Dzisiejszy rozdzial jest troche jakby inaczej wygladem xD bo sa te przerwy gdzie powinny byc zwykle akapity, ale nie pisalam u siebie i nie umiem tego zmienic, czy cos. Wazne, ze jest. Jesli by gdzies nie bylo polskiego znaku - BARDZO PRZEPRASZAM. Z bledami tak samo. To wszystko przez to ze nie mam neta i jestem zdana na tulaczke lol. W kazdym badz razie pozdrawiam, caluje, mam nadzieje, ze sie spodoba :) xx
Nastepny rozdzial za 3 (slownie: TRZY) dni. czyli w SOBOTE :)
______________________________________________________________________
Oboje to powiedzieliśmy. Oboje wypowiedzieliśmy te słowa, których nie miałam odwagi z siebie wydusić, aż do tamtego momentu. Minęło pięć dni. I to właśnie wtedy, po raz ostatni widziałam Harry'ego. Te kilka ostatnich sekund naszego spotkania zakorzeniło się głęboko w moim umyśle, odtwarzając je z każdym najmniejszym szczegółem, kiedy bezdźwięcznie słowa układały się na jego ustach. "Kocham cię".
Nadużywany, przereklamowany frazes zdawał się mieć nikłą wartość w dzisiejszych czasach. W momencie, kiedy zaczął pochodzić od Harry'ego nabrał całkiem nowego znaczenia. Wydaje mi się, że nikomu, nie licząc jego rodziny, nigdy nie powiedział tych słów. Może nigdy nie pragnął tego typu uczucia, które niosło ze sobą zbyt dużo emocji, było zbyt intymne. Kochać drugiego człowieka.
Słowa Harry'ego dały mi nową siłę, nie wiedziałam nawet, że to możliwe. Siła ta, pozwoliła mi wyczuć i usłyszeć czyjeś ciężkie kroki, tuż za mną. Wracałam od Zoe, niebo było zachmurzone i panowała nieprzyjazna ciemność. Wsunęłam palce do torebki i wymacałam na jej dnie małą puszkę. Nie miałam zamiaru nigdy więcej być ofiarą zastraszania.
- Cofnij się! - krzyknęłam odwracając się gwałtownie, by stanąć oko w oko z prześladowcą.
Prawą ręką mocno trzymałam puszkę, wyciągnęłam ją przed siebie mierząc w wysoką sylwetkę.
- Cholera.
Właśnie wtedy dostrzegłam lekko spanikowaną twarz. Harry zrobił krok do tyłu, czekając aż opuszczę swoją broń. Serce mocniej zaczęło bić w mojej piersi, poczułam ulgę, że nie muszę konfrontować się z nieznajomym.
- To spray pieprzowy? - zapytał z niedowierzaniem. Chwycił małą puszkę i zaczął czytać etykietę, kiedy ja starałam się uspokoić swój oddech. - Gdzie żeś to dostała?
Wręczył mi ją z powrotem, a ja wrzuciłam ją do bezpiecznej torebki.
- Tata Lucy pracuje dla policji. - wyjaśniłam - Mogłeś mnie nie straszyć.
- Drugi raz nie popełnię tego błędu. - odpowiedział rozbawiony.
Mimo jego wesołego tonu głosu, oczywistym było, że zdziwiło go moje obronne zachowanie. Minęło kilka sekund i między nami zawisła cisza. Kilka SMS-ów, które wymieniliśmy w ciągu ostatnich dni, były łatwiejszą formą komunikacji, niż rozmowa telefoniczna. Przynajmniej wtedy nie byliśmy zmuszeni do wymiany zdań. Teraz, kiedy przed nim stałam, nie miałam pojęcia co mam powiedzieć. Ostatni raz, kiedy rozmawialiśmy, wyznaliśmy sobie miłość. Co się robi potem?
Spojrzałam na Harry'ego. Nerwowo przygryzał dolną wargę, to dodało mi trochę więcej pewności siebie. Przynajmniej wiedziałam, że jedziemy na tym samym wózku.
- Możemy... - machnął rękami, żebyśmy kontynuowali nasz spacer wzdłuż ścieżki.
