyku. Spojrzałam w górę, długie rzęsy nadal spoczywały spokojnie na górze jego zaróżowionych policzków. Uśmiechnęłam się i powoli wsunęłam palce za materiał jego bokserek robiąc sobie większy dostęp do aksamitnej skóry. Nie przestawałam go całować, przenosząc się na linię znaczoną małymi włoskami tuż poniżej jego pępka. 
Ledwo powstrzymałam się od śmiechu, kiedy moje palce chwyciły gumkę jego bielizny i zaczęły zsuwać ją jeszcze niżej. Zanim moim oczom ukazał się cel, który sobie obrałam, duże dłonie Harry'ego chwyciły moje nadgarstki. Pociągnął mnie do góry. Wciąż miał zamknięte oczy, kiedy spojrzałam na jego twarz, leżąc na jego ciepłym torsie. Zaczęłam cicho chichotać na co w odpowiedzi mruknął głęboko. 
- Co ty mi robisz, kobieto? - usłyszałam jego niski, ochrypły głos. 
Potarłam palcami jego policzek, zachęcając go, by ukazał mi swoje zielone, błyszczące oczy. 
- Dzień dobry, przystojniaku. - uśmiechnęłam się.
Błysnął rzędem białych zębów nie spuszczając ze mnie wzroku. Minęło kilka chwil, zanim ponownie sie odezwał, ściągając brwi w zaciekawieniu. 
- Czy ty chciałaś obudzić mnie robiąc mi dobrze? 
Moje policzki zapiekły, gdy wtuliłam twarz w zagłębienie jego szyi, czułam się zażenowana. Tak na prawdę to nie taki miałam plan, ale nie zaprzeczyłam. Pozwoliłam mu myśleć, że właśnie taki miałam zamiar, tylko dlatego, że to było zabawne. Może wykorzystam taką pobudkę innym razem. Zaczerwieniłam się na sama myśl. 
- No bo wiesz... Zawsze mogę usnąć i spróbujesz jeszcze raz... - rzucił zawadiacko. 
Odetchnęłam głośniej w odpowiedzi na jego sugestię i lekko szturchnęłam go w tors, gdy się zaśmiał. 
Chwilę po tym jak wyrwałam się z łaskoczących dłoni Harry'ego udałam się pod prysznic, żeby szybko przygotować się do pracy. Zaplotłam mokre włosy i ściągnęłam je frotką, którą dał mi Harry. Przerzucając warkocza za plecy ruszyłam w stronę kuchni z której dobiegały dźwięki porannej krzątaniny, gdy nagle usłyszałam głośne pukanie do drzwi. 
- Bo, możesz otworzyć? - krzyknął Harry.
- Jasne. 
Poprawiłam koszulkę, którą miałam na sobie zanim ruszyłam wzdłuż korytarza. Chwyciłam zimną klamkę i uchyliłam drzwi frontowe. Od razu wzięłam szybki krok do tyłu. Facet stojący w drzwiach był ogromny, górował nade mną wzrostem niemal jak Harry. Zaschło mi w ustach kiedy spojrzałam na jego twarz, na której malował się uśmieszek. 
- Hm... Spodziewałem się kogoś wyższego. - zażartował - Harry jest?
Tatuaże znaczyły jedną z jego silnych rąk mocno opiętą przez czarny rękaw koszulki. Przełknęłam głośno ślinę, zanim odwróciłam głowę i zawołałam wgłąb mieszkania. 
- Harry! 
Gwałtownie wróciłam wzrokiem przed siebie, kiedy poczułam dużą, spoconą dłoń na moim ramieniu. Stałam jak wbita w ziemię, kiedy przeniósł rękę dotykając mojej szyi i w końcu chwytając za podbródek. Jego uśmieszek był daleki od przyjacielskiego, kiedy łypnął okiem na mój dekolt. 
- Jesteś dziewczyną Harry'ego?
Wróciłam myślami do sytuacji, kiedy ostatni raz słyszałam to pytanie. Jake. Wtedy moją odpowiedzią było nie, ale tyle rzeczy zmieniło się od tamtego czasu. Chłopak z niewątpliwą ciemnością ukrytą w jego wspaniałych, zielonych oczach całkowicie zmiótł mnie z powierzchni ziemi. W niektórych sytuacjach nawet dosłownie. 
- Tak. - odpowiedziałam nieco ostrzej, zanim odepchnęłam jego rękę. - Harry! - zabrzmiał mój niecierpliwy krzyk.
