Poczułem na skórze powiew zimna, ciepło drugiej osoby, które było obecne przez całą noc gdzieś zniknęło. Wciąż jeszcze lekko zaspany, rękami starałem się odnaleźć obok Bo. Nie było jej, wtedy przypomniałem sobie wszystkie wydarzenia poprzedniego wieczora. Alkohol, krzyki, strach i siniaki na twarzy mojej dziewczyny. Nie mogłem dłużej się jej opierać, kiedy podczas snu mocno wtuliła się w moje ciało, delikatnie splotłem nasze palce, żeby odpędzić jej koszmary.
Gwałtownie usiadłem na łóżku, poranne światło przedzierające się przez zasłony paliło moje oczy. Serce zaczęło bić mocniej, kiedy rozejrzałem się po pokoju żeby ją znaleźć. Odsunąłem pościel i wstałem z łóżka, ruszając prosto do drzwi łazienki.
Żałowałem tego, że na nią krzyczałem, że ją przestraszyłem.
Zapukałem w drewnianą powłokę, czekając tylko kilka krótkich sekund zanim ją popchnąłem. Gdzie ona, do cholery jasnej, się podziała? Przecież nie mogła tak po prostu wyjść.
Byłem wściekły i pijany. Jej decyzja o tym, żeby nie poinformować mnie kto "odwiedził" ją w pracy, była dla mnie czymś kompletnie niezrozumiałym. Jak niby miałem ją chronić skoro o niczym mi nie mówiła? Kiedy zobaczyłem jej twarz, poprzedniego wieczoru, zdałem sobie sprawę że Dan mówił prawdę. Palant, prawie czerpał przyjemność z tego, gdy mówił mi, że to on stanął w jej obronie. Nie byłem w stanie nawet wyobrazić sobie tego, do czego mogło dojść.
Odgarnąłem włosy z czoła i ruszyłem do kuchni mając nadzieję znaleźć tam Bo. Pusto. Drzwi do salonu były otwarte. Chwyciłem się framugi i wetknąłem głowę do środka pokoju, żeby się rozejrzeć. Już miałem się cofnąć, kiedy kątem oka zauważyłem jej ciemne włosy. Siedziała na parapecie, kolana mocno przyciskając do klatki. Patrzyła tępo przez okno obserwując zabiegany świat na zewnątrz. Małymi dłońmi oplatała kubek podnosząc go właśnie do ust i ostrożnie sącząc parujący płyn.
Musiała wyczuć moją obecność, bo zaraz odwróciła głowę w moją stronę. Głębia jej niebieskich oczu zawisła na mojej twarzy. Jej buzia ciągle wyglądała na obolałą. Spuchnięta warga, siny policzek. Moja piękna, załamana dziewczyna.
- Zrobiłam ci herbatę... - powiedziała niepewnie i skinęła głową w moim kierunku.
Przyglądałem jej się, miała na sobie moją ciemną koszulę w kratę.
- Już pewnie wystygła. - kontynuowała - Ale nie chciałam cię budzić.
Nie odezwałem się, a ona przeniosła swój wzrok na mankiet przydługiego rękawa i zaczęła się nim nerwowo bawić. Chciałem ją przytulić, ale z niewiadomych mi powodów nie mogłem ruszyć się z miejsca. Zeszłej nocy słyszałem niezliczoną ilość razy jak płakała, jej łzy moczyły mój tors, kiedy cicho szlochała, ale nie mogłem nic zrobić. Bo wiele razy starała mi się zamydlić oczy, ale teraz całkiem się tego nie spodziewałem. Dlaczego mi nie powiedziała?
- Dzięki. - odparłem cicho.
__________________________________________________________________________
***
To już powoli robiło się śmieszne. Minęły dwa dni od naszej ostatniej rozmowy. Myślałam, ze Harry potrzebuje chwili przerwy, żeby ochłonąć bo komunikował się ze mną na poziomie minimalnym. Kiedy zobaczyłam jego samochód po wyjściu z pracy byłam na prawdę zdziwiona. Wiedziałam, ze chce mieć na mnie oko.