- Pewnie.
Kiedy szliśmy ukradkiem obserwowałam, jak z wahaniem co jakiś czas przybliża swoją dłoń do mojej. Nie był pewny, czy ten dotyk nie przekroczy wyimaginowanej granicy, która była między nami. I to nie ja ją tam umieściłam. To strach Harry'ego.
- Oni zauważyli, Harry. - powiedziałam nagle.
- Co? - przez jego głos przebijało się niezrozumienie - Kto zauważył co?
- Bójki, awantury w barach. - lekko pokręciłam głową, wciąż idąc przy jego boku po chodniku - Trochę ich ostatnio dużo i policja, to zauważyła. Słuchaj Harry, chcę po prostu żebyś był ostrożniejszy. Powiedziałam ci już, że nie zamierzam odwiedzać cię za kratkami i nadal się tego trzymam.
- W porządku. - odpowiedział.
- Tak po prostu?
Spodziewałam się jakiegoś protestu, czy coś. Jego cisza sprawiła, że zatrzymałam się na środku chodnika. Odwrócił się, by stanąć ze mną twarzą w twarz, był zdziwiony. Wyciągnął ciepłą dłoń, by chwycić moją, ale cofnął ją w połowie drogi i opuścił przy swoim ciele.
- Nie mam zamiaru cię stracić. - zamilkł na chwilę - Jeśli to znaczy, że muszę bardziej nad sobą panować, to zrobię wszystko co w mojej mocy, żeby tak było.
Jego argumentacja wmurowała mnie w ziemię. Upór Harry'ego był jedną z głównych cech jego charakteru. Wiem jak trudno było mu stosować się do poleceń innych ludzi. Zawsze robił wszystko na opak.
- Dziękuję.
Nieśmiały uśmiech, który na moment błysnął na jego ustach, zaraz został zastąpiony tym pełnym rozbawienia. Wesoła część jego usposobienia, była tym co pokochałam najszybciej. Czułam się uprzywilejowana móc doświadczać czegoś, czego większość nigdy nie widziała.
- Chodź, wystawa Sean'a zaczyna się za 40minut, a ty jeszcze musisz się przebrać. Wiem ile czasu zajmuje wyszykowanie się kobietom.
- Czuję się urażona. - rzuciłam lekko się z nim drocząc.
Jego głośny chichot wywołał uśmiech na mojej twarzy.
Nawet, kiedy już przełamaliśmy pierwsze lody, nasz dotyk utrzymywał się na minimalnym poziomie. Kiedy szliśmy co jakiś czas odwracałam swoją głowę, żeby mu się przyjrzeć. Miał na sobie białą koszulę, a na niej rozpiętą marynarkę. Wykończeniem czarnych jeansów były buty, których nigdy wcześniej u niego nie widziałam.
- Podoba mi się twoja fryzura.
Zazwyczaj poburzone włosy odgarnięte były do tyłu, nad jego czoło. Lekko wyprostowane loki pozwalały mi myśleć, że wiele razy przeczesywał je palcami, by uzyskać zamierzony efekt.
- Dzięki. - zaśmiał się cicho.
***
W drzwiach zostaliśmy ciepło przywitani przez moją mamę, która niemal wepchnęła nas do środka i od razu zaproponowała, że zrobi nam coś do jedzenia, zanim wyjdzie do pracy.
- Ide zacząć się szykować. - poinformowałam ich.
Harry kiwnął głową, kiedy ruszyłam w stronę schodów, nie był pewny czy ma iść za mną, czy zostać z moją mamą. Zatrzymałam się w połowie drogi, kiedy zaciekawił mnie przyciszony ton jej głosu, kiedy wypowiadała jego imię, by przyciągnąć uwagę chłopaka. Pochylił się w jej stronę, by słyszeć lepiej, a ja w tajemnicy przed nimi przysiadłam na górze schodów.