Chłopak z kręconymi włosami szybko pojawił się za moimi plecami. Dresy spoczywały nisko na jego biodrach, kiedy przeciągał przez głowę swoją koszulkę. Nie wyglądał na zadowolonego obserwując sytuację rozgrywającą się przed nim. Delikatnie chwycił mnie za przedramię i pociągnął, żebym stanęła za nim. Wyprostował się w opiekuńczej pozie, zanim odwrócił głowę w moją stronę. 
- Idź i poczekaj w salonie. - powiedział spokojnie. 
Lekko ścisnęłam jego ramię i ruszyłam do pokoju. Harry skupił swoje spojrzenie na jak mi się wydawało nieproszonym gościu. Chwyciłam palcami framugę drzwi i wychyliłam się nieco, żeby móc obserwować ich wymianę zdań. 
- Czego ty kurwa chcesz? - zapytał Harry przez zaciśnięte zęby. 
- Przysłali mnie, żebym sprawdził, czy nie spierdolisz przed dzisiejszą walką. - ledwo hamował śmiech. 
- Będę tam. - głos Harry'ego brzmiał poważnie. 
Nieprzerwanie obserwowałam konwersację pomiędzy dwoma wysokimi mężczyznami. Zamarłam, kiedy zauważyłam jak Harry zaciska dłonie po obu stronach swojego ciała w pięści, ale wzdrygnęłam się kiedy wytatuowany facet spojrzał ponad ramieniem Harry'ego łapiąc mój wzrok. Uśmieszek na jego twarzy przyprawiał mnie o ciarki, mimo że doskonale wiedziałam, że Harry nie pozwoliłby mu mnie tknąć. Jego nadopiekuńcza natura przyparłaby wielkiego gościa do ziemi w przeciągu kilku sekund. 
- Ją też bym chciał tam zobaczyć. - kiwnął głową w moją stronę, ciągle się uśmiechając. 
Harry odwrócił się w moją stronę, jego pełen troski wzrok spoważniał, gdy tylko zaczął przekręcać głowę z powrotem w kierunku drzwi, mocno popchnął stojącego w nich faceta, na co ten się zachwiał i zrobił kilka kroków w tył. 
- Pierdol się. - wysyczał z wściekłością Harry.
- Nieee, stary... wolałbym pierdolić ją. - usłyszałam jego nieprzyjazny śmiech. 
Drzwi zostały momentalnie zatrzaśnięte przed jego twarzą. Harry oddychał ciężko, kiedy przywarł plecami do drewnianej powłoki. Widziałam, że z całych swoich sił starał się wydobyć jakieś pokłady spokoju, które spoczywały na dnie jego psychiki. Niepewnie ruszyłam w jego kierunku, doskonale wiedząc, że wciąż jest wściekły. 
- Harry? 
Mój głos był cichy. Stał z opuszczoną głową starając się znaleźć jakieś uspokojenie. Podniosłam rękę do góry i zaczęłam przeczesywać jego loki, wiedząc że to zadziała na niego relaksująco. Kiedy odetchnął głęboko, wiedziałam że moje działania się opłaciły. Uniosłam się lekko na palcach i dotknęłam ustami jego policzka, by po chwili złożyć na nim delikatny pocałunek. Podniósł głowę i spojrzał prosto w moje oczy. Chwycił moje drobne dłonie i zaczął pocierać kciukami ich wewnętrzną stronę. 
- Zrobił ci coś? - zapytał z trwogą, czekając na moją odpowiedź. 
- Nie. - odpowiedziałam szybko, nie chcąc powodować żadnej niepotrzebnej reakcji. 
Spojrzałam w dół na nasze ręce. Jego dłonie były o wiele większe od moich, to proste porównanie dało mi ogromne poczucie bezpieczeństwa. 
- Kiedy usłyszałem jak krzyczysz moje imię.... - jego głos się załamał.
- Po prostu mnie przestraszył. - przerwałam mu w pół zdania. 
Harry wydawał się być już trochę spokojniejszy, kiedy delikatnie całował moje usta. Stykaliśmy się czołami, wdychając nasze wzajemne oddechy, jego długie rzęsy łagodnie łaskotały moją skórę. 
- To z nim będziesz walczył dzisiaj wieczorem? - zapytałam cicho.
- Nie, nie... Ten palant jest jego bratem. - jego ton głosu wyrażał obrzydzenie. 
Moje palce zacieśniły się wokół jego, gdy głośno przełknęłam ślinę.
- Nie chcę żebyś walczył. - szepnęłam, a łzy zaczęły napływać do moich oczu. 
Silne ręce Harry'ego przyciągnęły mnie do jego ciepłego torsu w opiekuńczym uścisku. Całkiem zatopiłam się w jego ramionach.
- Wiem, kochanie. 

