Oboje wierciliśmy się w łóżku przez całą noc, górna część ciała Harry'ego całkiem mnie przygniotła, dopóki go z siebie nie zepchnęłam. Nie minęła nawet godzina, kiedy znowu zostałam wybudzona ze swojego snu, gdy Harry delikatnie szturchnął mnie w policzek. Właściwie to sama sobie zasłużyłam bo w swoim zaspanym stanie całkiem zabrałam mu kołdrę. Moje ciało opatulone było szczelnie ciepłą pościelą, podczas gdy on leżał obok nagi i zmarznięty. Doskonale pamiętam, jak śmiał się ze mnie, że jestem zawinięta jak parówka w hot dog'u, kiedy próbował wywalczyć odzyskanie swojej połowy przykrycia. Gdy w końcu mu się udało wtuliłam się w jego chłodne ciało i tak leżeliśmy, twarz przy twarzy. Kciukiem lekko pocierałam jego policzek i mimo mroku panującego w pokoju, wyczuwałam, że się uśmiecha. Zaśmiał się zaspany, kiedy płasko przycisnęłam opuszek kciuka do dołeczka w policzku.
- Późno już, kochanie. Idź spać.
Kiedy nastał poranek odkryłam Harry'ego rozłożonego na całej długości łóżka, pozostawiając mi jedynie mały jego skrawek. Leżałam na plecach, on na brzuchu. Jego ręka przerzucona była przez moje ciało, palce pewnie oplatały prawą stronę mojego boku. Nawet kiedy spaliśmy nie pozwolił mi się zbytnio oddalić.
__________________________________________________________________________
Śmiech. Właśnie to usłyszałem, kiedy próbowałem pozbyć się nieprzyjemnego uczucia, powiewów powietrza na moim karku. Zanim pojawiła się Bo, zawsze budził mnie dźwięk alarmu w telefonie, albo promienie słoneczne przedzierające się przez żaluzje w mojej sypialni. Odwróciłem głowę w prawą stronę, mocniej przyciskając do siebie ciepłe ciało, które właśnie starało się wydostać z mojego uścisku. Nadal nie otworzyłem oczu, próbując wrócić do przyjemnego snu, ale moje chęci nijak miały się do rzeczywistości. Poczułem kolejny podmuch ciepłego powietrza, tym razem na policzku.
- Harry. - zaczęła cicho.
W odpowiedzi usłyszała tylko moje pełne niezadowolenia mruknięcie. Delikatnie przygryzła płatek mojego ucha, by po chwili nieco zaostrzyć swój ton głosu.
- Harry...posuń się.
Mówiła mi już kiedyś, że zostawiam jej zbyt mało miejsca do leżenia. Ciężko było mi przyzwyczaić się, że dzielę z kimś moje wielkie, podwójne łóżko. Cóż, przez lata spałem tam sam. Nawet jeśli przyprowadzałem jakieś dziewczyny, to żadna z nich nie zostawała na dłużej. To prawie tak, jakby wiedziały, że nie mam im nic innego do zaoferowania, oprócz seksu. Nie towarzyszyły temu żadne emocje, po wszystkim nie było żadnego przytulania, czy rzeczy w tym stylu. Rano zawsze budziłem się w pustym łóżku. Zawsze sam. I aż do teraz, nie zdawałem sobie sprawy z tego co traciłem.
- Jest za wcześnie. - rzuciłem niezadowolony.
Bo zaśmiała się cicho, a ja przekręciłem się na plecy. Przysunęła się bliżej i wtuliła w mój bok. Nie umiałem tego wyjaśnić, coś niezwykłego było w tym, kiedy budziłeś się obok osoby, którą uwielbiasz. Oplatałeś ją rękoma i bez żadnych barier mogłeś mówić jej, jak ją kochasz. Długie włosy łaskotały moją odkrytą skórę, a niebieskie oczy z ciekawością zerkały na moją twarz. Naprawdę była piękna.
- Jesteś ciepła. - powiedziałem, kiedy wtuliła się mocniej, ogrzewając mnie swoim gorącym ciałem. - I całkiem naga. - dodałem nie kryjąc zadowolenia.
Odepchnęła moją rękę, kiedy próbowałem ją trochę pomacać. Mój śmiech został niechybnie nagrodzony kuksańcem w lewe ramie.