- Pewnie zauważyłeś, no bo trudno żeby nie, że Bo ostatnio zaliczyła poważne obrażenia na twarzy. - wstrzymałam oddech, czekając na jej kolejne słowa. Nie spodziewałam się, że posądzi o to Harry'ego. - Powiedziała mi, że wpadła na drzwi, ale nie jestem co do tego pewna. Nie wątpię w to, że się nią opiekujesz, Harry. Po prostu się martwię. Widzisz ją teraz częściej niż ja i chciałam cię prosić, czy mógłbyś mieć na nią oko?
Przeceniłam roztargnienie mojej mamy wierząc, że kupiła moje kłamstwo.
- Oczywiście, że tak. Nie musi się pani martwić. Bo jest ze mną bezpieczna. - odpowiedział Harry.
- Dziękuję ci.
Wstałam ze schodka i wychyliłam się za poręcz.
- Harry mógłbyś tu przyjść i pomóc mi wybrać sukienkę?
***
- Ta ci się podoba?
Podniósł na mnie wzrok odkładając na bok komórkę. Zmusiłam go do obejrzenia małego pokazu mody w ostateczności decydując się na kilka kreacji.
- Ta jest ładna. - pokiwał głową spoglądając na zielony materiał.
- To samo mówiłeś o wszystkich czterech pozostałych. - fuknęłam.
- Bo we wszystkich wyglądasz cudownie.
Jego odpowiedź nasunęła mi pytanie, czy aby jego mama i siostra nie przeszkoliły go w razie sytuacji takich jak ta, kiedy kilka słów może zaważyć o życiu, albo śmierci mężczyzny. Albo przynajmniej o tym, że będzie spał na kanapie. Wyraz nieprzekonania na mojej twarzy zmusił Harry'ego, żeby jeszcze raz zastanowił się nad swoim wyborem. Usiadł prosto na łóżku i spojrzał na sukienki.
- Ta fioletowa.
Wskazał palcem na kreację, która wisiała na drzwiach otwartej szafy. Faceci byli tacy niedomyślni. Chciałam, żeby jakąś wybrał, ale nie akurat tę. Po wyrazie jego twarzy, widziałam, że będzie potrzebował trochę pomocy. Podniosłam wieszak nieco wyżej uśmiechając się do niego i poruszając nim w powietrzu. Materiał zakołysał się lekko na co chłopak zmarszczył brwi i popatrzył zdezorientowany.
- Um... To ta granatowa.
Dzięki Bogu!
- Tak! Mi też się podoba.
Szeroko uśmiechnął się w moją stronę wyraźnie zadowolony ze swojej decyzji.
- Dobry wybór, Styles.
Harry wyszedł do łazienki, kiedy kończyłam swój makijaż. Przeczesałam jeszcze włosy i odłożyłam na bok szczotkę. W tym samym momencie usłyszałam znajomy głos mojej mamy.
- Bo!
Boso ruszyłam do drzwi. Uchyliłam je i zobaczyłam jej zatroskaną twarz i jakąś obawę w oczach.
- Mamo, coś nie tak?
- Gdzie jest Harry? - spojrzała nad moim ramieniem.
- W łazience. Co się dzieje? - rzuciłam szybko - Mamo. - ponagliłam ją i chwyciłam za rękę.
- Myślałam, że jesteście na zewnątrz.
To co powiedziała wprawiło mnie w osłupienie.
- Nie, na zewnątrz jest już ciemno, przygotowaliśmy do wyjścia.
- Tak właśnie myślałam. - powiedziała cicho, bardziej do siebie niż do mnie - Bo, wydaje mi się, że ktoś jest u nas na podwórku. Byłam w kuchni... Jakiś mężczyzna jest w ogródku za domem.
Natychmiast uderzyła mnie myśl o Scott'cie o tym jak wściekle wyglądał, o tym, że nie dokończył swoich zamiarów. Co jeśli dowiedział się gdzie mieszkam? Tata wiedziałby co zrobić, to on zawsze zajmował się takimi rzeczami. Ja i moja mama byłyśmy całkiem nieporadne. Ona nie miała pojęcia o zagrożeniu, w jakim znalazła się jej jedyna córka. Nie chciałam jej martwić, ale jeśli Scott był tutaj, to to z pewnością odbiłoby się na nas dwóch.