Dan'a nie było w pracy, podejrzewam że bał się spotkania ze mną. Polazł do Harry'ego i powiedział mu o wszystkim za moimi plecami, a gdyby tego było mało to jeszcze wbrew mojej woli. Ale nie miałam zamiaru jeszcze dokładać sobie problemów. Miałam wystarczająco dużo na głowie w związku z zielonookim chłopakiem, który za wszelką cenę unikał mojego wzroku.
Byłam zmęczona jego niedojrzałym zachowaniem. Tak, zataiłam przed nim pewne informacje, ale to co wyprawiał było po prostu głupie. Zamykał mnie w swoim bezpiecznym mieszkanku i mimo to nie mógł przemóc się żeby ze mną normalnie porozmawiać, więc postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce. Nie miałam zamiaru dać nadal się ignorować. Nawet jeśli to oznaczało karczemną awanturę, trudno, niech nie oczekuje że kolejny dzień będę kluczyć koło tematu jak po polu minowym.
Kręciłam się koło kuchni, po chwili oparłam się plecami o ścianę przy drzwiach w korytarzu. Kiedy chłopak wynurzył się z pomieszczenia natychmiast zastąpiłam mu drogę, odważnie stając przed jego wysoką sylwetką. Zrobiłam krok w bok, kiedy Harry próbował mnie wyminąć, nie pozwalając mu ruszyć się z miejsca. Zacisnął szczękę i zmarszczył brwi, a jego oczy lekko pociemniały. Był zły. Bez trudu wywoływał przytłaczające uczucie swoim wzrostem, dodatkowo przeszywając mnie palącym wzrokiem. Starał się mnie onieśmielić, ale przemogłam swój strach.
- Porozmawiaj ze mną. - powiedziałam.
Jego spojrzenie złagodniało na ułamek sekundy, nie spodziewał się mojej stanowczości. Wrócił do swojej poprzedniej postawy i znowu poruszył się żeby mnie ominąć.
- Odsuń się, albo ci pomogę. - rzucił niskim, przepełnionym groźbą głosem.
Dlaczego był taki oziębły?
- Nie dokładnie taką rozmowę miałam na myśli. - zmarszczyłam brwi.
Wiedziałam co zaraz się stanie, kiedy jego duże dłonie powędrowały na moją talię. Nie udało mu się, od razu odstawił mnie na ziemię, kiedy zaczęłam wykręcać się z jego uścisku. Zrobiłam krok do tyłu, żeby złapać równowagę, zanim całkiem zmniejszyłam dystans między nami, chwytając go za ramiona i odpychając do tyłu.
- Przestań! - ledwo powstrzymywałam płacz - Przestań się tak zachowywać! Nie traktuj mnie jak małe dziecko, które za każdym razem możesz po prostu podnieść i odsunąć na bok, kiedy nie masz ochoty ze mną rozmawiać.
Moja klatka unosiła się i opadała w zawrotnym tempie. Harry nie zwrócił na to uwagi. Mocno zacisnęłam oczy, kiedy przeszedł obok mnie, lekko trącając moje ramię. Czułam jego rosnące poirytowanie, kiedy ruszyłam za nim do salonu. Siedział na kanapie.
W niedowierzaniu obserwowałam jak sięga po pilota i włącza telewizor. Zmieniał kanały kilkakrotnie, aż w końcu zaczął oglądać jakiś mecz. No chyba sobie żartował...
- Harry.
Zmarszczka na jego czole znacznie się pogłębiła, kiedy wlepiał nieobecny wzrok w ekran telewizora. Stanęłam przed nim zasłaniając ten jakże interesujący widok.
- Nie jesteś przezroczysta. - odparł.
- Mam to gdzieś. - rzuciłam surowym tonem.
Głos dobiegający z elektrycznego pudła zdawał się irytująco dudnieć, kiedy czekałam na jakąkolwiek reakcję. Jego chłodny wzrok spoczywał na moim ciele, dopóki nie odwróciłam się wyłączając telewizor.