- Jaki mamy czas?
- Czas najwyższy, żebyś już wstał. - lekko trąciła mnie palcem w brzuch.
- Albo... - przekręciłem się na bok - Czas, żebyś zrobiła mi herbatę.
Wyszczerzyłem zęby w szerokim uśmiechu, mając nadzieję przekonać ją do zaspokojenia moich porannych potrzeb. Jedyne co otrzymałem w zamian to jej uniesione wysoko brwi.
- Chyba żartujesz. - odparła bez ogródek.
Przeniosła wzrok na moje ułożone w wymowny dzióbek usta, kiedy się nad nią pochyliłem.
- Kocham cię.
- Aaaww... - rzuciła przeciągle i pogłaskała mnie po policzku - Ja też cię kocham, ale nadal nie mam zamiaru zrobić ci tej herbaty, podstępny draniu. - zaśmiała się o wiele za głośno, pocierając swoim nosem o mój i odepchnęła mnie w czego efekcie opadłem z powrotem na materac.
- Dobra. - fuknąłem.
Rozmawialiśmy jeszcze jakąś godzinę, wygrzewając się w ciepłym łóżku. Omawialiśmy nasze plany na przyszły tydzień. Głównie kręciliśmy się koło tematu imprezy u Hayley, zanim przeszliśmy do tego bliżej związanego z domowym zaciszem.
- Nigdy wcześniej czegoś takiego nie robiłem.
- Co masz na myśli? - Bo odwróciła głowę w moją stronę.
Jej urocza twarz wyrażała zainteresowanie, kiedy uniosłem się lekko, opierając swój ciężar na łokciu. Pościel okrywająca jej klatkę lekko się zsunęła, ale szybko ją poprawiła. Zdążyłem jednak zauważyć kilka małych malinek. Miały różowy kolor, gdzieniegdzie prześwitywały fioletowe odcienie. Dowód naszych zagorzałych, miłosnych uniesień. Pięknie na niej wyglądały.
- No, na przykład rozmowę. - potrząsnąłem głową, kiedy nadal nie wiedziała o co mi chodzi - No wiesz... rozmowę. Poza tym, że mówisz jak ci dobrze i takie tam. Podoba mi się, że mogę z tobą po prostu porozmawiać.
Bo zostawiła po sobie znaki na moim ciele w postaci kilku czerwonych zadrapań. Było jednak jeszcze coś, co właśnie odkryłem. Malinka tuż pod prawym sutkiem. Wiedziałem, że po jakimś czasie zniknie, ale muszę powiedzieć że podobała mi się aż zanadto. Jej głowa spoczywała na mojej klatce, kiedy przyglądała się mojemu skupionemu wzrokowi. Chwilę później jej usta delikatnie muskały zaczerwienioną skórę, którą wcześniej dość mocno zassała.
- Z nikim wcześniej tego nie robiłeś? - zapytała wyraźnie zaciekawiona, wracając do swojej poprzedniej pozycji.
- Nie. To zawsze było coś w rodzaju " zrób co masz zrobić i cześć". - wyjaśniłem - Nie wydaje mi się, żeby rozmowa była jednym z priorytetów, kiedy przyprowadzałem tu jakąś dziewczynę.
- Z iloma kobietami byłeś?
Wiedziałem, że to pytanie od jakiegoś czasu zaprzątało jej myśli. Zmarszczyłem brwi i spojrzałem na nią. Oboje leżeliśmy na swoich połowach łóżka, zwróceni twarzami do siebie. Splotłem nasze palce, a ona cierpliwie czekała na odpowiedź.
- Tak naprawdę nie chcesz wiedzieć, no nie? - zamilkłem na chwilę obserwując jej twarz - Sporo. - przyznałem - To ma jakieś znaczenie?
- Chodzi o to, że... No że ty wiesz tyle, a ja...
- Nie, Skarbie. Każda kobieta jest inna i ja uczę się razem z tobą. Jakby się nad tym zastanowić, to dla ciebie to może być nawet łatwiejsze.
- Jak to?
- Nie masz żadnych wcześniejszych doświadczeń. - jej twarz zaróżowiła się na moje słowa - Żaden facet nie zaprzątnął twojej głowy, tym co lubi, a tym czego nie. Wiesz tylko jak sprawić przyjemność mi i nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak mnie to kręci.