35 komentarzy:

  1. CUDOWNE! <3
    ledwo co skończyłam czytać 32 a już pojawił się nowy
    KOCHAM CIĘ!
    rozdział jest przecudowny, i dość długi :)
    walke Harrego chyba bardziej przeżywam niż Bo :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedy nastepny xd ? kocham ten blooggggg

    OdpowiedzUsuń
  3. uhh, a myślałam że już w 33 będą walczyć. Harry musi się przygotować, rozumiem to :)

    OdpowiedzUsuń
  4. CUDO <3 *_* Brak slow... Niech zgadne. W nastepnym bedzie walka. Tragedia. Cos czarno to widze :/ Kiedy dodasz 34? Zuzu :3

    OdpowiedzUsuń
  5. Taaak... też czarno to widzę :D Czekam z niecierpliwością :3

    OdpowiedzUsuń
  6. CUDO !!! Brak mi słów!

    OdpowiedzUsuń
  7. rzygam tęczą, dosłownie! ta nadopiekuńczość Harry'ego, jego małe gesty do Bo, to jak się o nią troszczy i jego wrażliwość oraz wybuchowość. idealne mieszanka wybuchowa *.*
    i ten mężczyzna. mamo! "... wolałbym pierdolić ją.". MAMO! gdybym była na miejscu Bo, dostałby ode mnie w obrzydliwy pysk...
    ja p#@$d$%&! XD umrę. i ta walka...
    mam już przygotowane wszystkie najstraszniejsze scenariusze...
    Bo tam pewnie pójdzie, prawda? jaa...........
    no nie wytrzymam, do kolejnego rozdziału, ja pierdziele...
    wykończysz mnie, tak samo jak Harry i Bo, i to całe opowiadanie ogólnie, krótko pisząc XDD
    kocham Cię, wiesz? i Harry'ego [shhh. nie mów Zayn'owi]... XD
    lepiej skończe, bo to idzie w przerażającym kierunku...
    to. czekam. na. nowy. rozdział. z. OGROMNĄ. niecierpliwością.
    xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaka ty jestes slodka!! ,,kocham Harrego (shhh... Tylko nie mow Zaynowi)" <3 OMG kocham twoje komentarze ;* Zuzu :3

      Usuń
    2. jak widzę w komentarzach 'shawty' to od razu się usmiecham :D Twoje komentarze są zajebiste