- Porozmawiaj ze mną.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś?! - krzyknął nagle.
Serce mocniej zaczęło mi bić, kiedy podniósł głos, fatalnie przygotowałam się do odpowiedzi na to pytanie.
- Bo chciałam cię chronić! Jeden jedyny raz to ja chciałam cię obronić. Zagroził, że cię zabije jeśli komukolwiek powiem.
Moje ciało nie współpracowało ze mną tak jakby chciała, łzy zaczęły kapać z policzków i gdy tylko je poczułam momentalnie wytarłam twarz. Kiedy Harry podniósł się z miejsca zrobiłam krok w tył, przestraszyłam się. Drogę zablokowała mi półka z telewizorem. Nie pojmowałam tego, jak bardzo przerażający mógł być Harry, jeśli tylko chciał.
- Sam mogę o siebie zadbać! Czego z pewnością nie można powiedzieć o tobie! - odciął się.
Zapłakałam głośniej ze zdenerwowania. Jak on śmiał. Doskonale radziłam sobie sama, zanim pojawił się w moim życiu. Harry potrafił być czasami takim dupkiem.
- Nie powiedziałam ci, bo nie mogłam znieść myśli, że cokolwiek może ci się stać! - wrzasnęłam - Na litość boską, Harry. Nie powiedziałam ci, bo cię kocham!
Słowa wydarły się z moich ust, zanim miałam szansę przemyśleć ich konsekwencje. Jego oczy były szeroko otwarte, kiedy wpatrywał się we mnie z drugiego końca pokoju. Cisza, która zapanowała była przytłaczająca, moja dolna warga drżała niebezpiecznie. Przełknęłam gulę formującą się w moim gardle i spanikowanym wzrokiem rzuciłam w stronę drzwi. Wybiegłam na korytarz i chwyciłam swoją torebkę, pozostałe rzeczy, które starałam się do niej wrzucić wypadały z trzęsących się rąk.
Harry stanął w drzwiach starając się sklecić jakieś sensowne zdanie. Wybawiłam go z opresji.
- I..idę do domu. - wyjąkałam cicho.
Niezdarnie potknęłam się o własne stopy, kiedy ruszyłam w stronę drzwi wyjściowych. Właśnie wtedy Harry postanowił się łaskawie ze mną porozumieć.
- Bo.
Zaklęłam pod nosem na głos jego ochrypłego szeptu, słyszalnego tuż za mną. Szarpnęłam drzwi, które otwarły się tylko częściowo. Spojrzałam na srebrny zamek z łańcuszkiem, który blokował ich szersze uchylenie. Łzy kapały na moją koszulkę, kiedy zatrzasnęłam drewnianą powłokę, pospiesznie siłując się z metalowym zabezpieczeniem.
Chwilę później stałam na zewnątrz. Ciemne drewno stanowiło barierę między mną a Harrym. Ledwo dotarłam do połowy schodów, kiedy wybuchnęłam niekontrolowanym płaczem. Opadłam z sił i usiadłam na schodku. Co, do diabła, się właśnie wydarzyło? Wyznałam mu miłość i uciekłam. Nie byłam w stanie pozbierać myśli. Miałam w głowie totalny bałagan. Mój rozbiegany umysł torturował mnie jednym pytaniem. Dlaczego nie odpowiedział? Czemu nie powiedział, że mnie kocha?
Dźwięk otwieranych drzwi przywołał mnie do teraźniejszości. Szybko otarłam dowód moich rozdartych emocji i odwróciłam głowę do tyłu. Harry stał na górze schodów desperacko wpatrując się w moją twarz. Ściągnęłam ramiona, kiedy ruszył w moją stronę. Zmusiłam się żeby wstać, niechętne do współpracy nogi powiodły mnie wzdłuż chodnika. Chciałam znaleźć się jak najdalej mieszkania, z którego właśnie wyszłam.
- Bo! - usłyszałam jego krzyk - Bo, poczekaj!
I po raz drugi w przeciągu kilku ostatnich dni, uciekłam od niego.