Myślami odszukałam kij bejsbolowy leżący na dnie mojej szafy, ale szybko zostałam wciągnięta do rzeczywistości, przez Harry'ego, który właśnie wyszedł z łazienki. Byłam skupiona tylko na zaistniałej sytuacji.
- Wszystko w porządku?
Jego głos zawisł między nami, kiedy po chwili spojrzałam na wysokiego chłopaka.
- Ktoś jest na zewnątrz, w ogrodzie. - powiedziałam szybko.
Wewnętrzna informacja, którą starałam mu się przekazać dotarła do niego jasno i klarownie. Wiedziałam, że jego pierwszą myślą, tak samo jak u mnie, był Scott. Pociemniałe oczy wędrowały z mojej twarzy na twarz mojej mamy.
- Pójdę się rozejrzeć.
Nie miałam czasu zareagować, kiedy Harry przeszedł między nami i zaczął zbiegać ze schodów. Ruszyłam za nim, żeby go dogonić. Wyciągnęłam rękę i chwyciłam materiał jego marynarki.
- Harry. - zaczęłam błagalnym tonem.
Odwrócił się, byliśmy prawie tego samego wzrostu, tylko dzięki temu, że stałam kilka stopni wyżej. Wiedział, że nie chciałam żeby wychodził, ciemność za tylnymi drzwiami domu całkiem pochłonęłaby go w nieprzyjaznym, mrocznym krajobrazie.
- Zostań z twoją mamą.
Mój strach był bardziej niż widoczny, rozpaczliwie nie chciałam żeby wyszedł na zewnątrz. Determinacja w jego rysach twarzy złagodniała, gdy podniósł dłoń i odgarnął niesforne pasemka włosów, które opadły na moją twarz. Zauważyłam jego głębsze westchnięcie, kiedy zburzył niewidzialną barierę piętrzącą się między nami.
- Ślicznie ci w tej sukience.
Jego głos był cichy i uspokajający, starał się odwrócić moją uwagę.
- Chcę żebyś została z mamą w środku.
Stłumiłam swoje obawy, kiedy jej drobna postura zamajaczyła na górze schodów. Harry uśmiechnął się do niej pokrzepiająco, spoglądając nad moją głową.
- Bądź ostrożny. - mój głos się załamał.
- Będę.
Siadłyśmy na najniższych schodkach i niecierpliwie czekałyśmy. Po chwili nasze spojrzenia skupiły się na kuchennym oknie w obawie przed tym co możemy dostrzec w ciemności. Stróżka światła emitowana przez latarkę, którą Harry wziął ze sobą miała pomóc mu odnaleźć intruza. Poczułam dłoń mojej mamy na swojej w takim samym, pocieszającym geście jaki posłałam jej u mnie w pokoju. Kiedy usłyszałyśmy trzaśnięcie, obie natychmiast stanęłyśmy na równe nogi. Harry właśnie przekręcał zamek w tylnych drzwiach domu.
- Nikogo tam nie ma. - powiedział.
- Dziękuję, że sprawdziłeś, Harry.
Skinął głową w kierunku mojej mamy, posyłając jej okraszony dołeczkami uśmiech. Momentalnie zmniejszyłam dystans między nami, oplatając mocno jego talię i wtulając się w jego tors. Nie od razu odwzajemnił uścisk, widocznie nie spodziewał się mojego nagłego przypływu emocji.
- Bo, wszystko jest w porządku.
Mocniej przycisnął mnie do siebie, kiedy zaciągałam się jego ciężkim zapachem. Jego prawa dłoń pocierała miarowo moje plecy, gdy pochylił się i lekko cmoknął mnie w czubek głowy. Zaczerwieniłam się odsuwając od chłopaka w momencie, w którym dotarło do mnie, że jesteśmy obserwowani przez moją prawie ćwierkającą z zachwytu mamę.
- Jesteście najsłodszą parą... cholera! Spóźnię się do pracy.
Nie mogłam powstrzymać śmiechu, kiedy niezamierzenie poprawiła nam wszystkim humory. Pospiesznie schyliła się podnosząc torbę, ale zanim jeszcze wyszła do szpitala skierowała się w naszą stronę.