      Usuń
  8. usadbasuhfbsiesaaadadawdwadadxwa zajebiste to jest! :D

    OdpowiedzUsuń
  9. No i nadrobiłam wszystkie rozdziały, teraz jestem na bierząco(zawsze mam problemy z tym wyrazem, pisze się przez 'rz' czy 'ż'?:D):) Kurczę, uwielbiam Twoje tłumaczenie, zdania są dobrze złożone, czyta się łatwo i przyjemnie. Jeszcze raz dziękuję, że podjęłaś się tłumaczenia tego:) Harry jest taki opiekuńczy, co jest kompletną przeciwnością jego zachowania z pierwszych rozdziałów. Ech, dajcie mi takiego chłopaka na własność*o* Co do tej walki, mam mieszane uczucia. Aleeeee, opowiadaj jak wrażenia po koncercie!:)

    OdpowiedzUsuń
  10. dziękuję za to, że tłumaczysz, to jest świetne *.*

    OdpowiedzUsuń
  11. Gasz kocham to. Nie mogę się doczekać nexta <33

    OdpowiedzUsuń
  12. następny jak najszybciej <3

    OdpowiedzUsuń
  13. AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA! BOJĘ SIĘ TEJ WALKI- NIC MĄDRZEJSZEGO NIE JESTEM W STANIE WYMYŚLIĆ <3

    OdpowiedzUsuń
  14. WIDHWOFQWIPFQWPFJWSCLJohwghwilho o boooooooooże! najbardziej emocjonujący rozdział ever!!! nie mogłam wytrzymać przed kompem i wykonywałam jakiś dziwny taniec!! awwwwwww! *.* Dziękuję, że to tłumaczysz!!!

    OdpowiedzUsuń
  15. a ja mam pytanie. Ile lat ma Bo ??

    OdpowiedzUsuń
  16. Ale cudne! Harry jest taki opiekuńczy.. :3 z jednej strony go rozumiem czemu chce walczyć z tamtym palantem, ale z drugiej strony nie rozumiem, przecież Bo nie chce żeby walczył, nie chce żeby coś mu się stało, a On swoje..ehh no to takie myśli moje.. :P ale i tak Kocham! :*

    OdpowiedzUsuń
  17. moim zdaniem nic się nie stanie .Harry pokona tego palanta i tyle, no bo przecież jak by go zabili to nie byłoby jeszcze 17 rozdziałów, a słyszałam że będzie jeszcze więcej;) proste nie, moje myślenie nawet mnie rozwala

    OdpowiedzUsuń
  18. super xoxo!!!!

    OdpowiedzUsuń
  19. długi ten rozdział ^.^
    te wspomnienia dużo dały :)
    teraz już wiem jak się to wszystko potoczyło ;)

    nie mogę doczekać się walki Harry'ego..
    jestem ciekawa czy Bo też tam będzie.. :D

    @Mo_Love_1D

    OdpowiedzUsuń
  20. Bardzo się cieszę z tego, że Harry wreszcie rozmawia z rodziną, że się z nią spotkał. To pokrzepiające.
    A Bo przyciąga do siebie samych palantów i gwałcicieli. xd
    @TheIrishsWife

    OdpowiedzUsuń
  21. jejku. nie wiem czy wiesz, ale ja tu się topiłam we łzach. "Często zastanawiałam się gdzie on teraz jest, co robi, czy za nami tęskni. Minęły cztery lata od kiedy widziałyśmy go ostatni raz. Cztery lata, od kiedy odszedł." i "Myślałem, że mnie nie chcecie (...) Przepraszam... - jego głos załamał się w połowie, gdy powtarzał słowa." TE CYTATY SĄ TAKIE PIĘKNE...

    OdpowiedzUsuń
  22. Ubustwiam tego bloga!!! Love love love love love love!!!!!!!!!! :-* <3

    OdpowiedzUsuń
  23. Oświadczam, że przerażają mnie komentarze nade mną. Directioners są chore psychicznie, ale to dobrze. Świat bez psycholi jest nudny.

    OdpowiedzUsuń