Nieśmiały uśmiech, który pojawił się na jej ustach pozwolił mi myśleć, że ją przekonałem. Pocałowałem jej szyję i pochyliłem się nad nią uprzednio delikatnie przekręcając ją na plecy. Jej włosy były dosłownie wszędzie, leżały na całej poduszce, dokładnie tak samo jak wtedy, kiedy spała. Muszę przyznać, że ciężko było mi z tym mierzyć się w nocy, kiedy jej niesforne kosmyki wwiercały się we wszelkie otwory w mojej twarzy. Uśmiechnąłem się odgarniając ciemne fale z jej buzi, zanim pochyliłem się do jej ucha.
- Kocham to, że ciągle uczę się tego, gdzie i jak lubisz być dotykana, co cię podnieca. - obniżyłem głos lekko pocierając kciukiem jej nabrzmiałego sutka - Co sprawia, że robisz się mokra.
Przerwała nasz pełen gorącego napięcia kontakt wzrokowy, kiedy zacząłem palcem wskazującym kreślić linię w dół, między jej piersiami. Zatrzepotała rzęsami i odetchnęła głośniej, gdy lekko ścisnąłem jej lewą pierś.
- Wiem, że nadal masz opory przed tym, żebym cie tu dotykał. - powiedziałem przejeżdżając opuszkami palców po wypukłej bliźnie.
Jej ciało zmarło w bezruchu w odpowiedzi na mój ostrożny gest. Czułem się strasznie doświadczając jej udręki, ale wiedziałem, że z czasem będzie jej łatwiej.
- Proszę... - powiedziała cicho.
Na sekundę przycisnąłem usta do naznaczonej blizną skóry i wróciłem na swoją połowę łóżka. Bo lekko zadrżała, kiedy oplotłem ją ramieniem i przysunąłem do swojego boku.
- Przepraszam... - szepnęła tuż przy skórze mojego torsu.
- Nie masz za co.
__________________________________________________________________________
***
- Muszę siku. - poinformowałam Harry'ego, starając się w tym samym momencie wydostać z jego objęć.
Zmierzwiłam ręką jego loki, mając nadzieję odwrócić jego uwagę i uniknąć jego łaskoczących mnie palców.
- No to idź sikaj. - zaśmiał się.
Chwyciłam prześcieradło zsuwając się z łóżka, ale moje ruchy szybko zostały powstrzymane. Odwróciłam głowę i spojrzałam na Harry'ego, który mocno trzymał rogi materiału zaciśnięte w swoich dłoniach. Pojedyncze loki sterczały na jego głowie.
- Nie. - jęknął marudnym głosem.
Byłam z góry skazana na porażkę, jeśli chodziło o próbę siłowania się z nim.
- Harry, naprawdę muszę iść... - powiedziałam błagalnym tonem.
- Zostaw prześcieradło.
- Ale... Ja... Harry, nie mam nic na sobie.
Przygryzłam dolną wargę skanując podłogę w poszukiwaniu czegoś co mogę na siebie założyć, ale wszystko znajdowało się poza moim zasięgiem. Nic nie było na tyle blisko, żebym mogła się po to schylić, nie wstając z łóżka. Jakaś koszulka wisiała na oparciu krzesła, ale wiąż... zdobycie jej było równoważne z przemierzeniem całego pokoju.
- Nie mam nic przeciwko. - Harry wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu.
Ależ oczywiście, że nie miał nic przeciwko. Ja jednak nie byłam taka chętna dawać mu w tamtym momencie jakiegoś rozbieranego pokazu. Ale naprawdę chciało mi się siku.
Ugh, walić to.
Niemal czułam jego wzrok na sobie, kiedy powoli wysuwałam się z ciepłego łóżka. Poczułam na skórze chłodne powietrze i stwierdziłam, że nie ma co przeciągać nieuniknionego. Jęknęłam, kiedy lekko uszczypnął mnie w bok sądząc chyba, że doda mi tym samym odwagi. Na pewno pomogło mi to się ruszyć. Byłam odwrócona do niego plecami, kiedy włożył sobie do ust palce i bezczelnie na mnie gwizdnął.
- Dalej, Skarbie! - krzyknął zanim zdążyłam zamknąć za sobą drzwi łazienki śmiejąc się pod nosem.