- Cieszę się, że wszystko jest w porządku, bawcie się dobrze na tym pokazie sztuki. - szybko wyrzucała z siebie słowa skanując przy tym kuchnię w oszacowaniu, czy czegoś przypadkiem nie zapomniała - I...um...to o czym rozmawialiśmy... - spojrzała na Harry'ego.
- Zajmę się tym. - zapewnił ją.
- Och, jeszcze jedno. Moglibyście zostać razem na ten wieczór? Harry, byłabym zachwycona gdybyś tutaj nocował. Możesz tu spać, kiedy tylko chcesz... Dobrze, świetnie. Cholera. Jestem spóźniona, już mnie nie ma.
Jeszcze nigdy nie widziałam, żeby moja mama poruszała się tak szybko, kiedy prawie biegła w stronę drzwi wyjściowych, żeby zdążyć na swoją nocną zmianę w szpitalu.
- Twoja mama jest zabawna. - zachichotał Harry.
Jego głos spoważniał moment później, gdy chwycił mnie delikatnie za ramiona, spoglądając mi głęboko w oczy.
- Nie musisz się już więcej martwić, zaopiekuje się wami obiema. Znajdę jakiś sposób, Bo.
Jego słowa były przepełnione siłą. Coś w tonie jego głosu sprawiło, że uwierzyłam w każde słowo, które wydostało się z jego ust. Poczułam przyjemne ciepło w sercu, kiedy powiedział, że zaopiekuje się nami obiema, mną i moją mamą. Tak długo musiałyśmy radzić sobie bez taty, dobrze wiedzieć, że jest ktoś kto o nas zadba.
- Obiecałeś. - przypomniałam mu o naszej wcześniejszej rozmowie, kiedy wracaliśmy do domu. Powiedział wtedy, że zrobi wszystko, żeby ograniczyć swoje agresywne zachowanie do minimum, a może i całkiem je wykluczyć.
- Nie zapomniałem. - odparł spokojnie - Ale teraz musimy już wychodzić. - poinformował mnie spoglądając w dół na swój zegarek.
***
Zatrzymaliśmy się przy krawężniku po drugiej stronie strudia. Na zewnątrz gromadziło się kilku ludzi palących papierosy. Harry wyłączył silnik i oboje odpięliśmy swoje pasy bezpieczeństwa. Obserwowałam jak wysiada ze swojej strony. Postanowiłam przetestować własną klamkę. Ku mojemu zdziwieniu drzwi ustąpiły. Byłam w małym szoku, kiedy chłopak stanął z boku i pomógł mi wysiąść. Kiedy wychodził z auta nacisnął mały guzik odblokowujący otwieranie drzwi pasażera od wewnętrznej strony, po czym wsunął klucze do tylnej kieszeni swoich spodni.
- Gotowa? - zapytał.
Kiwnęłam głową chwytając go za rękę. Poprowadził nas między ludźmi tłoczącymi się przed dużymi szklanymi drzwiami prowadzącymi do środka galerii. Dostrzegłam kilka znajomych twarzy, ale byłam niezmiernie wdzięczna Harry'emu za to, że ponownie nas sobie przedstawił, bo miałam zwyczaj zapominania imion. Rozbawiło mnie to, jak starał się uniknąć kontaktu z tymi, jak to ich określał "zadufanymi w sobie, pretendujący do bycia artystami". Ten opis nijak miał się do Sean'a, który właśnie podszedł, żeby się z nami przywitać.
- Podoba się wam?
- Co? - uśmiechnęłam się do niego.
- Spójrz w dół.
Podążyliśmy za jego instrukcjami, opuszczając głowy. Naszym oczom ukazały się różnokolorowe plamy na posadzce. Nasze malowidło zostało umieszczone pod wielkimi szklanymi płytami, pozwalając gościom kroczyć naszymi śladami.
- Wow.
- Taa... Zazwyczaj właśnie z taką reakcją się spotykam. - wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu - Jestem niewiarygodnie zadowolony z efektu. Dziękuję wam, że to dla mnie zrobiliście.
- Nie ma problemu.- Harry poklepał go po plecach.
Wraz z przemieszczającymi się ludźmi ukazywał mi się coraz lepszy widok na nasze dzieło. Niektóre ślady były słabiej widoczne od innych, trochę rozmazane, niewyraźne. Różnica między moimi odciskami a tymi należącymi do Harry'ego była bardzo widoczna. Moją uwagę przykuły zdjęcia, które robiliśmy podczas naszej pracy. Nie miałam pojęcia, że to wszystko może tak doskonale ze sobą współgrać. Ostatnie poprawki Sean'a nadały temu wszystkiemu całkiem niezwykły klimat.
Właśnie wtedy Harry odsunął się na bok i zauważyłam jak pilnie się czemuś przypatruje. Momentalnie poczułam gorąco na policzkach i wiedziałam, że spłynęły soczystą czerwienią. Nie miałam wątpliwości. Na białym tle odbiła się postać leżącego Harry'ego. Jakimś cudem kolorowa farba dokładnie odzwierciedliła jego pozę. Modliłam się tylko, żeby nikt nie zauważył fioletowych śladów, które zostawiły moje kolana, kiedy klęczałam po obu stronach jego uda. Odciski były oczywistym dowodem tego, co wydarzyło się w opustoszałym studio.
Harry odchrząknął cicho, starając się odpędzić poczucie winy, które mnie nie opuściło nawet na sekundę.
- Ja...um... Jest tu parę osób, z którymi muszę pogadać.
- Ok.
Patrzyłam jak bezczelnie podejmuje swoją ucieczkę, jednak jego wzrost nie umożliwił mu całkowitego wtopienia się w tłum.
- Bo, nie miałem już więcej miejsca na te. - Sean uśmiechnął się, wręczając mi plik zdjęć - Pomyślałem, że mogą się wam spodobać.
Z wdzięcznością spojrzałam na fotografie.
- Dzięki.
- Sean!
Gwałtownie odwrócił głowę w kierunku z którego dobiegał głos.
- Och, przepraszam Bo. Zobaczymy się jeszcze później.
Kiedy się oddalił, zaczęłam przeglądać zdjęcia, które dostałam. Zaśmiałam się cicho przyglądając się zabawnym minom Harry'ego. Na jednym z nich uwiecznione zostały nasze pomalowane farbą twarze, szczerzyłam się jak głupia do aparatu. Oczy Harry'ego były zamknięte, długie rzęsy lekko muskały skórę jego twarzy, kiedy przyciskał usta do mojego policzka. Uśmiechnęłam się przywołując moment, kiedy namalował mu te czarne kreski na buzi. Jego włosy były całkowicie poburzone.
Następne zdjęcie kompletnie zaparło mi dech w piersiach. Oczywiście Harry wyglądał cudownie, błyszczące oczy, dołeczki w policzkach. Jego różowe usta rozciągnięte były w szerokim uśmiechu, a głowa odwrócona od obiektywu aparatu. Patrząc subiektywnie, nie miałam żadnych wątpliwości, że dziewczyna na zdjęciu jest całkowicie zadurzona w chłopaku na którego patrzy. Nie byłam przygotowana na mignięcie flesza. Urządzenie uwieczniło moment, który myślałam że zdarza się tylko na starych, czarno-białych fotografiach. Moment ponownego spotkania pary, która przez długi czas była od siebie bardzo daleko.
- Urocze, czyż nie? - usłyszałam kobiecy głos.
Szybko schowałam zdjęcia do torebki, nieprzygotowana na czyjeś towarzystwo. Kiedy zorientowałam się skąd pochodzi spojrzałam na raczej postawną panią stojącą właśnie przy moim boku. Jej krótkie, nastroszone włosy były lekko zroszone siwymi pasemkami. Sukienka, którą miała na sobie sięgała prawie do ziemi, artystyczne zawijasy zdobiły jej materiał. Moją uwagę rozproszyły jej ekstrawaganckie kolczyki, dlatego chwilę zajęło jej czekanie na moją odpowiedź.
- Och tak, uważam że to genialne.
- Sean ma taki unikalny talent...