Kiedy skończyłam, stanęłam przed lustrem przygotowując się na ponowne obnażenie nagiego ciała przed Harrym, ale na szczęście nie musiałam.
- Na klamce są spodenki i koszulka. - zawołał.
Uchyliłam drzwi, żeby sięgnąć po rzeczy, które chłopak powiesił dla mnie po drugiej stronie. Podziękowałam mu posyłając w powietrze buziaka, którego zaakceptował ze śmiechem, poprawiając się w swojej leżącej pozycji na łóżku. Koszulka była mi dobrze znajoma, wiele razy pożyczałam ją z garderoby Harry'ego. Była w ciemną kratę i utrzymywała mocny zapach bruneta. Naciągnęłam na siebie spodenki, zanim wyszłam do pokoju, w którym czekał na mnie chłopak. Uśmiechnął się, nadal leżąc pod ciepłym przykryciem.
- To teraz, jak już wstałaś, możesz mi zrobić herbatę.
A więc tak sobie to zaplanował.
- Ale przecież ty też musiałeś wstać, żeby powiesić mi ubrania na drzwiach.
Z miną niewiniątka wzruszył ramionami.
- Dobra!
- Grzeczna dziewczynka.
- Tylko bez tego protekcjonalnego traktowania! - rzuciłam na co Harry tylko się zaśmiał.
Chwyciłam czarną frotkę, odgarniając włosy z twarzy i zbierając je na czubku głowy w niedbałym kucyku. Ruszyłam w stronę kuchni i kiedy tylko się tam znalazłam, od razu pożałowałam, że nie założyłam nic na bose stopy. Kuchenne płytki były lodowate. Zanim sięgnęłam po kubki postanowiłam włączyć radio. Akurat leciała piosenka zespołu, który ostatnio pokazałam Harry'emu.
Nie miałam pojęcia czemu kładzie te kubki tak wysoko. Musiałam wspiąć się na blat, żeby dosięgnąć półki na której stały. Kiedy bezpiecznie zeszłam z wysokości, wrzuciłam saszetki z herbatą do naczyń i czekałam, aż zagotuje się woda. Dobiegł mnie jakiś dźwięk z korytarza, ale był zagłuszony muzyką płynącą z głośnika radia. Podejrzewałam, że to listonosz, który właśnie wsunął pocztę przez wąski otwór w drzwiach.
Otworzyłam lodówkę, skanując wzrokiem niższe półki w poszukiwaniu mleka. Po chwili wypuściłam głośne jęknięcie.
- Harry! - krzyknęłam - Harry, znowu schowałeś do lodówki puste opakowanie po mleku!
Pod tym względem był strasznym upierdliwcem. Tysiące razy mu powtarzałam "jak jest puste, to się wyrzuca". Zanosiło się na to, że się nigdy nie nauczy. Jego brak odpowiedzi przyjęłam jako osobistą zniewagę. Pewnie wiedział, że byłam nieźle wkurzona, dlatego wolał to przemilczeć. Niezależnie od powodu, postanowiłam powiedzieć mu co o nim myślę.
Odchyliłam pościel na bok i okazało się, ze nie ma go w sypialni. Zapukałam do łazienki i odczekując chwilę otworzyłam drzwi. Ku mojemu zdziwieniu tam też go nie znalazłam.
- Harry?
Był w salonie, stał w progu odwrócony do mnie plecami. Miał na sobie jedynie dresy, ukazując swój opalony tors. Nie wiedziałam czemu jest tak nienormalnie cichy, dopóki mój wzrok nie spoczął na dwóch kobietach stojących po środku pokoju. Towarzyszyło mi okropne przeczucie, że przerwałam jakąś rozmowę, która toczyła się zanim się tam pojawiłam. Niepewność jednak nie trwała długo.
Karton po mleku upadł na podłogę, kiedy starsza z nich oplotła mnie ramionami. Musiałam wyglądać jak królik złapany w sidła. Ściskała mnie mocno, więc byłam zmuszona zaabsorbować zapach jej słodkich perfum. Kiedy poczułam jak jej łzy ściekają po mojej skórze, odwzajemniłam uścisk, starając się dodać jej odrobinę otuchy. Byłam całkowicie zdezorientowana, nie miałam pojęcia co się dzieje.
- Dziękuję... Dzięki tobie odzyskałam mojego syna. - zapłakała cicho.