Pokiwałam głową na znak mojej całkowitej zgody, kiedy obie wpatrywałyśmy się w prace zawieszone na ścianie. Przerwa w naszej rozmowie nie trwała zbyt długo, gdy usłyszałam jak kobieta prycha z niemal obrzydzeniem. Z ciekawością podążyłam za jej wzrokiem, który ku mojemu zdziwieniu skupił się na Harrym. Akurat szedł wzdłuż tłumu do ściany po drugiej stronie galerii.
- A ten... Z takiego chłopaka nigdy nie będzie nic dobrego. - prawie cisnęła przez zęby - Słyszałam o nim to i owo. Ponoć brał udział w niezliczonej liczbie bójek. Powinni go po prostu zamknąć i wszystkim nam oszczędzić kłopotów.
Sposób w jaki mówiła sprawiał, że w niewyobrażalnie wielkim tempie zaczęła rosnąć we mnie irytacja. O niczym nie miała pojęcia.
- To niesprawiedliwe oceniać kogoś, kogo się nie zna. - odparłam mając nadzieję na zakończenie tej dyskusji.
Uniosła brwi, wyraźnie zdziwiona tym, że nie przyznałam jej racji.
- Cóż, z pewnością to nie jest ktoś z kim chciałabym, żeby umawiała się moja córka. - odpowiedziała z przesadną dumą w głosie.
Miałam dość i tej rozmowy i jej głupkowatego stylu ubierania.
- No i bardzo dobrze, bo on jest moim chłopakiem.
Jej usta rozchyliły się, kiedy usłyszała co powiedziałam, a kolczyki zakołysały się nad jej ramionami. Odwróciłam się od niej i zaczęłam się oddalać, ale po chwili stanęłam w miejscu i jeszcze raz rzuciłam na nią wzrokiem.
- Aha, w łóżku też jest dobry.
- Jak śmiesz! - podniosła głos.
- Odwal się.
Dumna z siebie ruszyłam pośród ludzi starając się odnaleźć Harry'ego, który gdzieś zniknął mi z oczu. Po chwili rozpoznałam jego charakterystyczną fryzurę. Stał wyprostowany i wpatrywał się w jakiś obraz. Marynarka, którą miał na sobie idealnie opinała jego szerokie barki. Wszystko czego chciałam, to jedynie owinąć wokół swoich palców małe loczki, które spoczywały na jego karku.
Stanęłam koło niego na tyle blisko, że stykaliśmy się ramionami.
- Gdzie byłaś? - zapytał Harry.
- Broniłam twojego honoru.
- Na prawdę?
- No.
- Cóż, dziękuję ci bardzo. - powiedział rozbawiony.
Rozmowy ludzi, którzy nas otaczali, były wielkim kontrastem do naszej ciszy, kiedy przyglądaliśmy się kolejnym malowidłom zawieszonym na ścianach. Na jednym z nich widniały jakieś czarne mazaje, tworząc raczej coś w rodzaju wyniku przypadkowego chlapania farbą, niż dzieła sztuki. Ale cóż, nie miałam w sobie tego artystycznego zacięcia, więc...
- Nie mam zielonego pojęcia na co patrzymy. - pozwoliłam ulecieć moim przemyśleniom.
- Ja tak samo. - usłyszałam Harry'ego, który momentalnie zachichotał pod nosem - Wydaje mi się, że to chyba miało być coś w rodzaju, wiesz... odzwierciedlenia twojej duszy, czy coś. Nie mam najmniejszego pomysłu, co przedstawia połowa rzeczy, która tutaj wisi.
- No to jest nas dwoje.
Zdałam sobie sprawę, że to najlepszy moment, kiedy tak po prostu, normalnie rozmawialiśmy.
- Pozwoliłeś mi samej wyjść z auta. - rzuciłam żartem, lekko trącając go łokciem.
- Staram się zmienić. - Harry zamilkł na chwilę i spojrzał na mnie z góry.
Jego oczy wyrażały jakąś bezbronność. Opuścił wzrok i szybko przesunął się do następnego obrazu.
- Zauważyłam.
- Nie chcę cię przytłaczać... to znaczy, wiesz... nie chcę cię odstraszyć. - na jego twarzy pojawił się lekki grymas - Ostatnio dużo myślałem o tym wszystkim, o tobie i o mnie, o nas. O tym co mamy i nie chcę, żeby to się skończyło.
- Ja też nie chcę. - przyznałam cicho - Ale nie zmieniaj się za bardzo, dobra? Nawet lubię tego niegrzecznego chłopca, który czasem przez ciebie przemawia. - zażartowałam nieśmiało.
Jego głośny śmiech spowodował, że odpowiedziałam tym samym. To był jeden z moich ulubionych dźwięków.
- Kocham cię. - powiedział cicho, lekko trącając mnie biodrem, co sprawiło, że trochę się zachwiałam.
Róż na jego policzkach był raczej rzadkim widokiem. Zanim miałam okazję odwzajemnić jego wyznanie, usłyszałam podniesiony głos kobiety, z którą miałam styczność wcześniej.
- To tamta. - wskazała na mnie palcem, informując ochronę o mojej obecności.
Chwyciłam dłoń Harry'ego i ruszyłam przez tłum ludzi. Dotarliśmy do wolnej ławki, na której momentalnie zajęliśmy miejsca. Usiadł po mojej prawej stronie, stykaliśmy się udami, kiedy poprawiałam materiał swojej sukienki.
- Dlaczego się ukrywamy? - zaśmiał się chłopak.
Złapałam go za ramię i pochyliłam się w jego stronę, upewniając się, że to co powiem usłyszy tylko on.
- Ja też cię kocham. - szepnęłam.
Uśmiech, którego nie mogłam już kontrolować zetknął się z jego ustami. Wplotłam palce w jego włosy i poczułam jak dłońmi chwyta moją talię. Ludzie przechodzili obok nas, wyraźnie nie zainteresowani naszą sesją obściskiwania, która zaczęła się zaogniać. Wszyscy oprócz niej.
- To ona! To ona była dla mnie niegrzeczna!
Harry odsunął się ode mnie, rozbawienie jaśniało w jego oczach, kiedy przeniósł swój wzrok ze mnie na pyzatą kobietę.
- Co jej powiedziałaś? To wtedy, kiedy "broniłaś mojego honoru"? - zapytał.
Zmarszczyłam nos i pokiwałam głową śmiejąc się cicho.
- Ja bym ich oboje stąd wyrzuciła! - kobieta kontynuowała swoje wywody żwawo gestykulując przed wyraźnie znudzonym ochroniarzem.
Zignorowałam ją, po czym położyłam swoją dłoń na udzie Harry'ego i lekko ścisnęłam. Wiedziałam, że czuł dokładnie to samo co ja. Wewnętrznie rozpraszające się iskry, wędrujące przez nasze ciała.
- Zabierz mnie do siebie. - powiedziałam półgłosem.
- Z przyjemnością.
Kobieta zachwiała się na nogach, chwytając ramię postawnego mężczyzny, żeby się nie przewrócić, kiedy Harry gwałtownie podniósł się z ławki. Zaborczo chwycił moją dłoń ciągnąc mnie za swoją wysoką sylwetką. Widziałam przerażenie w jej oczach, kiedy zbliżył się do niej górując nad nią wzrostem.
- Wybaczy pani. - rzucił surowym głosem.
Kobieta niepewnie przesunęła się w prawo, schodząc z drogi Harry'emu.
- Do zobaczenia, Ian. - jak gdyby nigdy nic brunet rzucił przez ramię.
- Na razie, Haz. - odpowiedział ochroniarz.
Czy on znał kompletnie każdego? Zaczęłam się nad tym zastawiać krótko po tym, jak pożegnałam się z Sean'em, który otoczony był przez grupkę "artystycznych". Chwilę później oddychaliśmy z ulgą przenikającym, nocnym powietrzem. Wpadłam na Harry'ego, kiedy nagle odwrócił się, żeby stanąć ze mną twarzą w twarz.
- Nie mogę się doczekać, aż zedrę z ciebie tę kieckę. - powiedział niskim, ochrypłym głosem.
Pisnęłam zszokowana, kiedy podniósł mnie do góry i przycisnął do znajomej, umięśnionej klatki, po czym zaczął iść, niosąc mnie na rękach, do samochodu.